Wszyscy życzyliśmy sobie, by majowo-czerwcowe sparingi naszej kadry były próbą generalną przed mundialem. To się niestety nie udało, ale nie zmienia to faktu, iż ów mecze towarzyskie nadal się odbędą. 31 maja we Wrocławiu Polacy zmierzą się z Ukrainą w starciu drużyn, którym Szwecja w barażach zamknęła drogę na mistrzostwa świata. Z kolei 3 czerwca na PGE Narodowym w Warszawie zmierzymy się z Nigerią (oni też nie jadą na mundial).
Dla Jana Urbana te spotkania jawią się jako dobra okazja, by przetestować nowe nazwiska w kadrze przed jesienną Ligą Narodów, a przede wszystkim przed przyszłorocznymi eliminacjami do Euro 2028. Jak dotąd nasz selekcjoner był raczej ostrożny z nowościami, choć też poza towarzyskim meczem z Nową Zelandią w październiku (1:0), wszystkie mecze, w jakich Polskę prowadził, były do tej pory o wysoką, mundialową stawkę. Czas na testy i eksperymenty nadchodzi teraz. Zdaniem Mateusza Ligęzy z Radia ZET na najbliższym zgrupowaniu możemy się spodziewać dwóch debiutanckich nazwisk.
Pierwszym jest Mateusz Żukowski. Odkąd w drugoligowym niemieckim Magdeburgu były piłkarz m.in. Śląska Wrocław zaczął grać jako napastnik, złapał kosmiczną formę. Potrzebował zaledwie dziewiętnastu meczów ligowych, by strzelić 17 goli, co daje mu w tej chwili pozycję lidera klasyfikacji strzelców 2. Bundesligi. Nie brakowało głosów, by powołać go już na baraże o mundial, ale Jan Urban się wówczas na to nie zdecydował. Teraz ma być inaczej.
Drugi debiutant też jest powiązany z Niemcami, tyle że on gra w najwyższej klasie rozgrywkowej. To Kacper Potulski, zaledwie 18-letni środkowy obrońca. Ma w tym sezonie na koncie ponad 1300 minut w pierwszej drużynie FSV Mainz (prawie 900 w Bundeslidze) i rozwija się bardzo szybko. Strzelił już nawet debiutanckiego gola i to Bayernowi Monachium. Nazwanie go największym polskim talentem na tej pozycji nie byłoby nieuzasadnione. Również on ma zostać powołany na mecze z Ukrainą oraz Nigerią.