Mecz w Szwecji mógł się potoczyć inaczej, bo Polacy wiedzieli, jak dochodzić do sytuacji. Wynik nie jest jednak niesprawiedliwy. Kto broni tak niefrasobliwie, rzadko wygrywa starcia o taką stawkę. A selekcjoner brakiem reakcji na boiskowe wydarzenia też nie pomógł drużynie.
Polska widziała w ostatnich latach kilku gorszych selekcjonerów niż Jan Urban. To, że akurat on po dwunastu latach nie wprowadził jej na wielki turniej, nie jest jednak paradoksem. Do wygrywania meczów na ostrzu noża potrzeba szczypty pragmatyzmu. Podejścia z wyświechtanego powiedzenia o finałach, których się nie rozgrywa, ale wygrywa. Polska pokazała się w Solnie tak, jak chciałoby się ją widzieć częściej, górując nad rywalem czymś tak nieuchwytnym, jak kultura gry. Ale w meczach o wszystko nie można sobie za nią niczego kupić. A już na pewno nie bilet na mundial.