Reprezentacja Szwecji w półfinale baraży pokonała Ukrainę 3:1. To wlało mnóstwo optymizmu w ten zespół. To też znak, że gra pod wodzą Grahama Pottera zaczyna się układać. W październiku pracę stracił Jon Dahl Tomasson. Z nim u steru Szwedzi nie wygrali żadnego meczu w eliminacjach do mistrzostw świata. Miejsce w barażach wywalczyli za sprawą udanych występów w Lidze Narodów.
Jednocześnie Szwedzi mają w pamięci to, co wydarzyło się cztery lata temu. Wówczas w finale baraży zmierzyli się na wyjeździe z reprezentacją Polski. Biało-Czerwoni wygrali na Stadionie Śląskim w Chorzowie 2:0. Bramki zdobyli Robert Lewandowski i Piotr Zieliński.
Co ciekawe, ten sam duet zapewnił nam teraz finał baraży. Przegrywaliśmy z Albanią 0:1, ale po trafieniach dwóch ważnych postaci kadry, uzyskaliśmy przepustkę do starcia ze Szwecją. Wśród tamtejszych dziennikarzy Lewandowski wciąż budzi strach.
- Dla mnie to wciąż najlepszy gość na murawie w polskiej kadrze. Jego doświadczenie i nos do bramek robią swoje. Nawet jeśli Gyoekeres jest teraz w świetnej formie, to szwedzcy kibice po prostu czują przed "Lewym" respekt. A nawet strach - podkreślił w rozmowie z "Faktem" Gustaf Tidestad, dziennikarz "Expressen".
Tidestad mocno wierzy w reprezentację Szwecji, nawet mimo faktu, iż w drużynie kilku ważnych graczy leczy urazy i nie zagra w starciu z Polską. Dziennikarz "Expressen" pokusił się na samym końcu także o odważną teorię.
- Szanse obu zespołów na awans oceniam po równo. 90 minut z Polską u siebie to wyzwanie, na pewno nie będzie łatwo, ale jest do udźwignięcia. Mamy ogromny szacunek do przeciwnika i przekonanie, że mentalność zwycięzców w polskim zespole może być silniejsza niż w szwedzkim. Zwłaszcza biorąc pod uwagę porażkę sprzed czterech lat w Chorzowie. Ale szczerze? Lepiej trafić nie mogliśmy - zakończył.
Mecz Szwecja - Polska odbędzie się we wtorek (31 marca). Początek o godz. 20:45. W przypadku zwycięstwa Biało-Czerwoni awansują na mundial po raz dziesiąty w historii.