Przed reprezentacją Polski baraże o mundial. 26 marca Biało-Czerwoni zagrają na PGE Narodowym z Albanią w półfinale. Jeśli zwyciężą, to pięć dni później czeka ich wyjazdowa potyczka z Ukrainą lub Szwecją. W piątek (20 marca) selekcjoner Jan Urban ogłosił listę powołanych piłkarzy na najbliższe zgrupowanie. Próżno tam szukać Sebastiana Walukiewicza, zawodnika występującego na co dzień we włoskim Sassuolo.
Nie bez powodu kibice i dziennikarze dopytują o Walukiewicza. 25-latek jest ważną postacią Sassuolo, grając regularnie na poziomie Serie A. Środkowy obrońca, biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, zanotował w tym sezonie już 29 meczów. Jego dyspozycja sportowa uprawnia go do tego, by wrócić do występów w narodowych barwach. Sztab szkoleniowy polskiej kadry widzi jednak powód, przez który Walukiewicz nie jest powoływany.
- W tamtym roku nie odebrał telefonu i nie oddzwonił do selekcjonera. Tutaj dla mnie nie ma tematu, dla nas nie ma tematu. Temat tego zawodnika jest zamknięty - powiedział Jacek Magiera, asystent Jana Urbana, w rozmowie z kanałem Meczyki.pl.
W takim samym tonie wypowiadał się sam Urban. - Sam się wypisał. Wtedy, kiedy ja chciałem, żeby przyjechał. Nikogo się nie będę prosił i dziękuję - podkreślił w "Kanale Sportowym".
Na słowa Urbana i Magiery zareagował Tomasz Suwary, agent Walukiewicza. "Nieprawda, że selekcjoner dzwonił do Sebastiana, to po pierwsze. Od momentu objęcia posady selekcjonera nigdy trener nie rozmawiał i nie kontaktował się z Walukiewiczem" - napisał na platformie X.
Mamy do czynienia z zaskakującą aferą w reprezentacji Polski. Dotychczas za kadencji Urbana nie było właściwie żadnych scysji. "Agent Sebastiana twierdzi, że selekcjoner nigdy nie dzwonił. Potrzebne billingi" - napisał Piotr Dumanowski, komentator Eleven Sports.
Jak widać, doszło do sporego nieporozumienia, a "mleko się rozlało" tuż przed najważniejszymi meczami dla reprezentacji Polski.