28 lutego w trakcie spotkania Barcelony z Villarrealem Robert Lewandowski wszedł na boisko w drugiej połowie i strzelił gola. W tym samym meczu doznał jednak także kontuzji. Badania wykazały złamanie oczodołu. Dlatego też Polak opuścił batalię z Atletico Madryt w Pucharze Króla. W międzyczasie przygotowano dla niego maskę ochronną. W niej pojawił się na placu gry w trzech pojedynkach i nie trafił ani razu do siatki. W ostatnim meczu ligowym z Sevillą dawał nawet do zrozumienia, że maska mu przeszkadza.
Lewandowski złą passę przełamał w drugiej połowie środowego meczu z Newcastle w Lidze Mistrzów. W ciągu kilku minut Polak dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Raz dokonał nawet tego po strzale głową, co przy jego sytuacji zdrowotnej może być dla wielu kibiców zaskoczeniem. W drugim przypadku świetnie wykończył akcję uderzeniem z prawej nogi.
Lewandowski schodził z boiska, żegnany owacjami na stojąco od kibiców Blaugrany. "Duma Katalonii" zdominowała zresztą Newcastle w drugiej części spotkania i zakończyła rywalizację zwycięstwem 7:2 (8:3 w dwumeczu).
Z uwagą poczynania doświadczonego napastnika śledził Jan Urban. Selekcjoner reprezentacji Polski w rozmowie z RMF FM pochwalił "Lewego".
- Robert faktycznie trochę czekał na to, żeby strzelić gola. To z pewnością cieszy. Kiedy on ma sytuację, prawdopodobieństwo, że zdobędzie bramkę jest bardzo duże. Jeśli chodzi o decyzje, jakie ma podjąć w polu karnym, jest najlepszy na świecie - podkreślił.
Urban na pewno może odetchnąć z ulgą, patrząc na Lewandowskiego, bo ten jest w stanie zdobywać bramki nawet przy problemach zdrowotnych.
Tymczasem zbliża się zgrupowanie reprezentacji Polski. Biało-Czerwoni zagrają 26 marca z Albanią w półfinale baraży o mundial. Jeśli zwyciężą, to pięć dni później czeka ich wyjazdowa potyczka z Ukrainą lub Szwecją.