- Choćby nie wiem ile razy jeszcze dziennikarze pytali mnie o powołanie Oskara Pietuszewskiego na mecze barażowe o mundial, nie zmieni to jego sytuacji. Decyzja w tej sprawie wciąż nie zapadła - mówi Sport.pl Jan Urban, selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski.
Po porażce w Helsinkach z Finlandią 1:2 i konflikcie z Robertem Lewandowskim, który zrezygnował z gry w kadrze po odebraniu mu opaski kapitana, selekcjoner Michał Probierz 12 czerwca 2025 roku podał się do dymisji. Prezes PZPN Cezary Kulesza przez ponad miesiąc zastanawiał się, kto może przywrócić normalność w rozbitej drużynie. W połowie lipca wybrał Jana Urbana, który przekonał Lewandowskiego do powrotu do kadry, a potem poprowadził zespół narodowy w sześciu jesiennych meczach, nie przegrywając ani razu. W grupie eliminacjach MŚ 2026 polscy piłkarze zajęli drugą pozycję, za Holandią, co dało im prawo startu w barażach o udział w mistrzostwach świata.
Dariusz Wołowski: 26 marca Polska rozpoczyna grę o mundial meczem z Albanią w Warszawie. Jeśli wygra, 31 marca zmierzy się na wyjeździe ze zwycięzcą pary Ukraina – Szwecja. Pracę z kadrą zaczynał pan w lipcu, ale już wtedy było niemal pewne, że sprawa awansu rozstrzygnie się właśnie w ostatnim tygodniu marca.
Jan Urban: Tak, zbliża się ten najważniejszy moment. Jeszcze jest trochę czasu, wciąż praca ludzi ze sztabu kadry i moja wygląda tak samo. Żyjemy właściwie na walizkach, wyjeżdżamy na mecze klubowe kandydatów do reprezentacji. Rozmawiamy, obserwujemy także naszych przeciwników: Albańczyków, ale i Szwedów i Ukraińców, bo musimy być gotowi na każdy wariant. Nie odczuwam jeszcze nadmiernych emocji, ale wiem, że będą one większe z każdym upływającym dniem marca.
Zbliża się kulminacja, gdy losy awansu na mundial się rozstrzygną. Każda z tych czterech drużyn przystępuje do baraży mając 25 proc. szans na awans. Przekonamy się, komu najpierw uda się te szanse powiększyć do 50 proc., a potem osiągnąć wymarzony cel. Poprowadziłem już drużynę narodową w sześciu meczach, cztery wygraliśmy i dwa razy zremisowaliśmy - z Holandią. Gra zespołu nie wyglądała źle, ale teraz to, co wydarzyło się jesienią, nie ma już znaczenia. W piłce zmiany następują z tygodnia na tydzień, a czasem wręcz z dnia na dzień. Fakt, że ktoś był w formie w styczniu czy w lutym, nie daje gwarancji, że będzie w niej także w marcu. A o to nam wszystkim chodzi. Żeby w tych najważniejszych meczach barażowych pojedynczym piłkarzom i całemu zespołowi udało się osiągnąć maksimum możliwości.
W meczu z Albanią w Warszawie nie zagra ukarany za kartki skrzydłowy Atalanty Bergamo Nicola Zalewski. Ale jest też dobra nowina: 17-letni Oskar Pietuszewski po transferze do FC Porto ma już gola, asystę i zbiera dobre oceny.
- We wszystkich moich rozmowach z dziennikarzami pada nazwisko Pietuszewskiego. Rozumiem, że wasza praca polega na tym, żeby pytać, ale ja nie mogę jeszcze nic powiedzieć. Obserwujemy postępy Pietuszewskiego, jak każdego innego kandydata do kadry. Być może uznamy, że warto powołać go na baraże, ale tak samo prawdopodobne jest, że będzie nadal grał w zespole młodzieżowym. Jak już wspominałem: sytuacja w piłce zmienia się szybko. Mogę powiedzieć tyle, że kara dla Zalewskiego jest dla nas dotkliwa. To znakomity piłkarz, który robi różnicę na boisku, nawet jeśli miewa czasem słabsze mecze. W spotkaniu z Albanią będzie bardzo trudno go zastąpić i to na pewno jest dla kadry problem. Mówiłem o tym wiele razy, że nie mamy w Polsce wielu piłkarzy klasy reprezentacyjnej, dlatego nieustannie musimy drżeć o zdrowie kandydatów do kadry. Nie mamy trzech równorzędnych piłkarzy na każdą pozycję, co oczywiście nie jest żadną nowością ani odkryciem.
Czego panu życzyć? Zdrowia i formy piłkarzy, a reszta sama się zrobi?
- Sama się nie zrobi. Bądźmy świadomi skali trudności. Oczywiście, w meczu z Albanią mamy atut swojego boiska, ale rywal też ma atuty i to mocne. W eliminacjach Euro 2024 Albańczycy wyprzedzili w grupie Polskę. Na turnieju w Niemczech zremisowali z Chorwacją i minimalnie przegrali z Hiszpanią i Włochami. Pokazali ciekawy futbol, mają tego samego trenera od trzech lat, czyli osiągnęli stabilizację. Piłkarze albańscy grają w dobrych klubach, kilku w lidze włoskiej. Podkreślam to wszystko, bo chciałbym uniknąć sytuacji, w której zwycięstwo 26 marca będzie wydawało się nam formalnością. To dla Polski bardzo trudny mecz, musimy mieć tego świadomość. Tak ja my robimy wszystko, by wykorzystać szansę gry na mundialu, tak dla naszych rywali też jest to wielka sprawa.
Niepokoi pana kontuzja Roberta Lewandowskiego, czyli pęknięcie kości pod okiem? Ma wrócić do gry na sobotni mecz Barcelony z Athletic Bilbao, więc chyba do baraży wszystko będzie ok.
- Tak się wydaje. Być może Robert będzie musiał przez jakiś czas grać w masce ochronnej. To zawsze niewygodne, choć maski są coraz lepsze. Zakładamy, że ten uraz nie wpłynie na samopoczucie i dyspozycję Roberta. Tak jak wszyscy inni kadrowicze Lewandowski jest świadomy, jak ważna próba czeka nas w marcu.
Już kiedyś czekał pan na tak kluczowe dla przyszłości wydarzenia, jak zbliżające się baraże?
- Owszem - w 1986 roku na mundial w Meksyku, jako piłkarz. Wiadomo, że to najwspanialsza impreza piłkarska. Można na niej napisać historię - samemu i z drużyną. Każdy chce grać w finałach mistrzostw świata, bez tego kariera jest niepełna. To też największe okno wystawowe dla piłkarzy i trenerów, kibice zapamiętują na zawsze ich dokonania.
Dlatego robimy wszystko, by pojechać na tegoroczny mundial i nasi piłkarze są świadomi, że data 26 marca jest dla nich kluczowa.
Pozycja Piotra Zielińskiego jako lidera reprezentacji Polski nie podlegała dla pana dyskusji nawet wtedy, gdy był rezerwowym w Interze Mediolan. Teraz gra i jest chwalony, choć Inter odpadł sensacyjnie z Ligi Mistrzów z norweskim Bodo/Glimt.
- W życiu piłkarza nie wszystko zależy tylko od niego. Poprzedni trener Interu, Simone Inzaghi, nie widział Zielińskiego w podstawowej jedenastce. Miał inną wizję, pasował mu bardziej inny pomocnik, co utrudniało sytuację Piotrka, ale nie podważało jego klasy. Dla mnie to piłkarz wyjątkowy. Dlatego potrzebowałem go w kadrze nawet wtedy, gdy w klubie nie był pierwszym wyborem trenera. Ale, jak to często bywa, zmiana szkoleniowca okazała się punktem zwrotnym. Dziś dla Cristiana Chivu Zieliński jest piłkarzem ważnym. Czy Piotrek zmienił się przez te kilka miesięcy? Nie. Zmieniła się jego sytuacja. Na szczęście na korzyść.
Chivu też nie od początku stawiał na Polaka. Eksperci i byli piłkarze doradzali nawet Zielińskiemu, by zmienił klub, bo nie doczeka się uznania na San Siro.
- No i jak widać jeszcze raz się okazało, że w piłce pewne rzeczy trudno przewidzieć i zaplanować. Nawet na kilka dni do przodu. Teraz Piotrek gra w Interze i to gra bardzo dobrze. Niech tak zostanie co najmniej do 26 marca.
Kiedy zostawał pan selekcjonerem, para stoperów Jan Bednarek – Jakub Kiwior dopiero zaczynała grę w FC Porto, a pomocnik Jakub Moder z Feyenoordu leczył ciężki uraz. Teraz Moder gra w klubie, a Kiwior z Bednarkiem są już nawet podporą swojej drużyny.
- Jesienią para środkowych obrońców Porto udowodniła, jak dużo daje wspólna gra na co dzień. Teraz rozumieją się jeszcze lepiej, co bardzo pomoże także reprezentacji Polski. Jak już mówiłem: nie cierpimy na nadmiar piłkarzy tej klasy.
Po listopadowym meczu eliminacji MŚ z Holandią, zremisowanym w Warszawie 1:1, przyszedł pan na konferencję prasową rozemocjonowany. Pana zespół zagrał wtedy swoje najlepsze spotkanie, naprawdę niewiele zabrakło do zwycięstwa. Stwierdził pan: "Powiedziałem Ronaldowi Koemanowi, że pojedziemy na mundial i tam ich ogramy". Trzy tygodnie później, podczas losowania grup turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku okazało się, że wygrany naszego barażu zagra na mundialu z Holandią, Japonią i Tunezją.
- Łapie mnie pan za słowa. Nie pamiętam tamtej sytuacji, ale jak znam siebie, po prostu żartowałem. Selekcjoner też ma do tego prawo. Myślę, że musiałem wyrazić się łagodniej, bo przecież nie miałem zamiaru lekceważyć rywali z baraży. Oczywiście może się zdarzyć, że na turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku zagramy z Holendrami po raz trzeci w ostatnich miesiącach, ale najpierw musimy tam awansować. Nie ma innej drogi, nie można odwrócić kolejności. Dlatego proszę mi nie wypominać żartów wypowiadanych pod wpływem silnych emocji.
Szuka pan kandydatów do reprezentacji przede wszystkim w klubach zagranicznych, ale także w ekstraklasie. Jesienią powoływał pan trzech piłkarzy Legii - Pawła Wszołka, Bartosza Kapustkę i Kacpra Tobiasza, a ich klub teraz walczy w lidze o utrzymanie. Tobiasz stracił pozycję numer 1 w bramce Legii, Wszołek leczy uraz.
- Kryteria dla wszystkich są takie same: umiejętności i forma w marcu. Oczywiście oglądamy mecze polskiej ligi, w niej też grają piłkarze, którzy mogą nam pomóc w awansie na mundial.