O całej sprawie dowiedzieliśmy się głównie dzięki Annie Lewandowskiej, która na Instagramie poinformowała, że wybiera się do Stanów Zjednoczonych z Robertem Lewandowskim. A przecież kapitan reprezentacji Polski został powołany na mecze z Holandią oraz Maltą. Z tym pierwszym rywalem Polacy grają już w piątek.
Właśnie poznaliśmy dokładny powód, dla którego kapitan reprezentacji Polski wybiera się do Stanów Zjednoczonych. Jak poinformował na Twitterze dziennikarz Tomasz Włodarczyk - chodzi o obchody Święta Niepodległości.
"Robert Lewandowski leci do Nowego Jorku, by z Polonią uczcić Święto Niepodległości i odpalić narodowe barwy na Empire State Building. Dla niektórych jest to skandal, że na kadrze pojawi się dzień później. Okej" - napisał.
W tej sprawie wciąż jest jednak kilka faktów, które zastanawiają. Po pierwsze - po co z całego wydarzenia robić taką tajemnicę? - Sztab wpadł na sprytny plan, że pierwszy trening będzie zamknięty i w takim wypadku nikt się nie dowie, że Lewandowski nie weźmie w nim udziału. Tak naprawdę Robert będzie dostępny dla Jana Urbana w środę - mówił dziennikarz Adam Sławiński. Wygląda więc na to, że otoczenie Lewandowskiego, PZPN oraz sztab reprezentacji Polski wiedzieli, że cała sprawa spowoduje dodatkowe pytania.
Dochodzi też aspekt odpoczynku - jakby Lewandowski miał odpalić narodowe barwy np. w Londynie, to nie byłby to dla organizmu taki sam wysiłek jak lot przez ocean i z powrotem - a przecież kapitan kadry ponoć już jutro ma być w Warszawie.
Jeszcze inną kwestią jest sam powód. Lewandowski mógłby przecież świętować Święto Niepodległości w Polsce, gdzie rodaków jest mimo wszystko znaleźć trochę łatwiej niż w Stanach Zjednoczonych - i nie sprawiłoby to takiego zamieszania.
To zapewne nie koniec tej sprawy - można się spodziewać, że wkrótce ze wszystkiego będzie musiał tłumaczyć się sam Lewandowski oraz selekcjoner Jan Urban. I szkoda jedynie, że ta sytuacja zdominuje dyskusję wokół kadry tuż przed bardzo ważnym meczem z Holandią.