Polacy pokazali, jak nie bronić. Wiemy, z czego to wynika. "Trochę przykro"

Reprezentacja Polski zremisowała we wtorek z Chorwacją w czwartym spotkaniu Ligi Narodów. I choć punkt powinien nas cieszyć, to zwłaszcza z przebiegu drugiej odsłony, mamy powody do niedosytu. Najbardziej zawiodła nasza defensywa, która nie mogła sobie poradzić ze zdecydowanie szybszymi rywalami. Mało tego, dopuściła ona do straty trzech goli w siedem minut, co rozsierdziło wszystkich fanów. Bartosz Bosacki zdradził, dlaczego tak się stało.
SOCCER-UEFANATIONS-POL-POR/REPORT
Fot. REUTERS/Aleksandra Szmigiel

Reprezentacja Polski zaczęła spotkanie doskonale, gdy w 5. minucie po bajecznym podaniu Kacpra Urbańskiego do siatki trafił Piotr Zieliński. Nasza radość nie trwała jednak długo, ponieważ potem rywale w siedem minut zanotowali trzy trafienia. Winą obarczono za to głównie jednego piłkarza. - Trzeci gol to był totalny kuriozum. Kuriozum, które moim zdaniem zakończy się "dyskwalifikacją" Pawła Dawidowicza. To był katastrofalny błąd. Dawidowicz był zdecydowanie antybohaterem meczu, zagrał tragicznie - podsumował Tomasz Ćwiąkała. Na całe szczęście finalnie udało nam się odrobić straty i zdobyć chociaż jeden punkt.

Zobacz wideo Moder nie krył rozczarowania. "Jest duży niedosyt"

Bartosz Bosacki wyjaśnił przyczynę fatalnej postawy naszych obrońców. "Mam mieszane uczucia"

Pierwsza połowa w wykonaniu naszych piłkarzy była bardzo słaba, trzeba to powiedzieć wprost. Natomiast druga pokazała, że potrafimy rywalizować nawet z najlepszymi. Były reprezentant Polski Bartosz Bosacki nie kryje się jednak z tym, że odczuwa niedosyt. - Dobrze się ten mecz oglądało, ale ja mam jednak mieszane uczucia. Trochę przykro, że strzelamy trzy gole rywalowi takiej klasy, gramy dodatkowo u siebie i nie wygrywamy spotkania - wyjaśnił dla Polskiej Agencji Prasowej. 

Bosacki, który w przeszłości sam grał przecież jako defensor, odniósł się również do fragmentu, podczas którego straciliśmy trzy gole. Uważa, że to świadczy tylko i wyłącznie o braku koncentracji polskich obrońców. - Można wytłumaczyć tylko brakiem koncentracji, bo na pewno nie brakiem umiejętności. Po strzeleniu gola przyszło jakieś rozprężenie, choć w przypadku wyrównującej bramki nikogo akurat bym nie winił. W normalnej sytuacji powinien być atak na piłkę, ale to się tak szybko potoczyło, że nie było czasu na reakcję - przekazał. 

Polacy mieli sporo szczęścia, że kolejne ataki Chorwatów nie zakończyły się bramkami. Bosacki zauważył jednak, że rywale zmienili styl gry, a my potrafiliśmy to wykorzystać. - Zmiany, jakich dokonał Michał Probierz, nie obniżyły poziomu, a nawet momentami nasza gra wyglądała lepiej. Mimo wszystko, ten mecz można ocenić na plus, bo też pokazał on, że drużyna ma potencjał. Kilku piłkarzy zaprezentowało się z bardzo dobrej strony - stwierdził. 

Bosacki uważa, że nie powinniśmy się upierać na grę trójką obrońców. Wymowne słowa

Probierz tuż po objęciu stanowiska reprezentacji Polski dał do zrozumienia, że będzie chciał grać z trójką obrońców. Podobne ustawienie próbował wprowadzić parę lat temu Paulo Sousa, natomiast efekt nie był zbyt dobry. I takie samo wrażenie można odnieść teraz. 

- Gra trójką "z tyłu" może mieć wpływ na to, że tracimy więcej bramek, bowiem w defensywie pojawia się więcej przestrzeni dla rywali. Dwie bramki dla Chorwacji też trochę z tego wynikały. Natomiast co do samego systemu, to tak mocno nie upierałbym się, czy to ma być trzech, czy czterech obrońców - powiedział. Bosacki zaznacza, że nasza drużyna powinna dostosowywać taktykę do danego rywala.

- Warto by było, byśmy uczyli się grania różnymi systemami. Przede wszystkim starajmy się popełniać jak najmniej, szczególnie prostych, błędów, jakie przytrafiły nam się w meczu z Chorwacją - przyznał. Po czterech spotkaniach mamy na koncie cztery punkty i zajmujemy trzecie miejsce w tabeli. Do piłkarzy Zlatko Dalicia tracimy za to trzy pkt. 

- Nie patrzymy na to, że mamy jedynie szansę na trzecie miejsce. Portugalczycy, z którymi jeszcze raz zagramy, tylko zremisowali ze Szkotami. Te ostatnie mecze są bardzo ważne i myślę, że po nich będziemy mogli podsumować i zastanowić się, w którym miejscu tak naprawdę jest polska reprezentacja. Mam nadzieję, że po tych spotkaniach będziemy już wychodzić fundamentami z ziemi, a nie dalej zalewać ławy głęboko pod ziemią - zakończył.

Więcej o: