Reprezentacja Polski była pierwszą drużyną, która pożegnała się z Euro 2024. W meczach z Holandią (1:2), Austrią (1:3) i Francją (1:1) miała przebłyski dobrej gry, pokazujące, w jakim kierunku powinien rozwijać się zespół. - Nie cofaliśmy się, graliśmy agresywną i ofensywną piłkę. Nie zawsze wychodziło, ale to jest droga, którą chcemy podążać - powiedział Michał Probierz na ogólnopolskiej konferencji trenerów z licencją UEFA Pro.
Bardziej pragmatycznie do tej kwestii podchodzi Ryszard Komornicki, 20-krotny reprezentant Polski, który po zakończeniu piłkarskiej kariery został trenerem i pracował w Szwajcarii (tam obecnie mieszka), Niemczech czy Polsce (obecnie jest bezrobotny). Według niego problem leży nie tylko w sposobie gry.
- Tu nie chodzi tylko o trenera Probierza, ale generalnie o taką gadkę, której ja nie mogłem słuchać. "Wysoki pressing", "niski pressing", "utrzymanie się przy piłce" - to wszystko takie zaklęcia. (...) Czy skutecznie w piłkę można grać tylko wysokim pressingiem? - zastanawiał się w rozmowie z "Super Expressem". Sam uważa, że nie jest to jedyna droga do osiągnięcia sukcesu.
- Trzeba być elastycznym w grze. A wszystko i tak na koniec sprowadza się do indywidualnych umiejętności zawodników, tych z etapu szkolenia w wieku trampkarza i juniora - dodał. W tym ostatnim aspekcie widzi poważny problem, wskazując choćby na to, że "prawie 40-milionowy kraj nie może wyszkolić środkowego obrońcy, który będzie grał na równym wysokim poziomie międzynarodowym".
Komornicki jest zdania, że w reprezentacji Polski "generalnie nie ma wspólnej myśli, jeżeli chodzi o granie w piłkę". I z dużym dystansem podchodzi do zapowiedzi dotyczących zmiany stylu gry, z którego na razie niewiele wynika.
- Podniecamy się, że rozegraliśmy akcję od bramkarza, od własnego pola karnego. Pięć, sześć, siedem podań, począwszy od Szczęsnego. Ale to wciąż nie jest granie w piłkę! Czy jak drużyna poda między sobą piłkę sto razy, to dostaje punkt? Nie; trzeba strzelić bramkę. A u nas jest tak, że podajemy i podajemy między sobą, i wciąż jesteśmy z piłką w tym samym miejscu. A po tym dziesiątym czy dwudziestym podaniu kolejne - najczęściej w kierunku Lewandowskiego - jest takie, że tę piłkę tracimy - stwierdził. Według niego współpraca między zawodnikami, w tym między Lewandowskim a Piotrem Zielińskim, nie stoi na odpowiednim poziomie. - My nie gramy w piłkę jako drużyna. Czasem mam wrażenie, że mamy jedenastu pojedynczych piłkarzy na boisku - ocenił.
Jako inne mankamenty reprezentacji 64-letni szkoleniowiec wskazał przywiązanie do ustawienia z trzema środkowymi obrońcami mimo niewystarczającej liczby stoperów gwarantujących odpowiednią jakość, problemy ze środkiem pomocy (słaba postawa Bartosza Slisza i Jakuba Piotrowskiego na Euro, brak zaufania trenerów do Jakuba Modera) czy brak większego zagrożenia ze strony wahadłowych na mistrzostwach Europy. - To wszystko trener Probierz powinien zobaczyć, dostrzec. A potem wymyślić taki sposób gry, który będzie do nas pasować, i który da nam zwycięstwa - zakończył Komornicki.
Reprezentacja Polski wróci do gry we wrześniu. Wtedy zmierzy się ze Szkocją oraz Chorwacją (oba spotkania na wyjeździe) w ramach dywizji A Ligi Narodów.