Dominik G., pseudonim "Grucha" za kadencji Cezarego Kuleszy został zatrudniony jako ochroniarz reprezentacji Polski i odpowiadał m.in. za bezpieczeństwo Roberta Lewandowskiego. Tuż przed mistrzostwami świata w Katarze został odsunięty od kadry, gdy w mediach pojawiły się doniesienia o jego przynależności do neonazistowskiego gangu terroryzującego Białystok.
W 2014 r. "Grucha" usłyszał zarzuty, za które trafił na kilka miesięcy do aresztu. "Grupa opanowała m.in. ochronę w klubach i dyskotekach, czerpała też zyski z prostytucji - była powiązana z dwoma białostockimi domami publicznymi. A oprócz tego siała strach i terror na całym Podlasiu" - można było przeczytać w akcie oskarżenia, który trafił do sądu w listopadzie 2020 r. W przeszłości Dominik G. był ochroniarzem w klubie "Prognozy", znajdującym się w kamienicy należącej do Kuleszy. Ten dawał do zrozumienia, że nie wiedział o mrocznej przeszłości "Gruchy", choć sam zatrudnił go do ochraniania reprezentantów.
Sprawa "Gruchy" i innych członków gangu o nazwie "Prawicowa Jagiellonia" toczyła się przed Sądem Okręgowym w Białymstoku. Zarzucanych przestępstw oskarżeni mieli dopuszczać się w latach 2009-2013. Dominik G. nie przyznawał się do winy, lecz sąd miał w tej kwestii inne zdanie. Jak poinformował portal WP SportoweFakty, 8 lipca zapadł wyrok skazujący "Gruchę" i 45 innych osób. Były ochroniarz reprezentacji został skazany na rok i trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata oraz grzywnę 9 tys. zł. - Wyrok jest nieprawomocny, będziemy się od niego oczywiście odwoływać - zapowiedział adwokat Rafał Gulko.
Poza "Gruchą" skazany został także Paweł F., współwłaściciel firmy Kuchnia Vikinga, która niedawno została sponsorem reprezentacji. Podobnie jak Dominik G., był on oskarżony o udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz udział w bójkach z kibolami Piasta Gliwice, Resovii Rzeszów, Stali Stalowa Wola i ŁKS-u Łódź, których uczestnicy "zadawali przeciwnikom uderzenia pięścią w twarz i kopali po całym ciele". F. został skazany na półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu, wyrok jest nieprawomocny.
Wśród najpoważniejszych przewin członków gangu sędzia wymienił propagowanie totalitarnych ideologii (nazizm, faszyzm). Niektórzy z członków gangu produkowali nawet materiały filmowe mające promować te ideologie i zastraszać ich przeciwników (występowali m.in. z maczetami). Poza tym publiczne wykonywali faszystowskie pozdrowienia, a jeden z nich malował swastyki na ścianach budynków. Inne zarzuty dotyczyły czerpania korzyści z nierządu (jeden z członków gangu miał agencję towarzyską, w której wielu z nich pracowało jako ochroniarze) czy porwanie mężczyzny na zlecenie, a potem pobicie go w lesie.
"Sąd potępił naganne zachowania i niskie pobudki, którymi kierowali się członkowie grupy, i podkreślił duży stopień szkodliwości społecznej ich działań. W przypadku części oskarżonych uznał, że na tyle zmienili swój sposób życia oraz nie byli zamieszani w najcięższe przestępstwa, że zdecydował o warunkowym zawieszeniu kary. Tak było w sprawie Dominika G. oraz Pawła F." - czytamy. W ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia przekazał, że proces był możliwy m.in. za sprawą członków gangu, którzy poszli na współpracę z wymiarem sprawiedliwości.
Portal WP SportoweFakty wysłał w tej sprawie pytania do PZPN-u. W odpowiedzi federacja przysłała oświadczenie. "PZPN - nie będąc urzędem czy służbą - oprócz oficjalnie dostępnych w internecie informacji, nie ma jakichkolwiek możliwości sprawdzenia poszczególnych osób biznesowo powiązanych z daną firmą. Sprawdzeń takich, w przypadku np. członków zarządu, właścicieli czy członków rad nadzorczych (pod kątem ich karalności czy prowadzonych postępowań karnych czy operacyjnych) nigdy nie dokonywano. To państwo i jego służby jest od tego, by wykazać, czy podmiot działa legalnie i poinformować o tym opinię publiczną. Bez tego pozostaje oczekiwanie na deklarację poszczególnych osób na temat ich niekaralności i wiara w zasadę domniemania niewinności. Możemy zapewnić, że PZPN działa tylko z poważnymi firmami, co do których legalności funkcjonowania nie ma wątpliwości. Ewentualne problemy prawne poszczególnych osób, niezwiązane z działalnością gospodarczą danego sponsora czy partnera stanowią problem wewnętrzny podmiotu niezależnego od PZPN-u i przez tenże podmiot powinny być rozwiązywane" - przekazano.