Wojciech Szczęsny znalazł się w arcytrudnej sytuacji. Do Juventusu dołączył nowy bramkarz Michele di Gregorio i wszystko wskazuje na to, że to on będzie pierwszym wyborem trenera Thiago Motty. Polakowi pozostał jeszcze rok kontraktu, ale jeśli liczy na regularną grę, konieczny byłby transfer już w tym okienku. Tuż przed rozpoczęciem Euro 2024 wiele mówiło się o zainteresowaniu Al-Nassr. Saudyjczycy proponowali nawet pensję rzędu 20 mln euro rocznie. Już wiadomo, że do transakcji nie dojdzie. Dlaczego?
Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl sugerował, że za wycofaniem się z pomysłu stał saudyjski rząd. - Negocjacje dochodziły do skutku, ale news nie zawierał jednej kwestii. Te największe kluby w Saudi Pro League prowadzą swoją politykę transferową, ale te wielkie pieniądze to jest budżet Public Investment Found, czyli rządowej organizacji, która napędza futbol - tłumaczył.
Inny powód podał włoski dziennikarz Alfredo Pedulla ze stacji Sportitalia. - Szczęsny: rozmowy zakończone. Problemem nie były finanse, Al-Nassr po prostu spodziewało się większego entuzjazmu i przekonania po zaoferowaniu 20 milionów euro pensji. Dlatego wrócił do Bento. Monza może mieć nadzieję, ale Juventus woli poczekać, zanim wniesie duży wkład w jego pensję - napisał na platformie X.
W ten sposób przyznał, że szansę na sprowadzenie Szczęsnego ma jeszcze włoska Monza, z której Juventus ściągnął wspomnianego di Gregorio. Takie wieści przekazała również "La Gazzetta dello Sport". Zespół z Turynu musiałby jednak opłacić naszemu bramkarzowi część pensji, dlatego woli poczekać na inne opcje. Z ostatnich doniesień wynika jednak, że Szczęsny także na taki transfer nie ma co liczyć.
Jak poinformował włoski portal informazione.it, prezydent Monzy Adriano Galliani podczas imprezy zorganizowanej przez jednego ze sponsorów, pytany o możliwe zakontraktowanie Szczęsnego, odpowiedział jedynie: "marzyć nic nie kosztuje". Wyjaśnił też, że nie było żadnych konkretnych negocjacji w sprawie bramkarza Juventusu.