Taras Romanczuk nie dokończył poniedziałkowego treningu. Pomocnik Jagiellonii po kilku minutach na boisku zgłosił uraz trenerowi i po natychmiastowej konsultacji z lekarzem zszedł z boiska. Wątpliwe jest, by we wtorek był gotowy na mecz z Francją.
Zanim Taras Romanczuk w poniedziałek zszedł z boiska, selekcjoner zebrał drużynę w kółeczku i od razu oddał głos Kamilowi Grosickiemu. Jego przemowę zakończyły brawa i uściski z każdym z kolegów z drużyny. Wyglądało to jak pożegnanie i szybko okazało się, że właśnie pożegnaniem jest. Dla Grosickiego, który na początku czerwca skończył 36 lat, mecz z Francją nie musi być jednak ostatnim w karierze reprezentacyjnej, bo słyszymy, że PZPN chce jeszcze go pożegnać na Stadionie Narodowym - w październiku, kiedy Polska zagra dwa mecze w Lidze Narodów z Chorwacją i Portugalią.