To jest już lider tej kadry. "Holendrzy, Austriacy i Francuzi - bójcie się!"

Jakub Seweryn
Karol Świderski aż cisnął butem o murawę, gdy po strzelonym golu doznał przy cieszynce kontuzji stawu skokowego i nie był w stanie grać dalej. Żeby tego było mało, niedługo później z boiska zejść musiał także Robert Lewandowski. Na sześć dni przed pierwszym meczem Euro 2024 wynik i gra Polaków w towarzyskim starciu z Turcją (2:1) na Narodowym zeszły na dalszy plan, bo znów trzeba trzymać kciuki za pozytywne badania medyczne Biało-Czerwonych.

"Galowa" jedenastka, mocny przeciwnik i ponad 48 tysięcy kibiców na trybunach. Poniedziałkowy mecz Polska - Turcja na Stadionie Narodowym w Warszawie miał wszystko, by być generalnym sprawdzianem Biało-Czerwonych przed rywalizacją z Holandią, Austrią i Francją na Euro 2024 w Niemczech. I chyba sam selekcjoner Michał Probierz nie przypuszczał, jak szybko jego plany legną w gruzach. 

Zobacz wideo Maja Strzelczyk wyznaje: Jestem romantyczką! Wierzę, że Euro będzie niezapomniane

Gol i kontuzja przy cieszynce. Świderski aż cisnął butem o ziemię

Tak jak w najważniejszych meczach reprezentacji Polski, w wyjściowym składzie drużyny Probierza obok Roberta Lewandowskiego wystąpił Karol Świderski. Wielu zarzucało temu drugiemu, że ma za sobą bardzo przeciętne pół roku we włoskim Hellasie Werona, w trakcie którego zdobył ledwie dwie bramki w Serie A. Niektórzy uważali, że "Świder" nie tylko nie powinien być podstawowym piłkarzem kadry, co być może w ogóle nie powinien być na Euro 2024. 

W poniedziałek wystarczyło zaledwie 12 minut, by 27-letni napastnik pokazał, dlaczego jest tak ważnym piłkarzem kadry. Przyjął piłkę po asyście Lewandowskiego, wykorzystał sytuację sam na sam z tureckim bramkarzem i dał Biało-Czerwonym prowadzenie. 

Jego wielka radość z 11. trafienia w 31. meczu w reprezentacji narodowej szybko zamieniła się w ból i złość, bo przy cieszynce Świderski na tyle źle wylądował na murawie Narodowego, że złapał się za podkręconą kostkę. Lekarz kadry Jacek Jaroszewski początkowo uspokajał zaniepokojonego Probierza, a sam zawodnik wrócił na murawę. 

Na krótko. Po chwili znowu na niej usiadł, zdenerwowany zdjął buta i cisnął nim o murawę. To był dla niego koniec. Zmieniony przez Krzysztofa Piątka udał się na badania, choć pierwsze informacje są uspokajające - mówią o podkręconym stawie skokowym i kilku dniach przerwy, więc występ Świderskiego nie tylko na Euro 2024, ale nawet w pierwszym meczu z Holandią na razie nie jest wykluczony.

Pechowa 150. Lewandowskiego. Pomór napastników w reprezentacji Polski

Od zmiany Świderskiego w 19. minucie nie minął nawet kwadrans, a Probierz mógłby wyrywać sobie włosy z głowy, gdyby tylko je na niej miał. Wszystko za sprawą Lewandowskiego, który usiadł na murawie i zasygnalizował kontuzję. Już kilka minut wcześniej widać było, że z "Lewym" coś jest nie tak, gdy w bardzo groźnym kontrataku Polaków nie poszedł za pędzącym na bramkę Krzysztofem Piątkiem. 

Kapitan kadry z grymasem opuszczał boisko, zostając trzecim polskim napastnikiem schodzącym z tego powodu z placu gry z powodu kontuzji w drugim sparingu przed mistrzostwami Europy. W piątkowym meczu z Ukrainą spotkało to Arkadiusza Milika. 

Lewandowski tuż przed poniedziałkowym spotkaniem został uhonorowany pamiątkową koszulką przez PZPN za 150. mecz w kadrze. Jednak był to dla niego kolejny nieudany jubileusz, gdyż przy dwóch poprzednich okazjach Polacy przegrywali swoje spotkania - z Urugwajem (1:3) i Portugalią (2:3). Jednak i tu później można było odetchnąć z ulgą - Mateusz Borek na antenie TVP poinformował, że zmiana była podyktowana ostrożnością, a nie poważniejszym urazem napastnika Barcelony.

Misiowy falstart

Zanim jednak w ogóle zaczął się mecz, doszło do kolejnej odsłony świetnej akcji znanej z różnych stadionów - zbiórki maskotek, za które płaci sponsor. W poprzednich tygodniach zebrano 109 tysięcy misiów w Białymstoku oraz 107 tysięcy w Gdańsku - w poniedziałek STS przełożył swoją akcję, w trakcie której płaci złotówkę za każdego rzuconego misia na murawę na cele charytatywne, również na mecz reprezentacji Polski. 

Tyle że tym razem akcja wyszła nieco komicznie, bo gdy stadionowy spiker ogłaszał, że misie mają zostać rzucone na jego znak po końcowym gwizdku, kibice niespecjalnie go posłuchali i już na początku spotkania za liniami boiska pojawiło się mnóstwo pluszaków rzuconych z trybun. Ale to drobiazg - najważniejsze, że sponsor akcji znów przeznaczy pieniądze na szczytny cel.

Kontuzje zabiły mecz. Szczęsny już w trybie turniejowym, ale "Boże, chroń przed Salamonem"

Wracając do meczu - po 32. minucie, ze względu na kontuzje Świderskiego i Lewandowskiego, spotkanie zostało "zabite". Polacy, którzy wyszli na to spotkanie mocno zmotywowani, zaczęli przede wszystkim uważać na swoje zdrowie, niż szukać szans na strzelenie kolejnego gola. W głowie wielu zapanowała ostrożność, by nie dać się wyeliminować z Euro 2024, jak to się stało z Milikiem i jak mogło się stać z Lewandowskim czy Świderskim. 

Turcy próbowali to wykorzystać i stwarzali sporo zagrożenia pod bramką Wojciecha Szczęsnego, który kolejnymi doskonałymi interwencjami chronił Biało-Czerwonych przed stratą gola. Bramkarz Juventusu pokazał przez 75 minut formę z mundialu w Katarze, ale później również skapitulował po strzale Yilmaza odbitym od Bartosza Salamona. Później Szczęsnemu jakby przypomniały się na chwilę mistrzostwa świata w Rosji - wyszedł interweniować daleko poza polem karnym, co zakończyło się próbą jednego z Turków do pustej bramki. Ostatecznie piłka odbiła się od poprzeczki. 

Nie można też nie wspomnieć o Salamonie, który po słabym meczu z Ukrainą (3:1) zaliczył jeszcze gorsze wejścia z ławki przeciwko Turkom. Nie tylko ponownie miał udział przy straconym golu, ale też wyglądał na piłkarza zdecydowanie zbyt wolnego na ten poziom. Salamon pokazał, że jeśli faktycznie to "Lech Poznań ciągnął go w dół", jak powiedział Probierz, to ściągnął go bardzo głęboko w dół. Tego piłkarza po prostu nie można wystawić na Holandię, Francję czy Austrię. 

To jest już lider tej kadry. "Buzzer-beater" Nicoli Zalewskiego

Panie Daniele De Rossi, czy pan to widzi? Nicola Zalewski w Romie może nie przekonuje nowego trenera, może nie do końca pasuje do jego systemu gry, może też został wystawiony przez rzymski klub na sprzedaż... Ale Probierz potrafił trafić do tego chłopaka jak mało kto! A przecież na pierwsze zgrupowanie w ogóle go nie zabrał, wysyłając w zamian na kadrę do lat 21. Teraz z kolei chyba nikt nie wyobraża sobie reprezentacji Polski bez 22-letniego Zalewskiego, a ten odpłaca się selekcjonerowi i kibicom za zaufanie. To jest już lider tej kadry.

Była 90. minuta spotkania, gdy wahadłowy Romy przyjął piłkę na lewym skrzydle i zabrał się z nią do środka, mijając po drodze kolejnych Turków. Wbiegł przed pole karne, ustawił sobie piłkę do strzału i prawą nogą trafił do siatki ustalając wynik na 2:1.

Probierz idzie jak burza. Reprezentację znów da się lubić! 

Pięć zwycięstw i trzy remisy - drużyna Probierza jeszcze za kadencji tego selekcjonera nie przegrała. Co więcej, "nie męczy" jej piłka, gra z ogromnym zaangażowaniem i nawet gdy zdarzają się jej gorsze okresy czy błędy w defensywie, idzie tylko do przodu, co potwierdzają kolejne wyniki. I nic dziwnego, że kibice przestają się od niej odwracać. 

Probierz nie przegrał jako selekcjoner kadry do lat 21 lub tej seniorskiej już od 15 meczów, a dokładnie od listopada 2022 roku. Zwycięstwa z Ukrainą i Turcją poprawiły humory po nieudanych eliminacjach, dlatego przed wyjazdem Polaków na Euro pół żartem, ale trochę też na serio można napisać: Holendrzy, Austriacy i Francuzi - bójcie się! Z drugiej strony trzeba zauważyć, że w korespondencyjnej rywalizacji na wyniki ostatnich sparingów, górą byli jednak Holendrzy, którzy pokonali w poniedziałek Islandię 4:0.

Tak czy owak - na Euro szykujemy się w lepszych humorach niż tydzień temu, dwie wygrane z finalistami imprezy i pięć strzelonych bramek to dobre wyniki. Oby tylko wszyscy piłkarze byli zdrowi.

Czy reprezentacja Polski wyjdzie z grupy na Euro 2024?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.