Rozpoczęło się jak u Alfreda Hitchocka - od trzęsienia ziemi. Kontuzja Arkadiusza Milika już w drugiej minucie mogła zmartwić polskich kibiców. Po chwili na ich twarzach mógł jednak zagościć uśmiech. Po zaledwie pół godzinie gry Polacy prowadzili już 3:0. Do ukraińskiej siatki trafiali Sebastian Walukiewicz, Piotr Zieliński i Taras Romańczuk. Goście odpowiedzieli golem Artema Dowbyka.
Jeszcze przed meczem wiadome było, że Stadion Narodowy w Warszawie nie wypełni się w piątek po brzegi. - Dziś: 45 tysięcy sprzedanych biletów na mecz Polski z Ukrainą, 2,5 tysiąca w sektorze gości, co najmniej drugiej tyle fanów z Ukrainy korzystających z polskiej puli, 10 tysięcy wolnych krzesełek na pożegnanie kadry przed EURO 2024. Dużo? - pisał, jeszcze przed meczem, dziennikarz Sport.pl Kacper Sosnowski.
Oficjalną frekwencję spotkania tradycyjnie ogłoszono w drugiej połowie. Spotkanie z poziomu trybun oglądało 47 013 widzów.
To było piąte domowe spotkanie rozegrane za kadencji Michała Probierza. Jak spotkanie z Ukrainą wypada na tle pozostałych gier?
Debiut selekcjonera na polskiej ziemi - eliminacyjny mecz z Mołdawią (1:1) obejrzało w październiku 51 672 kibiców. Zdecydowanie najgorzej wypadł listopadowy, zamykający fatalny 2023 rok sparing z Łotwą. Stadion Narodowy świecił pustkami, a na trybunach zasiadło zaledwie 31 tysięcy kibiców. Cztery dni wcześniej zremisowane spotkanie z Czechami widziało 56 310 sympatyków futbolu.
Fani nie zawiedli podczas marcowego zgrupowania. Na oczach 53 868 fanów biało-czerwoni pokonali Estonię (5:1) i awansowali do finału baraży o EURO.
W poniedziałek 10 czerwca Polacy rozegrają ostatnie spotkanie przed rozpoczęciem turnieju. Tym razem zmierzą się z Turcją.