Polacy zagłosowali pilotami. Jaśniej się nie da. Biało-czerwona już nie ma tego efektu

W ostatnim wywiadzie dla Sport.pl trener reprezentacji Polski Michał Probierz zadał pytanie o mnie: A kolega pojedzie na to Euro? Będzie zainteresowany? Postanowiłem więc odpowiedzieć. Tu naprawdę nie chodzi o mnie, ale o tych, którym nie wystarczy zamachać biało-czerwoną przed oczyma, by włączył im się odruch bezwarunkowy.
Michał Probierz
Andrew Boyers / Reuters

Gdy się spojrzy na mapę drużyn, które awansowały na Euro 2024, w oczy rzuca się jedno: fakt, że kolorowe plamy, oznaczające drużyny, które wywalczyły awans, zajmują znacznie więcej miejsca niż biały kolor, oznaczający zespoły bez awansu. Oczywiście uwzględniając przy tym fakt, że Rosja w eliminacjach w ogóle nie została uwzględniona z racji zawieszenia za agresję na Ukrainę. 

Jeszcze lepiej widać, jak bardzo państwa sukcesu przeważają w Europie nad krajami porażki, pokazuje mapa drużyn, które awansowały do Euro 2020. Tu już jest uwzględniona Rosja, więc kolor awansu jest jeszcze bardziej dominujący. 

I jeszcze warto spojrzeć na mapę Euro 2016. To pierwszy europejski czempionat, gdy UEFA postanowiła rozegrać z udziałem 24 zespołów. 

Z takiej mapy można wyciągnąć wiele wniosków. Choćby taki, że na Euro trudniej awansować państwom małym i tym, które leżą na peryferiach Starego Kontynentu. Że są kraje piłkarsko niezdolne do awansu. I że duże i ludne kraje awans mają jak w banku. 

Przedstawiam te mapy, bo niechcący stałem się bohaterem wywiadu Michała Probierza z dziennikarzami Sport.pl: Dawida Szymczaka i Dominika Wardzichowskiego.  

Zobacz wideo

Moi redakcyjni koledzy cytują selekcjonerowi mój komentarz po awansie na Euro 2024, w którym zdystansowałem się od szału radości, który wybuchł po awansie kadry Probierza.

Nie jesteśmy brzydką panną bez posagu

Kto przeczytał ten artykuł, ten wie, że nie kazałem nikomu płakać, jak to pojawiło się w tytule artykułu, który relacjonował odzew na moją opinię. Nie odmawiałem też nikomu prawa do radości, zwłaszcza po takim meczu, który skończył się rzutami karnymi. Ja tylko namawiałem i dalej namawiam, żeby nie dać się ponieść fali emocji i przejść do refleksji nad faktem, że dla kraju takiego jak Polska – ludnego, z poważną piłkarską infrastrukturą, z ogromnymi nakładami państwa na szkolenie młodzieży, z rzeszą kibiców i sponsorów, z dużymi tradycjami piłkarskimi, z kontaktami międzynarodowymi, z wysokim rankingiem FIFA – awans na mistrzostwa Europy z udziałem 24 drużyn to obowiązek, a brak tego awansu to katastrofa. Naprawdę nie jesteśmy Gruzją, do której odwołuje się Michał Probierz. Naprawdę nie jesteśmy "brzydką panną bez posagu", która powinna skakać z radość po każdym zaproszeniu na bal. Selekcjoner mówi: Zawsze jest tak, że jak się pięć razy z rzędu awansuje na jakąś imprezę, to nastaje normalność. 

Gdyby Euro było od początku tak rozdęte, gralibyśmy na ME praktycznie zawsze

Tyle tylko, że gdyby od początku rozgrywania mistrzostwa Europy odbywałaby się w formule 24 drużyn, to Polska grałaby na nich praktycznie zawsze. Wcześniej na Euro grały jedynie cztery zespoły, potem osiem, a od 1996 r. szesnaście. Prześledźmy sobie eliminacje do tych turniejów, na których Polska nie grała: 

- w pierwszej edycji (1968, wcześniej rozgrywano tzw. Puchar Narodów) Polska zajęła 3. miejsce w grupie eliminacyjnej. Grup było osiem. Gdyby więc na turniej awansowało 24 zespoły awans byłby nasz;

- w drugiej edycji (1972) znów osiem grup. Polska skończyła druga w grupie. W poszerzonej formule byłby awans;

- w trzeciej edycji (1976) znów osiem grup. Polska skończyła druga w grupie. W poszerzonej formule byłby awans;

- w czwartej edycji (1980) siedem grup. Polska skończyła druga w grupie. W poszerzonej formule byłby awans;

- w piątej edycji (1984) siedem grup. Polska skończyła trzeci trzecia w grupie. W poszerzonej formule byłby awans;

- w szóstej edycji (1988) siedem grup. Polska skończyła czwarta w grupie. W poszerzonej formule byłyby baraże;

- w siódmej edycji (1992) siedem grup. Polska skończyła trzecie w grupie. W poszerzonej formule byłby awans;

- w ósmej edycji (1996) osiem grup. Polska skończyła czwarta w grupie. W poszerzonej formule nie byłoby awansu;

- w dziewiątej edycji (2000) dziewięć grup. Polska skończyła trzecia w grupie. W poszerzonej formule miałaby jeszcze szanse w barażu;

- w dziesiątej edycji (2004) dziesięć grup. Polska skończyła trzecia w grupie. W poszerzonej formule miałaby jeszcze szanse w barażu;

- w jedenastej edycji (2008) Polska awansowała;

- w dwunastej edycji (2012). Polska była współgospodarzem turnieju;

- w trzynastej edycji (2016). Polska awansowała;

- w czternastej edycji (2020). Polska awansowała;

- w piętnastej edycji (2024). Polska awansowała.

Pominąłem rozgrywany w 1960 i 1964 r. Pucharu Narodów, bo rywalizacja w eliminacjach była pucharowa i do tego nie wszystkie drużyny zrzeszone w UEFA brały udział. W pierwszym grało 17 zespołów, a w drugim 28, ale Grecja się wycofała.

Na 15 późniejszych turniejów mistrzostw Europy Polska grałaby na pewno w jedenastu, gdyby od początku awans uzyskiwały 24 drużyny. W trzech przypadkach awans były niepewny, bo trzeba by było jakichś dodatkowych kryteriów, by wyłonić ostatnich uczestników turnieju do liczby 24. Tylko jeden jedyny raz Polski na Euro na pewno by nie zagrała, bo nie zmieściła się w grupie 24 najlepszych drużyn eliminacji.

Już nie wystarczy zamachać biało-czerwoną. Ten odruch u kibica przestaje działać

Oczywiście to tylko dywagacje, ale pokazują one dobitnie, że do 2016 trzeba było zrobić naprawdę dużo więcej niż dziś, by na Euro zagrać. 

I odpowiadając na pytanie selekcjonera, które zadał o mnie Dawidowi i Dominikowi: A kolega pojedzie na to Euro? Będzie zainteresowany? 

Na Euro pewnie nie pojadę, ale mogę zapewnić, że kadrze Probierza życzę wszystkiego najlepszego, ze złotym medalem na czele. I będę oglądał mecze z zainteresowaniem, nawet jeśli będą kiepskie. Tu jednak przecież nie chodzi o mnie. Znam niestety wielu ludzi, których przed ekran na mecze kadry wołami się już nie zaciągnie. I to przede wszystkim ci, których pesel zaczyna się od dziewiątki czy zera. Im już nie wystarczy – jak mi – zamachać biało-czerwoną przed oczyma, by włączył im się bezwarunkowy odruch, obrania kursu na telewizor. Osiem lat temu, gdy kadra Nawałki rozgrywała mecz o awans z Irlandią, przed ekranami zasiadło 10 milionów widzów (średnia oglądalność), teraz na meczu z Walią - pięć mln. Powtórzę. Tu naprawdę nie chodzi o mnie. 

Więcej o: