Reprezentacja Polski awansowała na mistrzostwa Europy po barażowym zwycięstwie na wyjeździe z Walią. Do wyłonienia zwycięzców meczu w Cardiff potrzebne były jednak rzuty karne. Decydującą jedenastkę obronił Wojciech Szczęsny, czym wprowadził Biało-Czerwonych na czerwcowy turniej.
Po ostatnim gwizdku piłkarze wraz z kibicami odśpiewali hymn narodowy - "Mazurka Dąbrowskiego". W rozmowie z kanałem Foot Truck Wojciech Szczęsny nie ukrywał swojego wzruszenia. - To było piękne - przyznał 81-krotny reprezentant Polski i kontynuował, odnosząc do skandalicznych gwizdów Walijczyków podczas hymnu:
- Tym bardziej że uważam, że w ogóle największą robotę, jeśli chodzi o mecz z Walią, to nie zrobił ani zespół, ani trener Probierz, tylko zrobili Walijscy kibice podczas naszego hymnu. Uczucie, kiedy cały stadion gwiżdże podczas odgrywania Twojego hymnu narodowego, jest najlepszym motywatorem, jakiego możesz mieć - podkreślił nasz bohater z Cardiff.
- Ja sam pamiętam, że stałem i pomyślałem sobie: "no nie to nie jest chyba ostatni raz, kiedy ja słyszę "Mazurka Dąbrowskiego" i go nie słyszę. No nie ma szans". Więc oni nam zrobili dużą robotę i ten moment wyjścia po meczu był piękny. Tym bardziej że wyszło to zupełnie spontanicznie. Był spowodowany tym też, że tego hymnu przed meczem nie było - wyznał.
Podczas odtwarzania hymnu nie obyło się również bez wpadki organizatorów, którzy źle odegrali "Mazurka Dąbrowskiego". - Ja hymnu w ogóle nie słyszałem, melodii też. Lewy już obok mnie śpiewał drugą zwrotkę, a Bednarek jeszcze inaczej śpiewał. A ławka to tam widziałem, że śpiewała "Bogurodzicę Dziewicę" - dodał Wojciech Szczęsny.
Reprezentacja Polski pierwszy mecz na Euro 2024 rozegra 16 czerwca z Holandią. Później zmierzy się też z Austrią oraz Francją.