Temat rządowych premii za awans do 1/8 finału mundialu w Katarze wpędził reprezentację Polski w kryzys gigantyczny wizerunkowy. Od tego czasu słowo "premia" zaczęło w kadrze parzyć. Dobrze, że piłkarze teraz skupili się na grze, awansowali do Euro, a kasę zostawili z boku.
Jest awans na wielki turniej, będzie premia dla piłkarzy. To jasne i pewne, bo PZPN za kwalifikacje do mistrzostw Europy i świata zawsze dostaje od UEFA i FIFA spore wynagrodzenie. W tym roku za udział w Euro będzie to dokładnie 9,25 mln euro, czyli 40 mln złotych. Około 25 proc. tej kwoty mają dostać zawodnicy. Oczywiście nie po równo.
Piłkarze zasady premii ustalają sami
Dla piłkarzy - podobnie jak od lat - przypadnie ok. 10 mln zł. Związek i piłkarze ustalili to jeszcze przed kwalifikacjami. Trudno uznać to za dzielenie skóry na niedźwiedziu. Budżet ewentualnej imprezy, wstępne planowanie hoteli, bazy, logistyki, wszystkie drużyny przeprowadzały wcześniej, często bez pewności gry na Euro. PZPN zrobił podobnie, dzięki czemu teraz wystarczy już tylko zrewidować i zaakceptować poszczególne części planu i wydatków, które zostaną pokryte właśnie z wypłaty od UEFA.
Przy okazji zaznaczmy, że piłkarze dostają od PZPN pieniądze tylko za awans na duże imprezy. I - co ciekawe – to sami gracze dzielą premię między sobą. PZPN to akceptuje, pomaga w szczegółach i liczeniu ostatecznych kwot. Tak też ma być i tym razem.
Ale to dopiero przed nimi, bo jak usłyszeliśmy temat premii na razie w gronie piłkarzy i w gabinetach PZPN nie był jeszcze poruszany. To dobrze, że do tej pory wszyscy skupili się na piłce, a awans, choć po ciężkiej przeprawie w Cardiff, udało się ostatecznie osiągnąć.
Najwięcej dla Szczęsnego i Kiwiora
To, jak dokładnie dzielone będą premie, ma wyjaśnić się przed końcem kwietnia. Przypomnijmy, że przy ostatnich czterech awansach gracze przyjęli metodę, która najbardziej premiuje tych najwięcej grających. Stworzono zatem tabelę, w której odpowiednio punktowano mecze w pierwszej jedenastce, te po wejściu z ławki czy te, w których zawodnik był tylko rezerwowym. Ostatnim razem przy jednym barażu ze Szwecją rozbito finansową pulę na mecze eliminacyjne i ten barażowy (w stosunku 70 do 30 procent). Jak słyszymy z pierwszych doniesień, podobna zasada może być zastosowana również teraz.
Jeśli piłkarze skorzystają z modelu rozliczeń przyjętego wcześniej lub nie będą go zbytnio modyfikować, raczej pewne jest, że najwięcej za awans Polski na Euro 2024 dostanie Wojciech Szczęsny i Jakub Kiwior. Obaj grali od początku do końca we wszystkich ośmiu meczach grupowych i dwóch barażowych. Przypomnijmy, że choćby Robert Lewandowski opuścił przez uraz dwa mecze. Ale kto, jak nie Szczęsny zasługuje na największą premię? To dzięki obronionemu przez niego karnemu Polacy wygrali z Walią w konkursie jedenastek 5:4 i pojadą na Euro.