Kibice, którzy nie chcieli męczyć się z szukaniem miejsca parkingowego, stać w korkach lub po prostu nie mają samochodu, otrzymali świetną wiadomość przed meczem z Estonią. PZPN poinformował, że od 6:00 21 marca do 1:00 dnia następnego fani mający bilety na to spotkanie, będą mogli bezpłatnie skorzystać z komunikacji miejskiej.
W założeniach wszystko wyglądało dobrze. Nie dość, że fani przez cały dzień meczowy mogli bez problemu poruszać się po Warszawie, to w dodatku nie powinni mieć też większych kłopotów z powrotem do domu. Jednak dziennikarz Canal+ Żelisław Żyżyński zwrócił uwagę, że ten plan PZPN-u i władz miasta nie do końca się powiódł, bo choć mógł wrócić z meczu za darmo, to... nie miał czym.
"Niby przejazdy komunikacją miejską za darmo z biletem na mecz Polska - Estonia, a gdy z dziećmi o 22:58 wszedłem na peron stacji Warszawa Stadion, okazało się, że ostatni pociąg w kierunku wschodnim odjechał 3 minuty wcześniej. Albo ktoś organizujący komunikację nie ma mózgu, albo nie ma szacunku do kibiców" - napisał Żyżyński na Twitterze. W komentarzach zawrzało. Niektórzy zwracali uwagę, że tak po prostu działa komunikacja miejska i częśto nie da się zaplanować podróży co do minuty.
Reprezentacja Polski wygrała z Estonią 5:1 i awansowała do finału baraży, w których zagra z Walią. Stawką jest awans na Euro 2024. Ten mecz odbędzie się we wtorek 26 marca o 20:45. W tym wypadku dostępność do komunikacji miejskiej nie będzie problemem PZPN-u i Warszawy, bo Biało-Czerwoni zagrają na wyjeździe.