Lewandowski przemówił po meczu z Estonią. Jaśniej się nie da

- Taki gol, przy takim wyniku, nie powinien w ogóle paść. Nawet na chwilę nie można odpuścić, nawet jak prowadzisz 4:0 - powiedział Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski po wygranym 5:1 meczu półfinałowym z Estonią w barażach do mistrzostw Europy.
Robert Lewandowski (2P) i Ragnar Klavan (P) z Estonii podczas meczu o awans do turnieju finałowego piekarskich mistrzostw Europy, Warszawa, 21 marca 2024 r.
Fot. Piotr Nowak / PAP

Reprezentacja Polski świetnie spisała się w półfinałowym meczu barażowym o awans na tegoroczne mistrzostwa Europy, które zostaną rozegrane w Niemczech. Biało-Czerwoni pokonali na Stadionie Narodowym Estonię aż 5:1 (1:0). Gole dla Polaków zdobyli: Piotr Frankowski (22.), Piotr Zieliński (50.), Jakub Piotrowski (70.), Sebastian Szymański (76.), a jedna bramka była samobójcza (73. - Karol Mets). Dla przegranych, którzy od 27. minuty grali w dziesiątkę, trafił Martin Vetkal (78.).

Zobacz wideo Jasna deklaracja Kamila Grosickiego. "Jestem gotowy"

Lewandowski zabrał głos po meczu z Estonią. "Taki gol nie powinien w ogóle paść"

Tym razem do siatki nie trafił Robert Lewandowski, który ostatnio miał imponującą serię w FC Barcelonie. W dziewięciu spotkaniach zdobył siedem bramek. Teraz, choć miał kilka sytuacji, to brakowało mu skuteczności. - Osiem strzałów, ani jednego gola. Ta statystyka może być bolesna dla Roberta Lewandowskiego. Mimo że z bramek cieszyli się inni, to kapitan reprezentacji Polski w meczu z Estonią (5:1) i tak był czołową postacią drużyny Michała Probierza. A jeśli ma być głodny goli dla kadry, to lepiej, żeby ten głód pokazał w Cardiff w finałowym starciu baraży o Euro 2024 - pisał Marcin Jaz, dziennikarz Sport.pl.

- To był taki mecz na przełamanie, na podreperowanie bilansu bramkowego. Myślę, że z perspektywy całego spotkania mieliśmy je od pierwszej minuty pod kontrolą. Po czerwonej kartce wiedzieliśmy, że przewaga jednego zawodnika pomoże nam jeszcze bardziej kontrolować mecz. Było dużo sytuacji i bramek. Nie ukrywam, że był to trochę specyficzny pojedynek. Nie było dużo miejsca w polu karnym, nie było aż tak łatwo o wykończenie. Zagraliśmy jednak dobrze, szukaliśmy różnych rozwiązań. To zadanie zostało zaliczone. Od jutra zapominamy o meczu i skupiamy się już na finale - powiedział Robert Lewandowski dla TVP Sport.

Jedyny minus tego spotkania to stracony gol przez Polaków. W dodatku w momencie gry w przewadze. Wściekły po nim był Wojciech Szczęsny, który miał pretensje do kolegów z obrony i szybko udał się do szatni. - Szczęsny po tym golu trzymał ręce na biodrach i stał przez kilka minut nieruchomo przed polem karnym, bo i tak pod naszą bramką nic się nie działo. A gdy sędzia zakończył mecz, nawet nie miał ochoty przybijać na boisku piątek z kolegami, tylko od razu zdjął rękawice i szybkim krokiem poszedł do szatni - pisał Bartłomiej Kubiak, dziennikarz Sport.pl.

- Taki gol, przy takim wyniku, nie powinien w ogóle paść. To da nam jednak materiał do analizy przed finałem. Doskonale rozumiem Wojtka w tej sytuacji. Wielokrotnie w karierze się denerwowałem. To była chwila dekoncentracji, inaczej tego nie można nazwać. Nawet na chwilę nie można odpuścić, nawet jak prowadzisz 4:0. Jako drużyna nie spisaliśmy się tam najlepiej, ale trzeba zachować chłodne głowy. Nie ma co myśleć ani rozpisywać się zbytnio o tym meczu. Zdajemy sobie sprawę, że nie będzie żadnej euforii. Teraz przed nami jest prawdziwy egzamin i sprawdzian - dodał Lewandowski.

Polacy w finale baraży we wtorek zagrają w Cardiff z Walią. Początek spotkania o godz. 20.45. Relacja na żywo na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

Więcej o: