Dzień przed meczem atmosfera jest gęsta. Ale inna być nie może, bo Polska wylądowała w barażach mistrzostw Europy na własne życzenie - po zdobyciu raptem jedenastu punktów w ośmiu meczach w grupie z Czechami, Albanią, Mołdawią i Wyspami Owczymi. Jej los sprowadza się do półfinału z Estonią i ewentualnego finału z lepszym z pary Walia - Finlandia. Kamil Grosicki, zwykle uśmiechnięty i sypiący żartami, tym razem odpowiadał na pytania z kamienną twarzą. Mówił spokojnie, poważnie.
- Półfinał będzie najważniejszym meczem w ostatnim czasie. Zawaliliśmy eliminacje, ale dostaliśmy szansę w barażach. Gramy teraz z Estonią, przeciwnikiem zdecydowanie słabszym od nas, ale musimy to pokazać na boisku. Musimy być pewni siebie. Selekcjoner cały czas nam to powtarza. Oczywiście, podchodzimy do rywali z szacunkiem, ale patrzymy przede wszystkim na siebie. Znamy słabsze strony Estonii, bo analizujemy ich już od poniedziałku, więc wiemy, co zrobić, żeby ich przechytrzyć. Powtórzę jednak: najważniejsi będziemy my sami - mówił.
W ostatnim czasie zawodnik, który pojawiał się na przedmeczowej konferencji, dzień później wychodził w pierwszej jedenastce. Tak było w przypadku Matty'ego Casha, Karola Świderskiego i Jakuba Kiwiora. - Oczywiście, że jestem gotowy, żeby grać od początku - potwierdził Grosicki. - Na koniec trener podejmie najlepszą decyzję dla zespołu. Ja jestem gotowy na każdy wariant. Jak wyjdę w pierwszej jedenastce, to dam z siebie wszystko. Jak wejdę z ławki, będzie podobnie. Jeśli nie wejdę wcale, to swoją energię przekażę zespołowi i postaram się pomóc w taki sposób - deklarował.
- Atmosfera? Jest bardzo dobra. Ona zmieniała się na ostatnich zgrupowaniach i mogę powiedzieć, że obecnie jesteśmy jedną rodziną. Charakter? W ostatnich miesiącach go brakowało, ale widać, że ta reprezentacja wie, czego chce i się poprawia. Idziemy małymi kroczkami do przodu, a mecz z Estonią może być już większym krokiem. Wiadomo, że ja, Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny mamy najwięcej doświadczenia, ale pojawiają się w kadrze kolejni charakterni zawodnicy. Wchodzą już na ten poziom i rozkwitają. Zawsze powtarzam, że gra w kadrze jest inna. Gramy w dobrych klubach, mamy formę, ale trzeba się nauczyć przekładać to na kadrę. Wierzę, że to zrobimy. Mamy jeden cel i zrobimy wszystko, żeby wygrać.
Grosicki jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy w kadrze. Debiutował jeszcze za kadencji Leo Beenhakkera w lutym 2008 r. w towarzyskim meczu z Finlandią i od tamtej pory rozegrał w reprezentacji 93 mecze. Strzelił 17 goli, miał też 24 asysty. Choć ma już 35 lat, to w ostatnich miesiącach imponuje dobrą formą. W tym sezonie strzelił dla Pogoni Szczecin już 14 goli, a przy 13 asystował.
- Czuję się bardzo dobrze pod względem fizycznym i piłkarskim. Do każdego meczu podchodzę teraz tak, jakby miał być moim ostatnim, a jednocześnie robię wszystko, żeby w tej reprezentacji cały czas być i pojechać na jeszcze jeden wielki turniej. To zawsze miłe dostawać szanse. Nie mogę się doczekać gry na Stadionie Narodowym. Kibice zawsze nas niosą i myślę, że w czwartek będzie podobnie. Z trenerem Probierzem i prezesem Kuleszą odnosiliśmy największe sukcesy w klubach i mam nadzieję, że teraz będzie podobnie w kadrze. Mam nadzieję, że za tydzień będziemy mieli świetne humory po awansie na Euro - powiedział Grosicki.
W czwartek Polska zagra w Warszawie półfinał baraży z Estonią (godz. 20.45). Jeśli wygra, pięć dni później zmierzy się na wyjeździe z lepszym z pary Walia - Finlandia. Jeśli przegra - też czeka ją wyjazdowe towarzyskie spotkanie z przegranym tej pary. Tego drugiego scenariusza nikt w kadrze jednak nie zakłada, bo to oznaczałoby, że w czerwcu Polska nie zagra w Niemczech na mistrzostwach Europy.