Wielka afera w PZPN. Kulesza ujawnia. "Urządzenie schowane w grzejniku"

- Siedząc w samochodzie obok naszej siedziby można było słuchać, o czym tutaj się rozmawia. Nawet szept był słyszalny - opowiadał w rozmowie z "Faktem" Cezary Kulesza. Prezes PZPN przypomniał o ogromnej, choć nieco zapomnianej aferze, która wyszła na jaw zaraz po objęciu przez niego stanowiska. W jego gabinecie znaleziono podsłuch. Finał tej sprawy wydaje się wręcz kuriozalny.

Cezary Kulesza nie ma ostatnio dobrej prasy. PZPN pod jego rządami co rusz targany jest przeróżnymi aferami. Zaczęło się od pamiętnego konfliktu o premie za mundial w Katarze. Potem doszedł słynny lot do Mołdawii skazanego za korupcję Mirosława Stasiaka czy niezbyt eleganckie rozstanie z rzecznikiem związku Jakubem Kwiatkowskim. Do tego pojawiały się wątki alkoholowe. Kulesza ostatnio przypomniał jednak o innej aferze, w której to on był ofiarą. Miała ona miejsce zaledwie miesiąc po tym, jak objął stanowisko.

Zobacz wideo Adamek: Dostałem dobrą ofertę i wróciłem do pracy

Kulesza nagle przypomniał aferę sprzed trzech lat. "Nawet szept był słyszalny"

Chodzi o sytuację z października 2021 roku. Wówczas podczas rutynowej kontroli w gabinecie Kuleszy wykryto nielegalnie zainstalowany podsłuch. - To było urządzenie bardzo starannie schowane w grzejniku. Trzeba było zdjąć osłonę, żeby je dostrzec. Podsłuch był fachowy, bo przekazywał sygnał drogą radiową do 700 m. Czyli można było na przykład, siedząc w samochodzie obok naszej siedziby słuchać, o czym tutaj się rozmawia. Nawet szept był słyszalny - wspominał w rozmowie z "Faktem".

O sprawie podsłuchu szybko zapomniano, bo niewiele się w się w tej kwestii działo. Okazuje się, że sprawców do dziś nie ustalono, choć jak podkreślił Kulesza, dostęp do pomieszczenia miała jedynie wąska grupa osób. - Służbom albo nie udało się tego ustalić, albo nie było wówczas takiej woli. Podobno były jakieś śladowe odciski, ale nie wiem, czy dostateczne do identyfikacji sprawcy. Z braku dowodów sprawa została umorzona - zdradził prezes.

Kulesza odpowiada na zarzuty. "Mam obrażać się na politykę?"

Kulesza odpowiedział też na krytykę, jaka często kierowana jest pod jego adresem. Ostatnio zarzuca mu się, że za jego kadencji PZPN stał się instytucją upolitycznioną, silnie związaną z rządem PiS-u. Wspominał o tym nawet były rzecznik kadry Jakub Kwiatkowski. - Nigdy w historii PZPN nie była tak mocno obecna polityka jak za czasów Cezarego Kuleszy - mówił.

Prezes nie widzi jednak nic złego w utrzymywaniu dobrych relacji z władzą. - Wielokrotnie to podkreślam, że moją polityką jest piłka nożna i nic innego. Czy robiąc to wszystko, co robimy, mam obrażać się na politykę? Mam zaprzestać współpracy? Bez względu, kto kieruje ministerstwem, będę z nim współdziałał na rzecz rozwoju sportu. Teraz jest to minister Sławomir Nitras i z nim też chciałbym współpracować, licząc na zrozumienie - podsumował.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.