Morawiecki obiecał Polakom miliony. Szef TVP Sport ujawnia, jak było naprawdę [WIDEO]

Jakub Kwiatkowski został zwolniony z PZPN po 11 latach pracy. Były rzecznik reprezentacji Polski długo milczał w sprawie rozstania, ale w ostatnich dniach przemówił i ujawnił kilka nieznanych dotąd faktów. W rozmowie z Kanałem Sportowym wrócił m.in. do "afery premiowej" i wyjawił, co wówczas naprawdę zaszło, przy okazji podważając wiarygodność Cezarego Kuleszy. Poruszył też temat konfliktu z Czesławem Michniewiczem.
Jakub Kwiatkowski
Screen z https://twitter.com/Sportowy_Kanal/status/1755988294335184951

W ostatnich miesiącach wokół PZPN wybuchło wiele skandali. Od "afery premiowej" na mistrzostwach świata w Katarze zaczynając, po zaproszenie na pokład samolotu reprezentacji Polski osoby skazanej za korupcję, a na dość niespodziewanym zwolnieniu Jakuba Kwiatkowskiego, a więc rzecznika drużyny narodowej i jej team managera, kończąc. Kwiatkowski zdecydował się opowiedzieć o pracy w PZPN, a także atmosferze panującej w federacji, jak i wokół niej.

Zobacz wideo "Do dnia kobiet Lech Poznań może mieć po sezonie". Terminarz to kosmos

Jakub Kwiatkowski ujawnił prawdę o "aferze premiowej". Kuleszy się to nie spodoba

Kwiatkowski udzielił wywiadu dla Kanału Sportowego, w którym poruszył po raz kolejny temat "afery premiowej", a więc pieniędzy, jakie ówczesny premier Mateusz Morawiecki obiecał piłkarzom za awans do fazy pucharowej mundialu. Finalnie do przekazania pieniędzy nie doszło, ale sama propozycja polityka wywołała spory niesmak opinii publicznej. Jeszcze większe zamieszanie wybuchło, kiedy Cezary Kulesza, prezes PZPN, przyznał, że nic nie wiedział o ofercie Morawieckiego.

- To nie był mój temat, bo to nie były pieniądze dla PZPN. Jeśli doszło do takiego spotkania i rozmów pomiędzy kancelarią premiera a kadrą, to ja o nim nie wiedziałem i nie brałem w nim udziału - mówił w rozmowie ze Sport.pl. Teraz do tej sprawy odniósł się właśnie Kwiatkowski. Wprost stwierdził, że jego zdaniem Kulesza mijał się z prawdą. 

- Wydaje mi się, że wiedział. Ale dlaczego mówił, że nie wiedział? To nie do mnie pytanie - podkreślił. Sam Kwiatkowski przyznał, że został poinformowany o propozycji Morawieckiego. Wrócił też do kwestii rzekomego zbierania numerów kont przez asystenta Czesława Michniewicza. Do incydentu miało dojść po meczu Polska - Argentyna.

- W sumie to nikt nie chodził [po pokojach, przyp.red.], tylko asystent selekcjonera do mnie podszedł i poprosił, że trzeba na szybko te numery zebrać - wyjawił Kwiatkowski, na co Mateusz Borek zapytał go wprost: - Rozumiem, że ty miałeś te numery kont?

Były rzecznik nie pozostawił wątpliwości w sprawie. - Nie, nie miałem. Przecież nie będę chodził i zbierał numerów kont. Poza tym, jeśli ktoś ma firmę, działalność gospodarczą, na podstawie jakiego tytułu taką fakturę wystawić? - dodawał. 

Kwiatkowski rozwiał wątpliwości na temat spięcia z Michniewiczem

Po mistrzostwach świata w Katarze pojawiły się również plotki o rzekomym konflikcie Kwiatkowskiego z ówczesnym selekcjonerem, Czesławem Michniewiczem. Takim insynuacjom zaprzeczył sam Michniewicz. - Nie ma między nami złej krwi. To wszystko, o czym piszą, to zupełnie nieprawda - mówił w jednym z wywiadów.

Teraz do sprawy odniósł się Kwiatkowski. - Pojawiły się zarzuty do mnie, że nie pomagam Czesławowi Michniewiczowi, a ja miałem wrażenie, że on nie chciał, żeby mu pomagać. Chciał wszystko robić sam - wyjawił. 

Na tym Kwiatkowski nie poprzestał. W dalszej części wywiadu były rzecznik kadry obnażył też działania PZPN-u i uderzył w samego Kuleszę. Opowiedział również o kulisach zwolnienia i o tym, kto przekazał mu informację o zakończeniu współpracy. Jak się okazuje, nie był to prezes federacji. 

Więcej o: