Pod koniec 2023 roku szerokim echem w Polsce odbiło się zwolnienie Jakuba Kwiatkowskiego. Przez 11 lat był rzecznikiem prasowym reprezentacji Polski, a od 2018 roku także jej team managerem. Mimo to Polski Związek Piłki Nożnej rozstał się z nim w dość nieprzyjemnych okolicznościach - w komunikacie federacji zabrakło choćby słowa "dziękuję", co nie spodobało się kibicom i ekspertom. Kwiatkowski długo milczał na temat kulis zwolnienia, ale w końcu przemówił. Najpierw udzielił wywiadu WP SportoweFakty, w którym obnażył PZPN. Podobnie postąpił w rozmowie z Kanałem Sportowym, ujawniając kolejne nieznane dotąd fakty.
Kwiatkowski wyjawił, że o zwolnieniu dowiedział się we wtorek 5 grudnia. Decyzja PZPN była dla niego ogromnym zaskoczeniem, choć jak przyznał, chwilę wcześniej coś zaczął przeczuwać. Jednak pierwszą osobą, która poinformowała go o zerwaniu współpracy, nie był prezes Cezary Kulesza, a selekcjoner reprezentacji Polski.
- Dla mnie to było na początku olbrzymie zaskoczenie. Ale dzień wcześniej zacząłem coś podejrzewać. Wtedy czułem jakiś dystans od Michała Probierza w moim kierunku. Czułem, że coś się dzieje, coś nie gra. I jak nazajutrz poprosił mnie na rozmowę, to już wiedziałem, po co tam idę. Bo to Michał mi powiedział, że ma inny pomysł na funkcjonowanie sztabu, że odsuwa mnie od reprezentacji i żebym po resztę zgłosił się do prezesa - wyjawił.
Kwiatkowski przyznał, że nie dowiedział się jednak, co nie pasowało Probierzowi we współpracy z nim. - Nie dostałem żadnego argumentu. Moja rozmowa z Michałem Probierzem trwała 10 sekund. Ja powiedziałem "ok, rozumiem, przyjmuję do wiadomości" i wyszedłem - kontynuował. Kwiatkowski podał jednak jeden z prawdopodobnych powodów.
- Myślę, że PZPN jest taką instytucją, że tam się ścierają różne grupy interesów. Każdy ma jakąś swoją wizję, każdy chce pociągnąć to w swoją stronę. I być może ja nie pasowałem kilku osobom. W jakimś stopniu może prezesowi i może Łukaszowi Wachowskiemu. Może też nowemu dyrektorowi komunikacji - wyliczał.
W dalszej części wywiadu Kwiatkowski poruszył temat łączenia dwóch funkcji, jakie pełnił w PZPN. Mowa o byciu rzecznikiem prasowym, a także team managerem. Wprost stwierdził, że za czasów Zbigniewa Bońka łatwiej było pogodzić pracę na tych dwóch stanowiskach.
- Ten temat [rozdzielenia funkcji, a więc zatrudnienia dwóch osób, po jednej na każde ze stanowisk, przyp.red.] zaczął pojawiać się w ostatnich latach dopiero, jak zaczęły pojawiać się problemy wizerunkowe. Za czasów, gdy prezes był Zbigniew Boniek, nikt tego nie kwestionował, przynajmniej ja sobie nie przypominał. Było mniej afer. (...) Być może powinno być to rozdzielone. Nie ukrywałem tego, ze gdyby taka propozycja padła, to nie chciałbym być już rzecznikiem - dodał.
Kwiatkowski nie pozostawał długo bezrobotny i pod koniec 2023 roku został dyrektorem TVP Sport. Wyjawił, że nie zastanawiał się długo nad propozycją przyjęcia tej posady. Tym bardziej że zapewniała mu lepsze warunki niż w PZPN. Mowa głównie o pieniądzach.
- Tomasz Sykut złożył mi ofertę, że chciałby, żebym był dyrektorem TVP Sport. I oczywiście się nie wahałem i ją przyjąłem. Praktycznie bez negocjacji. Nie było potrzeby - podkreślił. Mateusz Borek starał się być bardziej dociekliwy i wprost spytał, czy zarabia on lepiej niż w federacji. - Tak, PZPN wbrew pozorom nie jest wcale dobrym pracodawcą jeżeli o tym mówimy - zakończył.