Przed wyborami na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej w 2021 roku zarówno Cezary Kulesza, jak i Marek Koźmiński byli wiceprezesami za czasów Zbigniewa Bońka. Przy okazji tamtych wyborów obaj panowie stanęli w szranki i ostatecznie to Kulesza stanął na czele PZPN-u. Jego dokonania od tamtej pory Koźmiński skwapliwie ocenia m.in. w rozmowach z mediami.
W zapowiedzi wywiadu dla portalu Goal.pl Koźmiński powiedział, że nie mógł liczyć na uczciwą rywalizację o fotel prezesa. - Mój konkurent wręcz obdzwaniał różne kluby. Nie przychodźcie na spotkania z nim, nie rozmawiajcie z nim, nie róbmy tego - stwierdził były reprezentant Polski.
- Umiem przegrywać. Wielokrotnie w życiu przegrałem, czy to w sporcie, czy biznesie. Ja się przegranej nie boję. Z perspektywy czasu tą przegraną [w wyborach - przyp. red.] oceniam całkiem inaczej, bo ona niestety nie była przegraną w sportowej rywalizacji - powiedział Koźmiński w pełnym wywiadzie dla Goal.pl.
Podkreślał, że jeśli miały być to wybory do najważniejszego polskiego związku sportowego, to powinny zostać przeprowadzone dyskusje czy debaty w mediach internetowych, telewizji lub prasie. - Wtedy nie było nic. Zostało to wszystko ucięte. Była to decyzja wąskiego grona osób, żeby nie doprowadzić do żadnej konfrontacji między Koźmińskim a Kuleszą, bo być może opinia publiczna coś za dużo by się dowiedziała, może opinia publiczna wyrobiłaby sobie pewne zdanie… - mówił Koźmiński, dodając przy tym ww. fragment o dzwonieniu Cezarego Kuleszy do różnych klubów.
Zdradził, że miało dojść do debaty w TVP Sport, ale ówczesny dyrektor Marek Szkolnikowski "dostał telefon, żeby to absolutnie zrzucić z anteny". Jego zdaniem kolejne wybory na prezesa PZPN-u będą bardziej otwarte i transparentne.
Koźmiński wyraził także nadzieję, że związek będzie się "odpolityczniał". - Najgorsza rzecz, jaka może być, to organizacja sportowa, która jest podłączona pod pewną formę kroplówki, która jest dawkowana mniej lub bardziej w zależności od tego, jak ktoś będzie do kogoś klaskał lub się uśmiechał - mówił. Zaznaczał, że trzeba szanować każdego premiera czy prezydenta. - Natomiast nie powinniśmy okazywać sympatii politycznych na forum publicznym. Marzeniem byłoby, gdyby na meczu było czterech prezydentów. Obecny i poprzedni. - dodał.
W rozmowie nie mogło zabraknąć tematu dotacji dla Polskiego Związku Piłki Nożnej na budowę centrum w Otwocku. Cała inwestycja ma kosztować 400 milionów złotych, a dotacja z ministerstwa sportu miała wynieść 186 milionów złotych. Ostatecznie została cofnięta przez szefa resortu Sławomira Nitrasa.
- Jestem obywatelem tego kraju. Kocham piłkę nożną. Pracowałem w PZPN, ale ja nie do końca się zgodzę, żebyśmy my wszyscy, jako podatnicy, nie znaleźli lepszego kierunku na tak duże środki jak ośrodek PZPN. Jest dużo kwestii zdrowotnych, które trzeba poprawić, osób, które naprawdę potrzebują tych pieniędzy. Można mnożyć wiele przykładów. Piłka potrzebuje, ale piłka jest bogata. Przeskalowanie tego, co polski związek potrzebował, po prostu nie ma sensu - ocenił Koźmiński. Na koniec rozmowy nie potwierdził, że wystartuje w kolejnych wyborach na prezesa PZPN-u.