Rewolucja w PZPN. Wyrzucą jednego, zatrudnią dwoje. Są kandydaci

W PZPN nikt nie chce nam tego potwierdzić, ale wszystko wskazuje na to, że następca odsuniętego we wtorek od obowiązków w PZPN Jakuba Kwiatkowskiego, zostanie wybrany spośród osób pracujących w organizacji. Obowiązki rzecznika i menedżera reprezentacji zostaną rozdzielone.

We wtorek wieczorem media obiegła wiadomość, że Jakub Kwiatkowski, który przez ponad 10 lat pełnił rolę rzecznika prasowego PZPN, a potem także team managera, czyli menedżera zespołu w reprezentacji, został odsunięty od pełnienia obowiązków. To informacja pewna, choć wciąż niepotwierdzona przez związek.

Zobacz wideo To nie Argentyna jest prawdziwym zwycięzcą mundialu w Katarze

Decyzja o rozstaniu z Kwiatkowskim jest zaskakująca nie tylko dla dziennikarzy, ale też dla piłkarzy, którzy cenili sobie tę współpracę. Wydaje się jednak nieodwołalna, bo z rzecznikiem rozmawiał już Michał Probierz. Selekcjoner reprezentacji Polski jako pierwszy we wtorek poinformował Kwiatkowskiego, że ich współpraca nie będzie kontynuowana.

"Nic panu na ten temat nie powiem". Role mają być rozdzielone

Giełda nazwisk ruszyła od razu. W kontekście następcy Kwiatkowskiego zaczęto wymieniać redaktora naczelnego i wicedyrektora TVP Sport Sebastiana Staszewskiego, ale ten takim plotkom zaprzecza. Kandydatką mogłaby być była prezes Jagiellonii Białystok i wiceprezes Lechii Gdańsk Agnieszka Syczewska, która od kwietnia jest już związana z PZPN jako radca prawny. - Nic panu na ten temat nie powiem, proszę kontaktować się z działem komunikacji - ucina rozmowę Syczewska.

Za Departament Komunikacji i Mediów od sierpnia w PZPN odpowiada Tomasz Kozłowski, który potwierdził nam jedynie, że we wtorek odbyła się rozmowa z Kwiatkowskim odnośnie dalszej współpracy. Wszystko wskazuje, że następca Kwiatkowskiego zostanie wybrany wewnątrz organizacji, spośród obecnych praciwników PZPN - ani Kozłowski, ani nikt inny ze związku nie chce nam tego potwierdzić, ale obowiązki rzecznika i team managera prawdopodobnie zostaną rozdzielone między pracowników związku. 

Kwiatkowski ponad 10 lat temu zaczynał pracę w federacji w tej pierwszej roli, ale w ostatnich latach pracował już w obu jednocześnie. Kluby i reprezentacje różnie postrzegają team managerów, czyli menedżerów zespołu - część widzi na tym stanowisku "urzędnika", czyli osobę dobrze zorientowaną w organizacji meczów i znającą na wylot podręczniki z przepisami, a przy tym dobrze odnajdującą się w kontaktach z mediami. Inni - wzorem Niemców, który przez 18 lat mieli na tym stanowisku Olivera Bierhoffa, mistrza Europy i wicemistrza świata - szukają osoby ze znaną w środowisku piłkarskim twarzą, obyciem w szatni, ale wciąż sprawnej w kontaktach z dziennikarzami. Bierhoff w wywiadach określał się różnie: czasem "zderzakiem reprezentacji", który konfrontuje się z mediami, czasem jako "łobuz", który bierze winę na siebie, a czasem bywał też recenzentem gry kadry i pomocą dla selekcjonera.

Jeszcze jedno podejście PZPN pod Jerzego Dudka

Ale wystąpienia przed kamerami i bycie łącznikiem między selekcjonerem a piłkarzami to tylko część obowiązków menedżera zespołu. Są też mniej prestiżowe zajęcia, jak wertowanie regulaminów i wytycznych UEFA lub FIFA. Kwiatkowski doskonale je znał, przez lata pracy zgromadził duże meczowe doświadczenie, a od 2015 r. współpracował też z UEFA przy spotkaniach Ligi Mistrzów, dlatego też z jego odsunięciem od kadry czekano do zakończenia eliminacji. Nikt nie chciał ryzykować zmiany między ważnymi meczami, by nie narazić się na żadną proceduralną wpadkę. Polska następny mecz zagra dopiero 21 marca z Estonią, więc następca będzie miał sporo czasu, żeby się wdrożyć.

Kwiatkowski dołączył do sztabu reprezentacji, gdy selekcjonerem był Adam Nawałka i dzielił się kompetencjami team managera z Tomaszem Iwanem. Papierkowa i organizacyjna część była jego, a były piłkarz pozostawał bliżej samych zawodników i selekcjonera. Iwan odszedł wraz z Nawałką, a Kwiatkowski - uznawany już wtedy przez reprezentantów za swojego - przejął całość kompetencji.

Teraz wygląda na to, że do sztabu Michała Probierza dołączy właśnie ktoś w stylu Iwana. Selekcjoner i prezes Cezary Kulesza mogą zrobić jeszcze jedno podejście pod zatrudnienie Jerzego Dudka. Takie sygnały przynajmniej wypływają w ostatnich godzinach z PZPN, gdzie też słyszmy, że być może zostanie zatrudniony ktoś z "dużym nazwiskiem". Gdy Probierz w październiku zostawał selekcjonerem, zapraszał Dudka do swojego sztabu w roli asystenta. Wówczas do tego nie doszło, bo na drodze miał stanąć jego ważny kontrakt sponsorski z firmą bukmacherską konkurencyjną do sponsora reprezentacji Polski. Prestiż bycia dyrektorem kadry jest jednak nieporównywalny z byciem asystentem trenera bramkarzy i może Dudka skusić.

Jerzy Dudek: Tu był ewidentny konflikt interesów

Dudek tak opowiadał o propozycji Probierza w Kanale Sportowym: - To była wstępna rozmowa, trwająca kilka minut. Nie było jeszcze wiadomo, czy Michał na pewno będzie nowym selekcjonerem. Wszystko działo się szybko, ja też mam swoje obowiązki i tu był ewidentny konflikt interesów. Wszyscy oczywiście mówią o Superbecie, co jest oczywiście też prawdą, natomiast to za szybko się działo. Być może wrócimy jeszcze do rozmów pod koniec grudnia, tak jak sam selekcjoner powiedział. Zobaczymy - powiedział, a później dodał jeszcze, co jest szczególnie ciekawe w tej chwili, że widziałby się w funkcji dyrektorskiej. - Nie wykluczam. Funkcja dyrektora jest bliższa mojemu ciału - stwierdził.

Czasu, by to zrobić, jest jeszcze sporo, bo kadra Probierza po raz kolejny spotka się pod koniec marca. Walczyć będzie wtedy o występ na Euro 2024 w dwustopniowych barażach. Najpierw zagra u siebie z Estonią i później ewentualnie na wyjeździe ze zwycięzcą meczu Walia - Finlandia.

Więcej o:
Copyright © Agora SA