Podczas listopadowej przerwy reprezentacyjnej w Europie rywalizacja toczyła się głównie w eliminacjach do Euro 2024, a w Ameryce Południowej rozgrywano spotkania kwalifikacyjne do mistrzostw świata 2026. W nocy z wtorku na środę na legendarnej Maracanie kibiców czekało absolutnie hitowe starcie pomiędzy Brazylią a Argentyną.
Temperatura podczas meczu na Maracanie przez całe spotkanie była bardzo napięta. Atmosferę na trybunach pobudzali kibice obu drużyn. - Po odegraniu hymnów doszło do brutalnych starć argentyńskich kibiców z brazylijską policją. Ci pierwsi wyrywali krzesełka i rzucali nimi w funkcjonariuszy, którzy w tej sytuacji użyli pałek - pisał Hubert Rybkowski ze Sport.pl. Na zamieszki zareagowali piłkarze, a mecz został opóźniony.
Podniosła atmosfera udzieliła się również piłkarzom. Od początku meczu Brazylijczycy grali bardzo agresywnie, co przełożyło się na ilość otrzymanych przez nich żółtych kartek. Po 33. minutach już trzech z nich miało na swoim koncie kartonik w takim kolorze. W pierwszej połowie kibice nie oglądali goli. Jedyna bramka padła w 63. minucie po strzale Nicolasa Otamendiego, który zapewnił Argentynie zwycięstwo na słynnej Maracanie. Brazylia nie zdołała odrobić strat, a ponadto w ostatnim kwadransie gry straciła Joelintona, który otrzymał czerwoną kartkę.
Po ostatnim gwizdku pomocnik Liverpoolu, Alexis Mac Allister wypowiedział się na temat triumfu nad Brazylią. - Zwycięstwo z Brazylią na Maracanie w eliminacjach do mistrzostw świata to jak porno - wypalił 24-latek.
Dla Brazylii była to pierwsza w historii domowa porażka w meczu eliminacyjnym. W dodatku w ten sposób przedłużyła fatalną passę - nie wygrała czterech ostatnich spotkań (jeden remis, trzy porażki).
Po sześciu kolejkach Argentyna zajmuje pozycję lidera w w eliminacjach mistrzostw świata strefy południowoamerykańskiej z dorobkiem 15 punktów. Brazylia plasuje się na szóstej pozycji i ma na koncie siedem "oczek".