Błyszczy w szaroburej drużynie i zyskuje, gdy niemal wszyscy dookoła tracą. Karol Świderski jest w Polsce wyjątkiem, bo reprezentacyjna koszulka dodaje mu skrzydeł, a nie stresu. Może też być symbolem kadry powadzonej przez Michała Probierza.
Padło podczas konferencji prasowej poprzedzającej mecz z Czechami jedno bardzo proste zdanie. - Gra w reprezentacji zawsze jest przyjemnością - stwierdził Świderski. I nawet nie zapachniało frazesem czy kłamstewkiem, które wypada powiedzieć, gdy jest się na zgrupowaniu. Akurat nie w jego przypadku. Ale ilu reprezentantów stwierdziłoby podobnie? Szczerze, przed lustrem, a nie przed kamerami?
Przyjazdy na zgrupowania w ostatnich miesiącach dla wielu polskich piłkarzy wydają się katorgą, a nie przyjemnością. Najpierw zniechęcili do siebie wielu kibiców aferą premiową, później zawalili eliminacje do Euro, a przez cały czas na boisku wyglądali na przestraszonych i pozbawionych resztek pewności siebie. Byli i są krytykowani, nierzadko też hejtowani i wyśmiewani. Po meczach musieli się nasłuchać, naczytać i jeszcze jakoś wytłumaczyć: to z własnych porażek, to z kontrowersyjnych słów kolegów. Kadra przestała ich obsypywać brokatem, jak jeszcze rok temu. Ostatnio częściej generowała problemy i dostarczała wizerunkowych strat. Ale Świderski akurat był wyjątkiem.
Nawet "jet lag" nie odbiera przyjemności z gry w reprezentacji Polski
Można widzieć szklankę do połowy pustą albo do połowy pełną, ale faktem jest, że Świderski w takich okolicznościach jeszcze za grupowanie kadry nie przyjeżdżał. Charlotte FC zakończyło sezon 26 października, kiedy przegrało w 1/16 finału MLS z New York Red Bulls (2:5) i odpadło z fazy play-offów, więc Polak szybko spakował walizkę, krótko odpoczął i gościnnie zaczął trenować ze Śląskiem Wrocław, by spróbować podtrzymać formę i przygotować się do meczu z Czechami. Na zgrupowanie dotarł jako jeden z pierwszych: bez długiego lotu, bez kilku przesiadek, bez "jet lagu" i zgubionej walizki. Ale też bez meczowego rytmu.
- Na pewno lepiej jest, jak ma się mecze ligowe. Nic z tym jednak teraz nie zrobię. Kiedyś wybrałem taką ligę i musiałem się z tym liczyć. Trochę też zyskałem na wczesnym zakończeniu sezonu, bo faktycznie przyjazdy na zgrupowania nie są łatwe. Czasami gramy w klubie mecze w sobotę wieczorem, w niedzielę wsiadam do samolotu, lecę cały dzień, a później mam dwa-trzy dni, żeby przyzwyczaić się do innej strefy czasowej i zagrać w kadrze. Nawet jeśli gram jeszcze na "jet lagu", to jest to przyjemne, bo gra w reprezentacji zawsze taka jest - uśmiechnął się. - Cieszę się, że mogłem w ostatnim czasie trenować ze Śląskiem Wrocław i mam nadzieję, że moja forma będzie dobra - dodał.
Świderski już świeżo po pierwszym zgrupowaniu Michała Probierza, na którym Polska wygrała z Wyspami Owczymi i zremisowała z Mołdawią, stwierdził, że było lepsze niż za Fernando Santosa. - Było to też widać w naszej grze. Mecz z Mołdawią był bardzo dobry i gdybyśmy tylko mieli lepszą skuteczność, to teraz z Czechami gralibyśmy o awans. Zmieniły się odprawy i przygotowanie do meczu. Mamy więcej informacji. Poza tym wcześniej pracowałem już z trenerem Probierzem i widzę, jak przekłada swoje doświadczenie na reprezentację Polski. Myślę, że idziemy w dobrym kierunku. Nie mamy dużo czasu, jasne, ale trochę go potrzebujemy, by zmienić naszą grę. Od tego zgrupowania chcemy zacząć wygrywać i jeśli nie uda się awansować bezpośrednio, to musimy je wykorzystać jako rozpęd przed barażami - powiedział.
Symboliczny był gest Świderskiego po golu z Mołdawią. Pobiegł po nim prosto do Probierza, wyściskał się i podziękował. To obecny selekcjoner kilka lat temu wyciągnął go z SMS-u Łódź, ściągnął do Jagiellonii Białystok i wprowadził do dorosłej piłki. - Nikomu w piłce nie zawdzięczam więcej niż Michałowi Probierzowi - mówił po tamtym meczu, a w czwartek opowiedział więcej o ich relacji. - Podchodzę do trenera luźniej. Zawsze miałem do niego spory szacunek, wciąż mam, ale kiedyś wręcz się bałem robić pewne rzeczy na boisku czy poza nim. Zawsze mieliśmy dobrą relację, ale teraz jest ona nieco luźniejsza - mówił.
Długoletni związek Probierza i Świderskie. Nie ma już strachu
Probierz rewanżował się komplementami, doceniając rozwój Świderskiego - doświadczenie, które zebrał, wyczucie w polu karnym, które zawsze miał, ale dopiero od niedawna zaczął lepiej wykorzystywać. Wyróżnił też jego boiskową inteligencję i pozaboiskową dojrzałość. Jeśli każdy selekcjoner chce mieć w kadrze swoich żołnierzy, to Świderski do oddziału Probierza wydaje się wręcz skrojony. Są w kadrze zawodnicy z lepszych klubów, piłkarsko przerastający Świderskiego i bijący go doświadczeniem, ale nie biorą odpowiedzialności wtedy, gdy jest to najbardziej potrzebne. Świderski nie ma z tym problemu. Strzelił zwycięskiego gola z Albanią i wyrównał wynik z Mołdawią. Nieważnych bramek właściwie nie zdobywa, nie podkręcił statystyk (26 meczów w kadrze i 10 goli) w niewiele znaczących sparingach.
- Chciałbym, żeby kolejne bramki padły już w meczu z Czechami. Ale na koniec nie jest ważne, kto je strzeli. Liczy się zwycięstwo. Rewanż po poprzednim spotkaniu. Nie pamiętam, bym kiedyś jeszcze, jak w Pradze, po dwóch minutach przegrywał 0:2. W takiej sytuacji bardzo trudno wrócić do meczu. Wiemy, co Czesi mogą zrobić, jesteśmy przygotowani, ale na naszym stadionie liczy się przede wszystkim to, jak my zagramy - powiedział. Dla reprezentacji nie byłoby z kolei źle, gdyby reszta piłkarzy grała z równie dużą odwagą i walczyła w podobny sposób, jak on.
Piątkowy mecz z Czechami na Narodowym (godz. 20.45) będzie ostatnim eliminacyjnym spotkaniem reprezentacji Polski. Szanse na bezpośredni awans do Euro 2024 są jednak iluzoryczne - według najpopularniejszych szacunków wynoszą 4 proc.