Raz, dwa, trzy, cztery. Koszmar Polaków na MŚ U-17. Deklasacja

Boleśnie weryfikowane są nasze nadzieje na mistrzostwach świata U17 w Indonezji. Po porażce 0:1 na inauguracje z Japonią reprezentacja Polski zmierzyła się z Senegalem. Ten rywal jeszcze bardziej obnażył braki naszej drużyny, a w dodatku sami sprezentowaliśmy im gola. Mimo że na murawie rywalizowali rówieśnicy, to obraz gry bardziej przypominał starcie drużyny juniorskiej z seniorską, co odzwierciedlił końcowy wynik. W 38. minucie spotkanie zostało przerwane na około godzinę z powodu gwałtownej nawałnicy.

Polscy kibice piłkarscy zdążyli się już przyzwyczaić, że po meczu otwarcia na wielkiej imprezie najczęściej następuje tzw. mecz o wszystko. Podobnie było w przypadku reprezentacji Polski U17 na mistrzostwach świata w Indonezji, która na inauguracje zmagań grupowych przegrała 0:1 z Japonią. Podopiecznym Marcina Włodarskiego mocno dały się we znaki ekstremalne warunki atmosferyczne, a selekcjoner po wyrzuceniu z kadry czterech zawodnikach z powodu afery alkoholowej, ma ograniczone pole manewru wśród zmienników.

Zobacz wideo Probierz "Chrystusem" polskich trenerów. Cierpi

Polacy brutalnie obnażeni w starciu z Senegalem. Koszmarny kiks

W drugim meczu zmierzyliśmy się z Senegalem, który wcześniej ograł Argentynę 2:1, co bez wątpienia dodało im sporo pewności siebie. Było to widoczne od pierwszych minut wtorkowego starcia. Ich gra ponownie skupiała się głównie wokół Amary Dioufa, lewoskrzydłowego kapitana, który z Argentyną strzelił oba gole, lecz paradoksalnie pierwszą sytuację bramkową wykreowali z drugiej strony. Niestety od razu zakończyła się ona golem. Yaya Dieme ograł z boku boiska Michała Gurgula, podał w pole karne, a tam Idrissa Gueye uprzedził naszego defensora i pokonał Michała Matysa.

Tym razem nasz golkiper był bez szans i nie dał rady uratować polskiego zespołu, tak jak miało to miejsce w meczu z Japonią, a w 27. minucie mógł podziękować słupkowi, który został obity przez Daoudę Diongu. Środkowy pomocnik oddał techniczny strzał z dystansu po przejęciu piłki. Imponował warunkami fizycznymi. Spotkanie po bramce zrobiło się zdecydowanie bardziej otwarte. Zaczęliśmy oddawać strzały, ale gra akcja za akcję skończyła się dla nas tragicznie. W 31. minucie znów naszą lewą stroną urwał się rywal, który miał mnóstwo przestrzeni. Dograł w pole karne, ale zmierzało one do osamotnionego Dominika Szali. Nasz obrońca nie był przesadnie atakowany przed bramką, lecz fatalnie skiksował, a piłka wpadła pod poprzeczkę i nasza sytuacja zrobiła się już bardzo trudna. Senegalczycy z takiego prezentu mogli się tylko cieszyć.

Blisko godzinna przerwa spowodowana pogodą

Około 38. minuty nastąpiła przerwa w spotkaniu, gdyż ciemne chmury nadciągnęły nad stadion. Spodziewana była gwałtowna burza, więc sędzia profilaktycznie postanowił zarządzić opuszczenie murawy. Podobna sytuacja miała miejsce w pierwszym spotkaniu z Japonią. Nawałnica faktycznie przyszła chwilę później, a przerwa w meczu trwała blisko godzinę.

Do końca pierwszej połowy pozostawało parę minut, więc wypoczęci Polacy próbowali je maksymalnie wykorzystać, licząc na gorszą koncentrację i organizacje zespołu Senegalu po wznowieniu gry. Było blisko, gdy świetną akcją popisał się Karol Borys. Ograł dwóch rywali, a następnie oddał groźny strzał z 16 metrów. Skuteczną interwencją popisał się jednak bramkarz

Początek drugiej części spotkania całkowicie pozbawił nas już nadziei na korzystny rezultat. W 52. minucie padła trzecia bramka dla Senegalu - bliźniaczo podobna do pierwszej. Zaczęło się od złego podania Michała Gurgula. Znów z boku pola karnego urwał się skrzydłowy, dogrywając przed bramkę, a tam czekał już Idrissa Gueye. Środkowy napastnik ponownie wyprzedził naszego defensora na krótkim dystansie i po raz drugi w tym meczu pokonał Miłosza Matysa.

Mimo że na murawie rywalizowali rówieśnicy, to jeden zespół prezentował futbol juniorski, a drugi seniorski, co miało brutalne odzwierciedlenie w wyniku. Polacy mieli swój moment radości w 66. minucie, gdy Marcel Reguła oddał strzał z boku pola karnego. Trudna pozycja, ale piłka po drodze odbiła się od zawodnika rywali, całkowicie myląc golkipera. To nasz pierwszy gol na tej imprezie, lecz był to dosłownie moment satysfakcji, gdyż chwilę później czwartą bramkę dla Senegalu zdobył Idrissa Gueye, kompletując hat-tricka.

Rywale napierali i dążyli do zdobycia piątej bramki, ale kolejny raz na tym turnieju ratował nas Michał Matys - w tym w sytuacjach sam na sam. W promowaniu bramkarzy na mistrzostwach świata jesteśmy akurat całkiem nieźli, niezależnie od kategorii wiekowej.

Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:1 dla Senegalu, co jest całkowicie zasłużonym rezultatem z przebiegu spotkania, a być może nawet za niskim. Mimo że trzecie miejsce również może dać awans do fazy pucharowej przy korzystnym układzie innych grup, to Polacy mają na to małe szanse, gdyż po dwóch meczach mają zero punktów i bilans bramkowy 1:5. W piątek zmierzą się z Argentyną na koniec fazy grupowej.

Polska - Senegal 1:4 (0:2)

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.