Reprezentacja Polski obecnie zajmuje trzecie miejsce w grupie E eliminacji Euro 2024, tracąc do drugich Czechów jeden punkt. To właśnie z tymi rywalami Biało-Czerwoni zagrają ostatni mecz i będą walczyli o zachowanie szans na bezpośredni awans. W poprzednim starciu Czesi rozbili Polaków 3:1 w debiucie Fernando Santosa, a teraz ich selekcjoner liczy na powtórkę w Warszawie.
Jaroslav Silhavy ogłosił powołania na zbliżające się mecze Czechów z Polską i Mołdawią. W kadrze jego zespołu zabraknie m.in. bramkarza Jiriego Pavlenki i napastnika Patrika Schicka oraz strzelców goli w poprzednim meczu z Biało-Czerwonymi - Ladislava Krejciego i Tomasa Cvancary. Szkoleniowiec uważa jednak, że to nie musi być przeszkodą w starciu z Polską.
- Skupiamy się na meczu z Polską, bo przed ostatnim meczem chcemy mieć wszystko rozstrzygnięte. Znamy jednak siłę polskiego zespołu i jakich ma świetnych zawodników. Mamy do nich respekt, ale wierzę, że będziemy dobrze przygotowani do tego meczu - przyznał szkoleniowiec w rozmowie z Polsatem Sport.
Silhavy pomimo dużego szacunku do Biało-Czerwonych jest przekonany, że drużynę znów stać na powtórzenie wyniku z marca. Wtedy jego zespół po trzech minutach prowadził 2:0, a finalnie wygrał 3:1 w debiucie Fernando Santosa.
- To jest duże szczęście, żeby w trzy minuty zdobyć dwie bramki. Zanim polski zespół się pozbierał, to była już przerwa. Potem strzeliliśmy jeszcze jednego gola, a Polacy się otworzyli i ten mecz całkowicie nam się udał. Gdyby coś takiego udało nam się w Polsce, to też byśmy nie narzekali - stwierdził trener Czechów.
Mecz Polska - Czechy w eliminacjach Euro 2024 zaplanowano na piątek 17 listopada o godzinie 20:45. Jeśli Biało-Czerwoni wygrają, to zachowają szansę na bezpośredni awans na turniej i będą musieli liczyć, że Czesi trzy dni później nie wygrają z Mołdawią. Z kolei Mołdawianie nie mogliby ograć Albanii.