Polska U-17 prowadzona przez Marcina Włodarskiego to reprezentacja, która wzbudza zdecydowania największe emocje. Do tej pory niemal wyłącznie pozytywne - w końcu mowa o piłkarzach, którzy na tegorocznym Euro awansowali do półfinału, ale to się zmieniło na chwilę przed mistrzostwami świata.
Czterech zawodników kadry zostało przyłapanych przez sztab szkoleniowy na piciu alkoholu. I nie chodzi o popijanie ukradkiem piwa w pokoju. W trakcie nocnego obchodu sztab szkoleniowy zorientował się, że Oskara Tomczyka, Filipa Rózgi, Jana Łabędzkiego oraz Filipa Wolskiego nie ma w hotelu. Pijanych zawodników znaleziono w jednym z balijskich barów, a Oskar Tomczyk miał nawet doznać urazu łuku brwiowego.
Młodzi gracze zostali wyrzuceni ze zgrupowania reprezentacji Polski, o czym w komunikacie poinformował w poniedziałek rano PZPN. Od razu spadła na nich ogromna krytyka ze strony całego środowiska piłkarskiego, a ich kluby zapowiedziały wyciągnięcie poważnych konsekwencji. Głos w tej sprawie zabrał również prezes PZPN Cezary Kulesza.
- Jestem po wielu rozmowach w tej sprawie. Nie ma zgody na takie zachowania. Nie ma innej możliwości jak kara dyscyplinarna. Pozostawienie tego bez konsekwencji byłoby nieuczciwe wobec innych - stwierdził, cytowany przez Polsat Sport.
Reprezentacja Polski pierwszy mecz na mistrzostwach świata rozegra już w sobotę 11 listopada. Jej rywalem będzie reprezentacja Japonii. W grupie Polaków są jeszcze drużyny Senegalu oraz Argentyny. Jeszcze do niedawna nastroje wokół kadry były bardzo dobre - dziś można tylko się zastanawiać, jak afera alkoholowa wpłynie na przygotowania reprezentacji.