Tacy są młodzi polscy piłkarze. Przepaść. "Nie ma nawet co porównywać"

Dawid Szymczak
;Mecz o mistrzostwo Ekstraklasy Legia Warszawa - Stal Mielec
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

- Mam pięćdziesiąt lat, swoje w życiu przeszedłem. Mam dzieci, poukładane życie, doświadczenie, nie mam finansowych problemów, piłkę poznałem z każdej strony, więc wychodzi, że jestem całkiem rozsądnym człowiekiem. Sporo widziałem, więc chcę pomóc młodym ludziom uniknąć błędów. Wybór żony jest kluczowy - mówi Adam Majewski, selekcjoner reprezentacji Polski do lat 21. Rozmawiamy o młodych zawodnikach, pokoleniowej zmianie, wyzwaniach polskiej piłki i byciu na czasie.

Minęło kilkanaście dni, odkąd Adam Majewski został selekcjonerem reprezentacji Polski do lat 21. - Czuję jakby to już było kilkanaście tygodni. Tracę nawet rachubę, jaki mamy dzień - mówi, gdy zajmujemy stolik w jednej z warszawskich kawiarni. Majewski przeprowadził się do stolicy dwa miesiące temu. - Może to przeznaczenie? Może tak miało być? Nie mogłem przecież przypuszczać, że pojawi się taka propozycja z PZPN. Wyszło idealnie.

Zobacz wideo

Grafik jest napięty. Najpierw formalności kontraktowe, później wyjazdy - do Poznania, Lubina, Katowic i Białegostoku. - Nic mnie nie zaskoczyło w pracy selekcjonera. Może jedynie to, że PZPN nie tyle jest firmą, co korporacją. Zorganizowaną, dobrze funkcjonującą. W moich poprzednich klubach pracowało znacznie mniej osób. Jak miałem sprawę, to szedłem do prezesa. Tutaj każdy ma swój dział, wszystko musi być zsynchronizowane - uśmiecha się Majewski. 

Dawid Szymczak: Ma pan Tik-Toka?

Adam Majewski, selekcjoner reprezentacji Polski do lat 21: Nie mam. Ani Tik-Toka, ani Instagrama, ani Twittera. Nie używam takich rzeczy.

Kiedyś Piotr Stokowiec powiedział: "Trener musi być na bieżąco z wieloma dziedzinami. Nie może być z innego świata niż zawodnicy. Musi wiedzieć, jakim językiem rozmawiają, być nowoczesny, pójść do kina czy obejrzeć serial na Netfliksie".

- W Wigilię skończę 50 lat i myślę, że jestem gdzieś pomiędzy starymi czasami a nowoczesnością. Mój starszy syn jest w podobnym wieku jak piłkarze, których będę powoływał. Dzięki niemu jestem na czasie. Sam wcześnie zacząłem grać w piłkę, późno skończyłem, więc widziałem pokoleniową zmianę w szatni. Byłem już asystentem trenera, trenowałem drugą drużynę Wisły Płock złożoną z młodych piłkarzy, byłem trenerem w Stomilu Olsztyn, gdzie mieliśmy średnią wieku 21-22 lata. W Stali Mielec też miałem kilku młodych piłkarzy. Kiedyś mówiliśmy o trenerach zamordystach albo trenerach od atmosferki. Teraz trener najczęściej dostosowuje się do grupy i okoliczności, a ja jestem taki, że odnajdę się w każdej sytuacji. Wiek nie będzie problemem. Dostosuję się do młodych, ale oni też będą musieli dostosować się do moich zasad. One będą proste.

Jakie?

- Szczerość, uczciwość i szacunek. Tego się trzymam w życiu. Najważniejsze jest to, jakim jestem człowiekiem, dopiero później liczy się, jakim jestem trenerem. Może dlatego moje relacje z piłkarzami zawsze były bardzo dobre.

A czuje pan, że rozumie pokolenie, z którym przyjdzie panu pracować? To już "zetki". Niektórzy nimi straszą, wielu ich nie rozumie.

- Nie wyolbrzymiałbym tego. Zmieniają się pokolenia, ale w tych pokoleniach zawsze są różni ludzie i różne charaktery. Są wartości uniwersalne, które przyjmą się zawsze. Nie muszę nadążać za wszystkim, żebym jednocześnie czuł, że rozumiem co się dzieje dookoła. Trzeba bazować na inteligencji, przydaje się też intuicja. Warto słuchać, mieć otwartą głowę i nie myśleć, że wszystko wie się najlepiej.

Pana poprzednik Michał Probierz kiedyś mówił, że trener musi budzić u piłkarza coś między strachem a zachwytem.

- Każdy jest inny i ma swój sposób bycia. Wychodzę z założenia, że piłkarz nie może się bać trenera, bo będzie na boisku spięty i będzie wybierał proste rozwiązania. To od razu widać. Podstawą jest dla mnie zaufanie. Nie jestem typem trenera, który stoi przy linii, gestykuluje, chwilami na pokaz. Bazuję na merytoryce. Po to trenuję przez cały mikrocykl, żeby w meczu mieć święto i nie musieć pokazywać, jaki jestem na piłkarzy zły czy obrażony. To w niczym nie pomaga. Czasem trzeba gwałtownie zareagować, to normalne, ale właśnie w ramach tego zaufania i merytoryki.

Stwierdził pan nawet, że trener jest od tego by nie przeszkadzać. Wydaje mi się to aż za skromne i nieprawdziwe. Czasami to trenerzy są największymi osobowościami w klubach.

- Najczęściej kreują to wyniki. Gdyby Carlo Ancelotti odnosił piłkarskie sukcesy w polskiej lidze, a nie w Milanie, to jego początkowy autorytet na ławce też byłby zupełnie inny. Autorytet oczywiście pomaga, ale trzeba umieć go wykorzystać. Nie może się to kończyć na stwierdzeniu: "jak ja grałem…". Z nieprzeszkadzaniem chodziło mi o to, o czym mówiłem już wcześniej. Po to się trenuje, żeby podczas meczu nie musieć gwałtownie reagować. Bazuję na przygotowaniu. Chcę, by moi piłkarze zawsze wiedzieli, co ich czeka i jakie mają zadania. Chcę do minimum ograniczyć przypadek. Chcę przemyślanej gry, poukładanej, zorganizowanej, w której to piłkarz podejmuje na boisku decyzje.

A młodzi piłkarze chcą dzisiaj słuchać? Lubią dostawać uwagi?

- Piłka poszła w kierunku większej świadomości. Większość młodych chce słuchać i iść drogą Roberta Lewandowskiego. Z tym nie ma żadnego problemu. Chcą się uczyć, chcą się poprawiać. Ale potrzebują indywidualnego podejścia. Kiedyś jednak było więcej ludzi z mocnym charakterem. Teraz trudniej znaleźć liderów.

Mieliśmy ostatnio na ten temat gorącą dyskusję. Podgrzał ją wywiadem Robert Lewandowski, który powiedział właśnie o tym, że młodzi nie zadają mu pytań i nie korzystają z jego doświadczenia. Dlatego się zastanawiałem, czy jeśli nie podpytują starszego kolegi, to czy chcą rozmawiać z trenerami.

- To indywidualna kwestia. Są zawodnicy bardziej i mniej otwarci. Ale tak - kontakt między ludźmi się zmienił, są znajomości nawiązywane przez internet, więcej niż kiedyś do siebie piszemy, a trochę mniej rozmawiamy. Ale wciąż są ludzie, którzy widząc kogoś pierwszy raz, od razu nawiązują kontakt, podchodzą i rozmawiają. Rolą trenera jest dotrzeć do każdego. Wydaje mi się, że poszło to też w tym kierunku, że młodzi mają dzisiaj mniej kompleksów.

"Skończyły się czasy wspólnego piwa po treningu" - powiedział pan kilkanaście miesięcy temu. Mówił pan też, że piłkarze spędzają ze sobą mniej czasu. Da się z tym walczyć? Czy skoro nie pojawia się to naturalnie, to nawet nie warto? Aranżowanie spotkań przez trenerów ma jakikolwiek sens?

- Powiem na przykładzie młodzieżowej reprezentacji Polski. Zawodnicy, którzy się w niej spotkają, najczęściej grali ze sobą już wcześniej, w młodszych kadrach. Znają się od lat, więc nie trzeba czegokolwiek aranżować. Jestem zresztą przeciwnikiem robienia czegoś na siłę. Znów - każdy jest inny i trzeba to uszanować: jeden woli poczytać książkę, drugi porozmawiać z kolegą, a trzeci w tym czasie pójdzie do kina. Wszystko jest do uzgodnienia. Atmosferę w zespole buduje też boisko. Tam wspólny cel jest bardzo ważny.

Dzisiaj łatwiej być piłkarzem niż kiedyś?

- Zdecydowanie. Nie ma nawet czego porównywać. Spójrzmy na warunki, możliwości, otwarte granice, prawo Bosmana. Nikomu nie ujmując, poziom umiejętności technicznych u polskich zawodników był przed laty zdecydowanie wyższy. Więcej było też charakternych piłkarzy. Dzisiaj łatwiej się przebić, zarabia się znacznie lepiej, gra na pięknych stadionach, równych murawach. Szczególnie młodym piłkarzom jest łatwiej, patrząc na przepis o młodzieżowcu, który daje im szansę, żeby się wypromować. Kiedyś, gdy konkurencja była większa, ci słabsi zawodnicy naturalnie rezygnowali, a teraz często są w składach, by kluby były zabezpieczone.

Jest pan zwolennikiem tego przepisu?

- Nie chcę się wypowiadać na ten temat.

Zgaduję, że teraz pan jest zwolennikiem, ale jeszcze pół roku temu był pan przeciwny.

- Dla mnie najważniejsze jest to, by zawodnik bronił się umiejętnościami.

Od kilkunastu miesięcy PZPN w przypadku reprezentacji młodzieżowych wymaga ofensywnej, odważnej i proaktywnej gry. Jak nauczyć piłkarzy bycia odważnymi?

- To kwestia nastawienia i podejścia mentalnego. W każdym człowieku, mimo różnych predyspozycji, można obudzić odwagę. Wiem, że wyglądam na bardzo spokojnego człowieka. Taką też mam opinię. Ale bycie odważnym myli się czasami z byciem energicznym. Odwaga w mojej pracy jest wręcz kluczowa. Uważam też, że u piłkarzy można ją poprawiać poprzez narzucenie odpowiedniej wizji, dobranie właściwego przekazu czy danie przykładu.

Jak to zrobić?

- To codzienna praca. To stosunki międzyludzkie, rozmowy, wzajemne zaufanie. Niektórzy pracują na to latami, innym przychodzi to łatwiej. Postrzegam to jako moją mocną stronę. Na pewno wielu młodym zawodnikom spróbuję pomóc, ale od nich zależy, ile z tego wyniosą.

Patrząc z boku często zastanawiam się, dlaczego dany piłkarz nie podejmuje ryzyka. Najlepiej to widać bodaj po polskich skrzydłowych. Czemu nie mamy dryblerów?

- To nie tak, że nie mamy. To często wrodzona cecha. Ktoś ma predyspozycje albo nie ma. A później dochodzi kwestia szkolenia i przywołanej już odwagi, by te cechy pokazywać i z nich korzystać. W zespole jest konkurencja. Zawodnicy często nie ryzykują, bo boją się, że jak im nie wyjdzie drybling trzy razy w danym meczu, to zostaną zmienieni i stracą miejsce w składzie. To błąd. Zawodnik musi być wspierany przez trenera, by w końcu mógł się przełamać i korzystać ze swojego potencjału.

A jaka drużyna się panu podoba? Jaki klub, czyja gra panu imponuje?

- Oglądając mecz w kapciach, jak kibic, zachwycam się, większością najlepszych zespołów. Patrząc jak trener, szukam określonego stylu gry. Obserwowałem grę Chelsea, gdy trenerem był Thomas Tuchel i zdobywali Ligę Mistrzów. Sporting z Rubenem Amorimem. Wcześniej Salzburg prowadzony przez Jessiego Marcha. Cały Red-Bull gra w charakterystyczny sposób. Na językach, słusznie, jest teraz Brighton. Roberto De Zerbiego obserwowałem już w Szachtarze Donieck. Teraz gra w innym systemie, z czterema obrońcami, ale sam sposób gry się nie zmienił.

Reprezentacja Polski będzie najmocniejszą drużyną, jaką prowadził pan w karierze. Zaciera pan ręce, że ci piłkarze wreszcie zrealizują bardziej wymagające plany, które od dawna chodzą panu po głowie?

- Każdy trener ma taką nadzieję przychodząc do nowego klubu. Każdy wierzy, że drużyna szybko załapie, o co chodzi w sposobie gry. Tym też się różni praca w polskich klubach i tych największych zagranicznych. Tam trafiają zawodnicy wyselekcjonowani, którzy pasują do wizji gry trenera i później robią różnicę. Ale i tak często musi minąć sporo czasu. Pep Guardiola wydał miliard euro i czekał 12 lat, by ponownie wygrać Ligę Mistrzów.

Jak ma grać pana kadra?

- Nie chcę opowiadać nie wiadomo jakich rzeczy. Powiedzieć można wszystko, a ja jestem człowiekiem czynu, nie słowa. Na pewno chcę, by ta drużyna była odważna i grała w piłkę piłką. Zawsze powtarzam: piłka to prosta gra, ale nie dla prostych ludzi, dlatego lubię zawodników myślących na boisku, ale chcę też, by każdy wiedział, jaką ma rolę. Chcę grać na swoich zasadach, a nie dostosowywać się do rywala. Ale pamiętajmy, że reprezentacja U-21 jest specyficzna, bo stanowi zaplecze dla pierwszej kadry. Na jej meczach nie zawsze muszą być najlepsi piłkarze, bo oni mogą już być u Michała Probierza, co na pewno czasami będzie komplikowało naszą grę. Ale taka jest nasza rola.

Nie pojawi się frustracja?

- Gdybym kiedyś sam nie grał w piłkę, to może i by się pojawiła. Ale grałem i widziałem, jak to się odbywa. Byłem też trenerem w rezerwach Wisły Płock, gdzie spotykałem się z podobnymi sytuacjami. Ktoś, kto nie rozumie, z czym wiąże się praca w zespołach będących zapleczem tego najważniejszego, nie powinien podejmować w nich pracy.

Jeden z trenerów mówił mi, że rezerwy były najtrudniejszym zespołem, jaki musiał prowadzić. Ciągłe zmiany. W czwartek dowiadujesz się, kogo będziesz miał w sobotę na meczu. Trudno cokolwiek zaplanować. W młodzieżówce może być podobnie.

- Czwartek jest optymistycznym wariantem. Prowadzenie rezerw jest bardzo trudne, bo jednych zawodników trenujesz, drugich wystawiasz w meczu, bo schodzą do twojego zespołu zawodnicy z pierwszej drużyny. Musisz umieć postępować ze swoimi zawodnikami, gdy przekazujesz im, że połowa z nich nie zagra, choć grać powinna. Rolą trenera jest stworzenie takiej atmosfery i wprowadzenie takich zasad, żeby piłkarze to rozumieli.

Jest pan zwolennikiem wczesnych wyjazdów za granicę, często już przy pierwszych ofertach czy wcześniejszego ogrania się w ekstraklasie, uzbierania większej liczby meczów i okrzepnięcia?

- Nie ma reguły, ale jeśli młody zawodnik z ekstraklasy ma sensowną propozycję z zagranicy, z koncepcją rozwoju, poważnym traktowaniem, to warto skorzystać, by przekonać się, jak tam jest. Jak piłkarz jest dobry, to zostanie. Jak nie, to wróci z cennym doświadczeniem.

Czytam wypowiedzi piłkarzy, którzy młodo wyjeżdżali. Słucham też, co mówią ich trenerzy i dyrektorzy sportowi. Wnioski często są podobne. Młodzi polscy piłkarze potrafią biegać równie szybko jak rówieśnicy z zagranicy, podobnie piłkę kopią, wyróżniają się pracowitością, ale mają braki w tzw. rozumieniu gry. To rzeczywiście w tym aspekcie mamy największe deficyty?

- Zdecydowanie. Przytoczę taki przykład. Byłem na stażu w Eibar, niewielkim hiszpańskim klubie. Trenerem był wtedy bardzo doświadczony Jose Luis Mendilibar, który w ostatnim sezonie wygrał Ligę Europy z Sevillą. Podczas rozmowy utwierdził mnie w przekonaniu, które mam jeszcze z czasów, gdy sam byłem filigranowym piłkarzem w fizycznej lidze. Zapytałem go, jakich zawodników szuka do swojej drużyny i na co najbardziej zwraca uwagę. Powiedział, że szuka piłkarzy z otwartą głową. W Polsce byłoby o to trudniej niż w Hiszpanii. Jesteśmy szybcy, silni, wytrzymali, pracowici, jednak w rozumieniu gry mamy rezerwy. Ale młodzież, która teraz dorasta jest pod tym względem lepsza, bo była prowadzona przez lepiej wykształconych i świadomych trenerów.

Czyli wracamy do szkolenia.

- Tak. Chodzi o złapanie pewnych nawyków już w dzieciństwie. Trzeba wtedy przemycać elementy mogące poprawić rozumienie gry i myślenie na boisku, żeby zawodnikom w seniorach jak najwięcej rzeczy przychodziło naturalnie. Mamy problem z tym, że wielu piłkarzy w ekstraklasie niekoniecznie potrafi wykorzystać swój potencjał i nawet o tym nie wie, bo albo nie trafili na właściwe osoby albo nie chcieli tych osób słuchać. Tymczasem myślenie, przewidywanie i rozumienie tego, co dzieje się na murawie, jest kluczowe. To baza, by wykorzystać pozostałe umiejętności. Rolą trenera jest stworzenie warunków, by te atuty wyeksponować, bo wcale nie jesteśmy tacy źli. Spójrzmy na Pawła Wszołka - Legia zmieniała system, on stał się wahadłowym, a nowa pozycja eksponuje jego największe zalety. Dlatego gra tak dobrze.

A młodym reprezentantom też pan powie, jak w poprzednich klubach, że wybór żony jest dla piłkarza najważniejszym wyborem?

- Oczywiście. Mam pięćdziesiąt lat, swoje w życiu przeszedłem, mam dzieci, poukładane życie, doświadczenie, nie mam finansowych problemów, piłkę poznałem z każdej strony, więc wychodzi, że jestem całkiem rozsądnym człowiekiem. Sporo widziałem, więc chcę pomóc młodym ludziom uniknąć błędów. Wybór żony jest kluczowy.

Co jeszcze jest ważne? Zagrożenia w futbolu się zmieniają. Rozwinęły się media społecznościowe, świat przyspieszył, pieniędzy jest więcej, pokus też.

- Jest tego dużo. Trener i działacze mogą wskazać drogę, powiedzieć o priorytetach, ale wszystkiego nie skontrolują. Warto być autorytetem, podpowiadać, ale rozumieć, że każdy jest człowiekiem i na koniec sam podejmuje decyzje. Byłem ostatnio na ciekawych warsztatach z relacji. Padło takie proste zdanie, że jeśli chce się cokolwiek osiągnąć albo komuś pomóc, to najpierw trzeba docenić samego siebie. A my z tym mamy problem. Chcemy najpierw pomóc wszystkim dookoła, a dopiero na koniec sobie. Może być za późno.

Wiem, że każdy piłkarz jest inny, ale czy generalnie to pokolenie jest bardziej wrażliwe? Trzeba uważać na to, co mówi się w szatni?

- Bardzo. Gdybym opowiedział o tym, jak zwracali się do mnie trenerzy, zwiędłyby uszy. Dzisiaj jest inaczej. Ludzie byli bardziej odporni, zahartowani. W szkole z nauczycielami też było inaczej. Nie ma nawet sensu porównywać tych dwóch światów. Sądzę, że wielu trenerów z tamtych lat dzisiaj po prostu by sobie nie poradziło. Nie było wtedy psychologicznego podejścia. 

Nie zakładał pan, że zostanie trenerem, gdy kończył grać w piłkę. A będąc trenerem zakładał pan zostanie selekcjonerem?

- Nie. Ale chyba tylko ja nie przypuszczałem, że zostanę trenerem, bo moi koledzy z boiska byli o tym przekonani. Po latach kilku z nich powiedziało mi, że właściwie już wtedy byłem trenerem.

Naturalne predyspozycje?

- Dobrze rozumiałem grę. Miałem właściwie podejście do piłki.

A co z tym byciem selekcjonerem?

- Też tego nie zakładałem. Ale jestem do tego przygotowany. Przeszedłem całą drogę do tego miejsca: najpierw byłem piłkarzem, grałem w czołowych polskich klubach - w Lechu Poznań i w Legii Warszawa, uzbierałem około 300 meczów w ekstraklasie, zdobyłem mistrzostwo, grałem w młodzieżowych reprezentacjach, mam jeden występ w seniorskiej kadrze, z którego jestem dumny. Później zaczynałem jako asystent w Wiśle Płock, przeszedłem z tym klubem od II ligi do ekstraklasy, następnie pracowałem w rezerwach tego klubu, jeszcze później trafiłem do I ligi w Stomilu Olsztyn, ostatnio pracowałem w Stali Mielec na poziomie ekstraklasy, a w tym czasie ukończyłem wszystkie trenerskie kursy. Cieszy mnie to, że dostaję szansę jako selekcjoner po pracy nie w Lechu czy Legii, ale w Stali. To znaczy, że nie trzeba dziś być w wielkim klubie, by zostać docenionym. Jestem pozytywnie zaskoczony, ale nie boję się tego wyzwania.

Młodzi reprezentanci będą znali te dokonania? One im zaimponują? Raymond Domenech powiedział, że on musi budować autorytet w szatni od zera. Didier Deschamps do niej wchodzi, macha medalem za mistrzostwo świata i od razu wzbudza szacunek.

- Mogą to wiedzieć, ale nie muszą. Jako piłkarz nie mam się czego wstydzić. Ale nawet jakbym miał pięć mistrzostw Polski i tych meczów w ekstraklasie pięćset, działałoby tylko na początku. Później liczy się wiedza, pomysł na grę i relacje. To jest dla piłkarzy najważniejsze.

Ile telefonów z klubów odebrał pan po rozstaniu ze Stalą?

- Sporo. Pierwszą propozycję z klubu pierwszoligowego dostałem dzień po odejściu ze Stali. Na koniec sezonu byłem w kręgu zainteresowań paru klubów z ekstraklasy, ale czekałem na tę odpowiednią ofertę. Sam jestem miło zaskoczony, że tych zapytań było dużo. Przyszła też propozycja najbardziej nieoczekiwania - z PZPN.

Właśnie. Po co panu to bycie selekcjonerem? Dla dwóch z trzech ostatnich było to przetarcie przed przejęciem pierwszej kadry.

- Nie myślę pragmatycznie, że dzisiaj jestem w młodzieżówce, więc kiedyś mogę być selekcjonerem dorosłej kadry. Nie planuję kolejnych kroków. Ale zawsze stawiam sobie wysokie cele i chcę pracować na jak najwyższym poziomie. Reprezentacja młodzieżowa na takim jest, bo to bezpośrednie zaplecze pierwszej kadry. Będąc piłkarzem marzysz o grze dla kadry i jako trener masz tak samo. To zaszczyt, dlatego nad propozycją nie zastanawiałem się nawet minuty. Dążyłem do bycia trenerem reprezentacji, ale nie spodziewałem się, że stanie się to w tym momencie.

Czyli w jakieś perspektywie pan to zakładał.

- Oczywiście. Może to zabrzmieć buńczucznie albo śmiesznie, ale jak zaczynałem grać w piłkę w trzeciej lidze, to dążyłem do tego, by grać w ekstraklasie. Jak już w niej byłem, to chciałem trafić do reprezentacji. Zawsze pracowałem po to, by być na jak najwyższym poziomie. Teraz mam tak samo. Po to zostałem trenerem, żeby stawiać sobie ambitne cele, czyli pracę w ekstraklasie, zdobycie mistrzostwa Polski i pracę w reprezentacji. Taki jest mój cel.

Był pan już zmęczony ciągłymi hurtowymi zmianami w Stali Mielec? Niepewnością, chwilowością i doraźnością. Jeden z byłych selekcjonerów powiedział mi, że PZPN daje stabilność, jakiej nie daje prawie żaden klub w Polsce.

- Patrząc w ten sposób: zgoda. Pytanie, kiedy trafi się do PZPN, czy przed eliminacjami, czy w trakcie, bo wiele determinują wyniki. Jako trener musisz być gotowy na każdy scenariusz. Każdy lubi czuć się stabilnie, ale w tym zawodzie jest o to bardzo trudno. Zawsze łatwiej wymienić trenera niż dwudziestu piłkarzy. Ale ja przechodząc do PZPN nie szukam stabilizacji tylko dalszego rozwoju. Poszukam wraz z piłkarzami awansu na mistrzostwa Europy.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...