Były selekcjoner staje murem za Santosem. Wskazał na Niemców

- Chociaż uciekają nam te eliminacje, ja bym go nie zwalniał - jasno stawia sprawę były selekcjoner reprezentacji Antoni Piechniczek. Jako jeden z nielicznych wziął w obronę Fernando Santosa. - Nie za wszystko można winić trenera - mówi i wskazuje winowajców kryzysu.

Fernando Santos już wkrótce może przestać prowadzić reprezentację Polski. W mediach zaczęły się już pojawiać nieoficjalne informacje, że decyzja zapadła, choć na oficjalny komunikat wciąż musimy poczekać. Coraz więcej ekspertów podziela jednak opinię, że PZPN powinien rozstać się z Portugalczykiem.

Zobacz wideo Reprezentant Polski siedział i słuchał Lewandowskiego. "Był absolutnie zażenowany"

Zaskakujące słowa Piechniczka. Chodzi o przyszłość Santosa. "Niech walczy dalej, a potem się go zwolni"

W tej sytuacji niespodziewanie odrębne zdanie wyraził były selekcjoner Polaków Antoni Piechniczek. - Chociaż uciekają nam te eliminacje, mimo wszystko, że szansa na awans jest coraz mniejsza, ja bym go nie zwalniał - powiedział w rozmowie z Polsatem Sport. Zaznaczył, że awans na turniej w barażach będzie jeszcze trudniejszy, bo takie reprezentacje, jak Walia czy Ukraina to rywale z wyższej półki niż Albania lub Mołdawia. - Oczywiście, trzeba się zastanowić i porozmawiać z trenerem, czy on się dalej chce męczyć i walczyć o wyjazd na mistrzostwa Europy, czy już ma dość. Jeśli będzie chciał, to niech walczy dalej, a potem się go zwolni - ciągnął.

Na razie nie zanosi się na to, by Portugalczyk sam zrezygnował. Na pomeczowej konferencji prasowej dał jasno do zrozumienia, że nie poda się do dymisji. - Widać, że trener Santos nie ma takiej ochoty i chwała mu i cześć. Nie zapominajmy, że kryzys, który dotknął nas, dotyczy wielu innych federacji. Reprezentacja Niemiec miała 11 selekcjonerów i Hansi Flick jest pierwszym zwolnionym przed terminem wygaśnięcia kontraktu. My jesteśmy w innej, szczególnej sytuacji i nie za wszystko można winić trenera - powiedział, nawiązując do poniedziałkowej dymisji trenera niemieckiej kadry po porażce w towarzyskim meczu z Japonią.

Piechniczek wskazał winnych. Padły dwa nazwiska. "Niech mi pan powie..."

U kogo zatem Piechniczek każe upatrywać największej winy za słabe wyniki? - U zawodników i jeszcze raz u zawodników! Niech mi pan powie, dwóch tak klasowych i utytułowanych zawodników, jak Lewandowski i Milik. Czy pan widział, aby w meczu z Wyspami Owczymi ta dwójka napastników zagrała choćby jedną akcję z pierwszej piłki: przyjął, zagrał, "z bandy", że jeden wychodzi na pozycję sam na sam i strzela bramkę? - pytał retorycznie.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.

Antoni Piechniczek prowadził reprezentację Polski w latach 1981-86 oraz 1996-97. Pod jego wodzą Polacy zajęli trzecie miejsce na mistrzostwach świata w 1982 r. Pracował także m.in. z reprezentacją Tunezji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Więcej o:
Copyright © Agora SA