"Kulesza desperacko podlizuje się Lewandowskiemu. Uznał, że musi się przed nim ukłonić"

Cezary Kulesza podlizuje się Robertowi Lewandowskiemu? Taką teorię przedstawił Mateusz Rokuszewski. - Najwyraźniej tzw. obóz Lewandowskiego tupnął nóżką na tyle mocno, że Kulesza uznał, że się musi przed nim ukłonić, trochę połechtać jego ego - tłumaczy dziennikarz Canal+.

To wyjątkowo trudny okres dla reprezentacji Polski i PZPN-u, którego wizerunek się znacząco pogorszył, bo federacja notuje wpadkę za wpadką. Cezary Kulesza postanowił się jednak zmierzyć z trudną sytuacją i udzielił obszernego wywiadu Interii.

Zobacz wideo Reportaż o Marcie Linkiewicz - premiera 7 sierpnia na Sport.pl

- Kibice piszą o nich różne rzeczy, krytykują każdego z zawodników. A mnie się to nie podoba. Jak można atakować Roberta Lewandowskiego, na którego plecach ta reprezentacja jest dźwigana od 10 lat? Robert był królem strzelców eliminacji mistrzostw Europy i eliminacji mundialu, jako kapitan pojechaliśmy z nim na cztery wielkie imprezy. I teraz nagle ktoś chce mu zabierać opaskę? Każą mu kończyć grę w kadrze? Naśmiewają się z niego? Bo zagrał kilka słabszych meczów? Ludzie, opamiętajcie się! To nie jest robot, maszynka, którą można nakręcić. Nie zgadzam się na takie ataki. Jeśli kibice chcą, to niech napierd... we mnie. Nawet do końca kadencji. Ale niech zostawią w spokoju reprezentację i Roberta, bo to nasze dobra narodowe. Apeluję o to: drodzy kibice, bądźcie z nimi na dobre i na złe. Pamiętajcie, że razem wygrywamy i razem przegrywamy - stwierdził prezes PZPN.

Jego wywiad był szeroko komentowany. Głos w tej sprawie zabrał też Mateusz Rokuszewski, dziennikarz Canalu +, który stwierdził, że tą wypowiedzią Kulesza chciał się przypodobać Lewandowskiemu.

Rokuszewski: Kulesza podlizuje się Lewandowskiemu

- Warto zwrócić uwagę, jak desperacko Cezary Kulesza podlizuje się Robertowi Lewandowskiemu. Sam wywołuje ten temat i mówi, że może być nawet napier****y za Lewandowskiego do końca kadencji, byle tylko piłkarz miał spokój, bo Robert to jest nasze dobro narodowe. I może rzeczywiście w jakimś stopniu Lewandowski jest dobrem narodowym. Pytanie tylko, czy w jakimś stopniu daje mu to immunitet. Szczególnie wtedy, gdy kibice i opinia publiczna, mają argumenty, by go krytykować. Moim zdaniem immunitetu mu to nie daje - zaczął Rokuszewski.

- Kulesza porywa się na takie zdanie, że kadra przez 10 lat była dźwigana na plecach Roberta Lewandowskiego. Z jednej strony wygląda to na kolejną złośliwość, może nawet niezamierzoną, w kierunku Zbigniewa Bońka. Bo nawet jego przeciwnicy często powtarzali, że Boniek ma farta, że prowadzi PZPN w erze Lewandowskiego. Z drugiej strony wydaje mi się to strasznie słabe w kontekście innych piłkarzy, na których kadra mogła zawsze liczyć. Przecież ledwie kilka tygodni temu Kulesza zorganizował uroczyste pożegnanie Jakuba Błaszczykowskiego. Więc w tym momencie moglibyśmy spytać Kuleszę: "po kiego grzyba starałeś się tak uhonorować kogoś, kto w twoim przekonaniu był tylko pasażerem na plecach Lewandowskiego?". To samo moglibyśmy powiedzieć o Fabiańskim, Szczęsnym, Piszczku, Gliku, Krychowiaku czy Grosickim. Najwyraźniej tzw. obóz Lewandowskiego tupnął nóżką na tyle mocno, że Cezary Kulesza uznał, że się musi przed nim ukłonić, trochę połechtać jego ego. No i teraz może liczyć, że przynajmniej na tym froncie będzie miał spokój - podsumował Rokuszewski na antenie Canal+.

Kulesza: Jestem bez przerwy j****y

A my wróćmy do wywiadu Kuleszy z Interią, w którym prezes PZPN pozwolił sobie także na bardziej emocjonalną wypowiedź, gdzie odniósł się do swojego wizerunku.

- Od początku jestem pod obstrzałem. Mówią na przykład, że jestem wieśniakiem. Tak panie redaktorze, urodziłem się na wsi, chociaż mój tata był dyrektorem szkoły, a mama nauczycielką. Nie wstydzę się tego skąd pochodzę, nauczyłem się tam ciężkiej pracy. Mówią, że jestem "diskopolowcem". Też jestem. To był trudny biznes, w którym osiągnąłem sukces, zarobiłem duże pieniądze. Wiem zresztą, że ci sami ludzie, co się z tego śmieją, później bawią się na weselach do muzyki zespołów z mojej wytwórni. Dalej: mówią, że nie umiem wypowiadać się publicznie. A wie pan, jak u mnie na wiosce mówili? "Krowa, która dużo muczy, mało mleka daje". I dlatego wolę skupić się na robocie, a nie na gadaniu. Niech gadają inni. Mnie to nigdy nie wychodziło. Wychodziła mi za to ciężka praca. To dzięki niej mogłem zostać prezesem PZPN. Nie przyszedłem do federacji po pieniądze, bo te zarabiam gdzie indziej. Przyszedłem zrobić coś dobrego dla polskiej piłki. I jestem bez przerwy jeb... Widocznie przeszkadzam pewnym środowiskom. Ale spokojnie, nie takie rzeczy w życiu wytrzymałem. I to też wytrzymam. Chciałbym tylko, żeby moja praca była uczciwie oceniana - podsumował Kulesza.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.