Tomasz Hajto atakuje. Aż trudno uwierzyć. "Gównoburza. Hipokryzja"

Dominik Wardzichowski
- Zrobiliśmy z tego gównoburzę, to jest moje zdanie. Ja się z Mirkiem (Stasiakiem - red.) przyjaźnię i będę przyjaźnił - mówi Sport.pl Tomasz Hajto, gdy pytamy go o aferę w Kiszyniowie. Były reprezentant Polski nie tylko wybiela swojego przyjaciela, zaznacza też, że nie ma nic wspólnego z wylotem Stasiaka do Mołdawii.

Były reprezentant Polski w piłce nożnej przygotowuje się do pierwszej walki w oktagonie. W sobotę (05.08) na warszawskim Torwarze, na gali Clout MMA, zmierzy się z byłym siatkarzem Zbigniewem Bartmanem. Faworytem nie jest, ale odgraża się, że pokona młodszego aż o 14 lat rywala. - Muszę uważać, żeby mnie nie pocelował, dobrze się ustawiać i korzystać z tego, co mam najlepsze, czyli kopnięć - mówi Hajto.

Zobacz wideo Tomasz Hajto atakuje. "Gównoburza. Hipokryzja"

Zarówno on, jak i Bartman, wypowiadają się z dużym szacunkiem o rywalu. Nie ma między nimi żadnych spięć, awantur, które w federacjach freak-fightowych są często kreowane tylko dla promocji walki. - Jesteśmy byłymi reprezentantami, byłymi sportowcami, chcemy dać dobrą walkę - zapowiadają zgodnie, a więcej kontrowersyjnych opinii zaczyna pojawiać się, dopiero gdy pytamy Tomasza Hajtę o ostatnie afery wokół Polskiego Związku Piłki Nożnej. W niektóre słowa aż trudno uwierzyć.

"Chcemy przywalić prezesowi Kuleszy"

- Zrobiliśmy z tego gównoburzę, to jest moje zdanie. Ja się z Mirkiem (Stasiakiem - red.) przyjaźnię i będę przyjaźnił. Dla mnie nie ma znaczenia, czy ktoś sprzedał jeden mecz, czy dwa. A my w Polsce tłumaczymy tych, co sprzedali raz, że nie wiedzieli, że byli młodzi, a piętnujemy tych, co sprzedawali więcej razy... Dla mnie to jest bez różnicy! Wcześniej w PZPN-ie pracował Andrzej Woźniak, był trenerem od bramkarzy przy pierwszej reprezentacji, człowiek skazany prawomocnym wyrokiem. Łobodziński i Hermes dostali licencję UEFA PRO. Z tego nikt nie robił problemu, a z tego, że Stasiak pojechał na mecz wyjazdowy, bo ktoś go tam zaprosił, nie wiem jakimś cudem ktoś nie sprawdził, że jest jeszcze zawieszony, to robimy z tego gównoburzę. On nie pojechał tam w roli działacza, nie działa w polskiej piłce. Z tego co wiem, to dał coś tam chyba na siatkówkę - na Budowlanych Łódź i logo jego firmy było na spodenkach. To wszystko. W polskiej piłce są poważniejsze sprawy, którymi trzeba się zająć - atakuje 61-krotny reprezentant Polski, a to nie koniec, bo gdy pytamy, czy to prawda, że to on poznał Mirosława Stasiaka i Cezarego Kuleszę, Hajto kontynuuje swoją narrację.

- Znam się też z wiceprezydentem FIFA i co? Ja mam odpowiadać za to, co on robi w FIFA? No ludzie, to hipokryzja. Ja uważam, że jeżeli redaktor Jadczak chce być tak fachowy, to niech mi w końcu przywiezie tę listę z Wrocławia, gdzie wszyscy poszli zeznawać, bo takie było prawo i przez to zostali uniewinnieni albo wciągnięci na listę pseudo świadków koronnych. To będzie rzetelność, a teraz robimy jakąś aferę, ja nie wiem z czego, bo chcemy przywalić prezesowi Kuleszy po porażce. To był przypadek, przeprosili i zajmijmy się poważnymi problemami, kolejnymi meczami, bo ja bardziej bym się zastanawiał, czy Santos dotrze do drużyny i czy wygramy kolejne spotkania, a nie tym, czy Stasiak leciał na mecz. To nie on go przegrał. No ludzie, ja czegoś takiego jeszcze nie widziałem - kończy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.