Kulesza przerwał milczenie! I od razu bomba. "Jestem bez przerwy je***y"

- Przyszedłem zrobić coś dobrego dla polskiej piłki. I jestem bez przerwy je***y. Widocznie przeszkadzam pewnym środowiskom - mówi Cezary Kulesza, który na łamach Interii odniósł się do ostatnich afer PZPN-u.

To trudny czas dla reprezentacji Polski i PZPN-u, którego wizerunek się znacząco pogorszył. Wszystko zaczęło się od niefortunnej konferencji prasowej selekcjonera Czesława Michniewicza, który był kompletnie nieprzygotowany na pytania dotyczące afery korupcyjnej.

Zobacz wideo Siatkarze świętowali historyczne zwycięstwo w Lidze Narodów. Były śpiewy i tańce

Skandalem okazało się także zatrudnienie oskarżonego o udział w grupie przestępczej "Gruchy" w roli ochroniarza kadry. A ostatnie miesiące nie są dla PZPN-u lepsze. Kibice do teraz pamiętają aferę premiową, która wybuchła podczas mundialu w Katarze. Głośno było także o konflikcie na linii Grzegorz Krychowiak - doktor Jacek Jaroszewski, którzy pokłócili się o wspólny biznes.

Najnowszy skandal dotyczy skazanego za korupcję Mirosława Stasiaka, który pojawił się w Kiszyniowie podczas przegranego meczu z Mołdawią. Co więcej, PZPN zrzucił winę na sponsorów. A sponsorzy - jak np. firma Tarczyński - zasugerowali, że mogą się wycofywać ze współpracy z federacją.

Prezes Kulesza postanowił odnieść się do kilku kwestii w obszernym wywiadzie dla Interii

- Pan Stasiak poleciał jako osoba towarzysząca gościa zaproszonego przez firmę Inszury.pl. Jeśli ktoś kreuje inną wersję, to jego trzeba pytać, skąd ma informacje. Powiem panu, jaka jest prawda, nawet jeśli jest smutna. Jestem w PZPN od 11 lat, byłem na dziesiątkach takich wyjazdów. I wiem, że nigdy nie było procedur weryfikujących gości. Sponsorzy mieli prawo ich zapraszać, a PZPN ich nie prześwietlał. Wszystko opierało się na zaufaniu. Gdyby więc istniały procedury, a ktoś by ich nie dopełnił, to wyciągnąłbym wobec takiej osoby konsekwencje. Ale procedur nie było - chociaż jak widzimy, powinny. Dlatego podjąłem decyzję, że ta kwestia się zmieni i od teraz przed każdym wylotem będziemy weryfikować listę pasażerów - oświadczył Kulesza w rozmowie z Sebastianem Staszewskim z Interii.

Były prezes Jagiellonii Białystok odniósł się także do premii, którą premier Morawiecki obiecał piłkarzom. - Nie miałem pojęcia o ustaleniach Michniewicza. (...) O wszystkim dowiedziałem się w Katarze. I co miałem zrobić? Wyrzucić Michniewicza? Zwolnić go w trakcie turnieju? To teraz ja zapytam pana jako dziennikarz, a pan mi odpowie jako prezes. Co by pan zrobił? Ja musiałem podjąć decyzję. Czy zdenerwowałem się? Strasznie. Ale miałem wywalić Michniewicza? Sam poprowadzić reprezentację w meczu z Francją? A może oddać walkowera? Działałem dla dobra kadry. Zacisnąłem zęby i milczałem, bo to było jedyne, co mi zostało - powiedział Kulesza.

Prezes PZPN pozwolił sobie także na bardziej emocjonalną wypowiedź, gdzie odniósł się do swojego wizerunku.

- Od początku jestem pod obstrzałem. Mówią na przykład, że jestem wieśniakiem. Tak panie redaktorze, urodziłem się na wsi, chociaż mój tata był dyrektorem szkoły, a mama nauczycielką. Nie wstydzę się tego skąd pochodzę, nauczyłem się tam ciężkiej pracy. Mówią, że jestem "diskopolowcem". Też jestem. To był trudny biznes, w którym osiągnąłem sukces, zarobiłem duże pieniądze. Wiem zresztą, że ci sami ludzie, co się z tego śmieją, później bawią się na weselach do muzyki zespołów z mojej wytwórni. Dalej: mówią, że nie umiem wypowiadać się publicznie. A wie pan, jak u mnie na wiosce mówili? "Krowa, która dużo muczy, mało mleka daje". I dlatego wolę skupić się na robocie, a nie na gadaniu. Niech gadają inni. Mnie to nigdy nie wychodziło. Wychodziła mi za to ciężka praca. To dzięki niej mogłem zostać prezesem PZPN. Nie przyszedłem do federacji po pieniądze, bo te zarabiam gdzie indziej. Przyszedłem zrobić coś dobrego dla polskiej piłki. I jestem bez przerwy jeb... Widocznie przeszkadzam pewnym środowiskom. Ale spokojnie, nie takie rzeczy w życiu wytrzymałem. I to też wytrzymam. Chciałbym tylko, żeby moja praca była uczciwie oceniana - podsumował.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.