Ta informacja zaskoczyła wszystkich. Po tym jak w nocy z soboty na niedzielę dziennikarz Saeed Al-Rubaie na Twitterze, poinformował, że Fernando Santos ma opuścić reprezentację Polski i zacząć pracę w Al-Shabab zdziwili się nie tylko kibice, ale też władze Polskiego Związku Piłki Nożnej. Absurd sytuacji potęguje bowiem jeszcze kilka czynników.
Informacje z Arabii Saudyjskiej o zmianie pracodawcy napłynęły w nocy, ale szybko dotarły do PZPN-u. Wcześniej nie było żadnych znaków czy sygnałów, że Portugalczyk, chce poważnie porozmawiać z prezesem o swojej przyszłości. Związek niedzielny poranek zaczął zatem od telefonu i wysłania wiadomości do Santosa z prośbą o odniesienie się do podawanych informacji. Ten jednak na razie jest nieuchwytny. Nie odbiera telefonów, nie odczytuje nawet wiadomości. Czy korzysta w wolnej niedzieli?
Trudno powiedzieć. Po ostatnim meczu eliminacji ME z Mołdawią (Polska przegrała w Kiszyniowie 2:3), Santos skorzystał z wakacji. Wyjechał z Polski. Spędzał czas z rodziną m.in w swej ojczyźnie. To z Portugalii przyleciał 15 lipca do Krakowa, by wieczorem udać się na Superpuchar Polski. Mecz rozgrywano w Częstochowie, Santos pojawił się tam na ostatnią chwilę, po dotarciu autem z lotniska w Balicach. Jak się okazuje, w kraju nad Wisłą nie spędził zbyt dużo czasu. Po meczu znów wyleciał z Polski. Jakie miał plany i czy w ostatnim tygodniu odwiedził Arabię Saudyjską, to na razie trudno zweryfikować.
Jak usłyszeliśmy, nie miał na razie żadnych pomysłów związanych ze śledzeniem startu naszej ekstraklasy, czy też z licznymi meczami polskich drużyn w eliminacjach europejskich pucharów. Portugalczyk był umówiony, że do pracy wróci na początku sierpnia.
Zapewne wtedy chciał zacząć przygotowania do wrześniowych meczów z Wyspami Owczymi (w Warszawie) i z Albanią (w Tiranie). Czy tak się stanie?
Według arabskich mediów Santos miałby rozpocząć pracę w Arabii Saudyjskiej wraz z początkiem sezonu. Ten zaczyna się 11 sierpnia. Przypomnijmy, że Portugalczyk cały czas ma kontrakt z PZPN. Ten obowiązuje jeszcze co najmniej do końca 2024 roku.
Co najmniej, bo obejmuje dwa cykle eliminacji (do Euro 2024 i mistrzostw świata 2026). Jest jednak warunkowy. Tzn. może, ale nie musi być przedłużony wraz z zakończeniem trwającej bitwy o przyszłoroczne Euro. Pytanie tylko, czy może nim sterować tylko PZPN, czy też ważny głos w sprawie kolejnego cyklu ma Santos? Jeśli Portugalczyk uznał, że z kadrą Polski chce pracować tylko do końca eliminacji Euro, to zostaną mu niecałe 4 miesiące pracy. Kwalifikacje kończą się 17 listopada, a na razie po przegranej z Czechami i Mołdawią nasza sytuacja w grupie jest kiepska. Zajmujemy w niej 4. miejsce. Do turnieju bezpośrednio dostana się 2 drużyny. Czy Portugalczyk liczy na to, że z ostatnich miesięcy kontraktu uwolni się porozumieniem i odszkodowaniem? Przypomnijmy, że prezes Cezary Kulesza wywalczył ostatnio niemal 2 miliony złotych, od dezerterującego Paulo Sousy, który z reprezentację opuścił dla ligi brazylijskiej. W przypadku saudyjskiego kierunku i pracy w Al-Shabab Santos mógłby liczyć na ogromną pensję.