Nie ma kontaktu z Santosem. Trener za granicą, w PZPN konsternacja

Po tym jak arabskie media podały informację, że Fernando Santos jest o krok od objęcia funkcji trenera drużyny tamtejszej ligi Al-Shabab w PZPN nastąpiła konsternacja. Tym większa, że Portugalczyk nie odbiera telefonu.
Fernando Santos i Cezary Kulesza
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

Ta informacja zaskoczyła wszystkich. Po tym jak w nocy z soboty na niedzielę dziennikarz Saeed Al-Rubaie na Twitterze, poinformował, że Fernando Santos ma opuścić reprezentację Polski i zacząć pracę w Al-Shabab zdziwili się nie tylko kibice, ale też władze Polskiego Związku Piłki Nożnej. Absurd sytuacji potęguje bowiem jeszcze kilka czynników.

Zobacz wideo "FIFA" odchodzi do przeszłości. Powstało "EA Sports FC 24"

Santos nie odbiera i nie odczytuje wiadomości

Informacje z Arabii Saudyjskiej o zmianie pracodawcy napłynęły w nocy, ale szybko dotarły do PZPN-u. Wcześniej nie było żadnych znaków czy sygnałów, że Portugalczyk, chce poważnie porozmawiać z prezesem o swojej przyszłości. Związek niedzielny poranek zaczął zatem od telefonu i wysłania wiadomości do Santosa z prośbą o odniesienie się do podawanych informacji. Ten jednak na razie jest nieuchwytny. Nie odbiera telefonów, nie odczytuje nawet wiadomości. Czy korzysta w wolnej niedzieli?

Trudno powiedzieć. Po ostatnim meczu eliminacji ME z Mołdawią (Polska przegrała w Kiszyniowie 2:3), Santos skorzystał z wakacji. Wyjechał z Polski. Spędzał czas z rodziną m.in w swej ojczyźnie. To z Portugalii przyleciał 15 lipca do Krakowa, by wieczorem udać się na Superpuchar Polski. Mecz rozgrywano w Częstochowie, Santos pojawił się tam na ostatnią chwilę, po dotarciu autem z lotniska w Balicach. Jak się okazuje, w kraju nad Wisłą nie spędził zbyt dużo czasu. Po meczu znów wyleciał z Polski. Jakie miał plany i czy w ostatnim tygodniu odwiedził Arabię Saudyjską, to na razie trudno zweryfikować.

Jest za granicą, nie miał w planach oglądać startu ekstraklasy

Jak usłyszeliśmy, nie miał na razie żadnych pomysłów związanych ze śledzeniem startu naszej ekstraklasy, czy też z licznymi meczami polskich drużyn w eliminacjach europejskich pucharów. Portugalczyk był umówiony, że do pracy wróci na początku sierpnia.

Zapewne wtedy chciał zacząć przygotowania do wrześniowych meczów z Wyspami Owczymi (w Warszawie) i z Albanią (w Tiranie). Czy tak się stanie?

Według arabskich mediów Santos miałby rozpocząć pracę w Arabii Saudyjskiej wraz z początkiem sezonu. Ten zaczyna się 11 sierpnia. Przypomnijmy, że Portugalczyk cały czas ma kontrakt z PZPN. Ten obowiązuje jeszcze co najmniej do końca 2024 roku.

Co najmniej, bo obejmuje dwa cykle eliminacji (do Euro 2024 i mistrzostw świata 2026). Jest jednak warunkowy. Tzn. może, ale nie musi być przedłużony wraz z zakończeniem trwającej bitwy o przyszłoroczne Euro. Pytanie tylko, czy może nim sterować tylko PZPN, czy też ważny głos w sprawie kolejnego cyklu ma Santos? Jeśli Portugalczyk uznał, że z kadrą Polski chce pracować tylko do końca eliminacji Euro, to zostaną mu niecałe 4 miesiące pracy. Kwalifikacje kończą się 17 listopada, a na razie po przegranej z Czechami i Mołdawią nasza sytuacja w grupie jest kiepska. Zajmujemy w niej 4. miejsce. Do turnieju bezpośrednio dostana się 2 drużyny. Czy Portugalczyk liczy na to, że z ostatnich miesięcy kontraktu uwolni się porozumieniem i odszkodowaniem? Przypomnijmy, że prezes Cezary Kulesza wywalczył ostatnio niemal 2 miliony złotych, od dezerterującego Paulo Sousy, który z reprezentację opuścił dla ligi brazylijskiej. W przypadku saudyjskiego kierunku i pracy w Al-Shabab Santos mógłby liczyć na ogromną pensję.