Po pierwszej połowie meczu Polski z Mołdawią w eliminacjach do Euro 2024 można było się zachwycać współpracą Roberta Lewandowskiego z Arkadiuszem Milikiem, czy aktywnością Nicoli Zalewskiego. Ale w drugiej połowie Biało-Czerwoni roztrwonili dwubramkową przewagę, przegrali ostatecznie 2:3 i znowu kibice wrócili myślami do najmroczniejszych lat, gdy nie dostawaliśmy się na żaden turniej.
- Do tej pory nie zobaczyłem nawet zarysu myśli szkoleniowej Fernando Santosa. Jak patrzyłem na niego na ławce, to wyglądał tak, jakby swoją postawą chciał usypiać naszą reprezentację - narzekał na naszych łamach Jacek Bąk, były kapitan reprezentacji. A teraz swoje trzy grosze dorzucił jego kolega z boiska - Radosław Kałużny.
Po czerwcowym zgrupowaniu pojawiło się dużo głosów, że Santos - być może - za wcześnie zrezygnował z weteranów - Kamila Glika, Grosickiego czy Grzegorza Krychowiaka. I to zdanie podziela Kałużny.
- Nie chce mi się znów roztrząsać, że duet Jakub Kiwior - Jan Bednarek, a szczególnie druga połowa tej pary, nie daje choćby cienia gwarancji na stabilną defensywę, która trudno oszukać i wbić gola. Kamil Glik jest przewidywalnym, twardym facetem. I potrafi huknąć w szatni na kolegów, a jeśli zajdzie potrzeba, także na boisku. Przy nim Kiwior szybciej stałby się obrońcą dobrym jak... kawior. A Bednarkowi pomoc Glika jeszcze bardziej przydałaby się - powiedział na łamach "Przeglądu Sportowego".
I dodał: Teraz trzeba podbić do Kamila z Kwiatami. Były szykowane na jego benefisowe spotkanie z reprezentacją, a teraz w sam raz będą eleganckim załącznikiem do przeprosin i ponownego zaproszenia go do kadry, które powinien wystosować sam Fernando Santos - podsumował Kałużny.
Na Euro 2024 zagrają co najmniej dwie drużyny z tego grona. Co najmniej, bo oprócz 20 zespołów - zwycięzców i wiceliderów - z 10 grup, a także niemieckich gospodarzy turnieju, na Euro awansują też trzy zespoły, które zostaną wyłonione w barażach. Zagrają w nich czołowe drużyny z każdej z trzech dywizji Ligi Narodów, które nie uzyskają awansu w eliminacjach ME.