Maestro Błaszczykowski. "Lewandowski nie pamięta". Zagrali bez słów

W reprezentacyjnej karierze Jakuba Błaszczykowskiego zdarzyło się tak wiele - afera biletowa, spór o opaskę kapitańską, rola u Jerzego Brzęczka - że można było zapomnieć, jak w kadrze zmieniała się jego gra i jak jego gra zmieniała kadrę, a także nasze postrzeganie pozycji skrzydłowego - pisze Michał Zachodny, dziennikarz Viaplay oraz autor książki pt. "Polska Myśl Szkoleniowa".

Murawa była fatalna, a stroje – obsydianowo-biało-czerwone – jeszcze gorsze. Wynik dał więcej nadziei niż gra, ale tego kibice potrzebowali na nieco ponad dwa lata przed mistrzostwami Europy współorganizowanymi przez Polskę. Wreszcie też zdawało się, że coś zaskoczyło, nawet jeśli nie w poszczególnych formacjach, to pomiędzy dwoma piłkarzami. Przed meczem z Bułgarią Jakub Błaszczykowski i Robert Lewandowski zagrali ze sobą w kadrze tylko 290 minut, a wtedy w Warszawie nie tylko strzelili po golu, lecz nawzajem sobie asystowali. To miał być początek czegoś wyjątkowego.

Zobacz wideo Santos sprawdza młodzież. "Jestem zaskoczony i szczęśliwy"

Błaszczykowski zmienił nasze postrzeganie pozycji skrzydłowego

Minął ledwie kwadrans spotkania otwierającego Euro 2012, a nadzieje się spełniały. Turniej Polacy zaczęli lepiej, niż którekolwiek ze spotkań przygotowujących ich do imprezy życia. Już w 4. minucie Lewandowski z Błaszczykowskim szukali się w polu karnym podaniami, chwilę później prawą stroną szarżował Łukasz Piszczek. Ta trójka jakby ciągle była blisko siebie, kombinowała i nic dziwnego. To był okres ich największych sukcesów w futbolu klubowym, dwóch kolejnych mistrzostw Niemiec. Kwestią sporną nie pozostawało, czy opierać na tej trójce kadrę, ale jak sprawić, by to funkcjonowało.

Błaszczykowski był kluczowym spoiwem, odzwierciedleniem zawodnika, jakiego kibice chcieli widzieć w każdym trochę bardziej błyskotliwym piłkarzu z ekstraklasy. Bardziej błyskotliwym, czyli przebojowym, pewnym swego, nie poddającym się, robiącym przewagę dryblingiem, podaniem czy uderzeniem. To były pierwsze lata po tym, jak polski futbol podnosił się z beznadziei reprezentacji w ostatniej dekadzie XX wieku - wracaliśmy na międzynarodowe turnieje, mieliśmy piłkarzy w zagranicznych klubach. Tuż przed ostatnim występem skrzydłowego w reprezentacji można powiedzieć, że Błaszczykowski był jednym z tych, który te nadzieje urzeczywistnił.

Więcej treści sportowych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

I wtedy na Stadionie Narodowym z Grecją także to potwierdził. Piszczek doskokiem wymusił stratę rywali, Błaszczykowski rozegrał piłkę z Ludovicem Obraniakiem i fantastycznie dośrodkował do Lewandowskiego, który strzelił pierwszego gola. Wtedy wydawało się, że to będzie wreszcie ich – nasze, kadry – lato.

Paradoks Kuby w kadrze polega jednak na tym, że osławiona "trójka z Dortmundu" współpracująca w sensie ścisłym rzadko była tym decydującym elementem. Wspomniany mecz z Bułgarią? Dwa gole zostały strzelone po najprostszych możliwych akcjach: wykopach Tomasza Kuszczaka i obrońców na Lewandowskiego lub zgraniu do Błaszczykowskiego, przyspieszeniu i mocnym wykończeniu. Daleko temu było do schematów z jakich znana była ich Borussia.

Mimo to Lewandowski też czuł, że i dla niego, napastnika, zawiązuje się współpraca wyjątkowa. – Rozumieliśmy się świetnie – mówił po wygranej na Konwiktorskiej w Warszawie. – W dzisiejszych czasach to normalne, że zawodnicy zmieniają się pozycjami w trakcie meczu. Ja też starałem się to robić, w kolejnych meczach mam nadzieję, że będzie nam to wychodziło jeszcze lepiej – dodawał.

Ilu akcji się doczekał? Błaszczykowski asystował Lewandowskiemu pięciokrotnie. W pełni "dortmundzka" była akcja w momencie, w którym dwóch z tej trójki miało już za sobą swoje ostatnie spotkanie dla Borussii. Z Gruzją w Warszawie w doliczonym czasie gry prawy obrońca wspaniale podał na wolne pole do skrzydłowego, ten podbił piłkę nad bramkarzem i na przedpole bramki, by napastnik kapitalnym wyskokiem pokonał obrońców i strzelił gola głową. To była taka akcja w której wzajemne zrozumienie – wykraczające poza wspólne treningi, nawet mecze kilka razy do roku – musiało zajść bez jednego spojrzenia czy słowa.

Może dlatego Lewandowski nie pamięta ani żadnej z pięciu asyst Błaszczykowskiego, ani ich wspólnych akcji, lecz z tego czasu wspólnego w kadrze zapamiętał radość. – Jeśli chodzi o reprezentację, to tym [momentem], który od razu przychodzi mi do głowy jest ćwierćfinał mistrzostw Europy i radość po strzeleniu gola. Jak o tym myślę i wspominam, to mam to cały czas przed oczami – mówił kapitan przed meczem z Niemcami.

On i Piszczek mieli łatwiej. Strzelającego gole Lewandowskiego należało trzymać jak najbliżej bramki przeciwnika, a prawy obrońca w Polsce zdefiniował, a na świecie wzmocnił nowoczesną rolę swojej pozycji. Tymczasem piłkarza tak przebojowego i kreatywnego, jak Błaszczykowski w swoim szczycie, kadra potrzebowała wszędzie. W Euro 2012 na lewym skrzydle grał Maciej Rybus, którego w późniejszych latach cofnięto do obrony. Gdy Kuba zaczynał karierę w kadrze, to kreatywność naturalizowano – najpierw w osobie Rogera Guerreiro, następnie Ludovica Obraniaka. Nawet Euzebiusz Smolarek nie był uznawany za produkt polskiej myśli szkoleniowej, a z nim Błaszczykowski rozegrał 20 spotkań.

Selekcjonerzy kombinowali. Smudzie zdarzało się ustawiać za napastnikiem dwóch rozgrywających i Błaszczykowskiego, dając im swobodę w wymienianiu się pozycjami – efektem choćby gol Kuby z Gruzją w 2011 roku, gdy zbiegł z lewej strony do środka i wymienił podania z Lewandowskim. Po podobnym zachowaniu był też strzał w poprzeczkę przeciwko Korei Południowej kilka miesięcy później, który zakończył się dobitką i bramką snajpera. Zresztą Błaszczykowski swojego gola w Seulu strzelił po doskoku do pressingu także z lewej strony.

Wtedy był już kapitanem, rotacje meczowe u Smudy skończyły się wraz z rosnącą stawką i ograniczonymi wyborami kadrowymi, Waldemar Fornalik jeszcze mocniej opierał swój zespół o prawą stronę, choć bez efektów bramkowych Lewandowskiego. Czasem coś się udało, jak gol Piszczka po asyście Błaszczykowskiego z Ukrainą, choć w przegranym meczu na Narodowym (1:3).

Eksperymenty z Błaszczykowskim w kadrze

Zmieniać chciał nawet Adam Nawałka i to na samym początku swojej kadencji. O ile ze Słowacją (0:2 we Wrocławiu) jeszcze było normalnie, o tyle kilka dni później z Irlandią (0:0 w Poznaniu) wystawił Błaszczykowskiego za napastnikiem. – Miał grać jako "dziesiątka" o charakterystyce napastnika. Rozegranie piłki nie było jeszcze zadowalające, ale na lepszym poziomie, niż ze Słowacją – mówił selekcjoner. Swój ruch tłumaczył chęcią szukania nowych rozwiązań w konkretnym celu – uruchomienia Lewandowskiego. W swoim stylu mówił, że widział "inną lokomocję", "zunifikował strategię" i widział w tym meczu "maluteńkie światełko nadziei". Zanim jednak mógł powtórzyć swoje manewry z Poznania, to zbyt wiele – na dobre – zmieniło się w jego kadrze. Zmienił się także sam Błaszczykowski.

Gdy skrzydłowy starał się zostać "dziesiątką", kilkaset kilometrów na wschód rozbłyskiwała gwiazda kolejnego napastnika – tego samego dnia Arkadiusz Milik strzelił trzy gole dla młodzieżówki z Grecją i awansował do pierwszej reprezentacji. Gdy w styczniu kontuzji kolana doznał Błaszczykowski to stało się jasne, że przed eliminacjami Euro 2016 Nawałka nie będzie mógł opierać budowy ofensywy na tym skrzydłowym.

Wracając po półtora roku na mecz z Gruzją – tak, ten z akcją "trio z Dortmundu" – odnajdywał się już w nowym otoczeniu. Kadra była po zwycięstwie z Niemcami i udanym początku eliminacji, Lewandowski strzelał gole dzięki współpracy z Milikiem i innymi skrzydłowymi. 30-letni Błaszczykowski, który stracił przez urazy około 50 spotkań Borussii, musiał w karierze klubowej szukać nowej drogi, a w reprezentacyjnej – nowej roli. Odnalazł ją we wszechstronności.

Podczas Euro 2016 nie było w tym względzie zawodnika częściej od niego wykonującego to działanie – i nie chodzi o drybling, z którym Błaszczykowski był utożsamiany, ale próbę odbioru piłki. W pięciu meczach we Francji miał ich więcej (30), niż w całym sezonie spędzonym w Serie A (28). Wraz z Piszczkiem zamknęli prawą stronę, a z każdym spotkaniem pewność siebie Kuby rosła. Także wyrażana ofensywą: od asysty z Irlandią Północną, przez gola strzelonego Ukrainie, do trafienia ze Szwajcarią. Można też spojrzeć w inne statystyki: w pierwszym meczu wygrał tylko dwa pojedynki w ofensywie, w ostatnim – 12. Choć nie był tak przebojowy, jak jeszcze cztery lata wcześniej, to stał się bohaterem najlepszego wyniku kadry w XXI wieku.

A przecież mógł być nawet półfinał i to niekoniecznie po wykorzystaniu rzutu karnego przez Błaszczykowskiego. Wcześniej, na pięć sekund przed końcem dogrywki, piłkę odbiera na 30. metrze od bramki Portugalczyków Piszczek i, nie patrząc, co się dzieje, bez zastanowienia uderza – niecelnie. A gdyby spojrzał, to dostrzegłby, że na swojej ulubionej pozycji w polu karnym jest nieobstawiony Błaszczykowski. Nie na spalonym, rywale daleko, była też linia podania. I gdyby je otrzymał, to pewnie zrobiłby to, co wielokrotnie w karierze mu się udawało.

Dwa lata później w pierwszym meczu mundialu z Senegalem na prawej stronie nie zmieniły się tylko personalia. Piszczek w poprzedzającym turniej sezonie klubowym przez urazy stracił więcej spotkań, niż w dwóch wcześniejszych latach. Błaszczykowski w barwach Wolfsburga nie rozegrał w Bundeslidze nawet dziewięciu godzin. Nawałka, także ze względu na słabnącą stabilność defensywy, po zwycięskich eliminacjach zaczął próbować nowego ustawienia. Dla bocznego obrońcy oznaczało to zejście do trójki stoperów, dla skrzydłowego – bliżej środka pola. Ich współpraca została zaburzona, a brak formy fizycznej obnażony. Ze względu na uraz Kuba opuścił boisko już w przerwie meczu z Senegalem, ponownego wejścia na boisko w turnieju już się nie doczekał – choć z Japonią stał już przy linii bocznej w doliczonym czasie gry. Na zmianę, wobec tego, że dwie drużyny symulowały grę ze względu na układające się dla nich wyniki, nie pozwolił sędzia spotkania.

Tak zakończyła się współpraca Piszczka z Błaszczykowskim, później już razem w kadrze nie zagrali. Z Lewandowskim mu się zdarzało, lecz napastnik szukał innych kombinacji, m.in. z rosnącym w drużynie Piotrem Zielińskim. Interesujące jest jednak to, że z pozycją i rolą Kuby kombinował selekcjoner, który miał być mu najbliższy. W swoim debiucie z Włochami w Lidze Narodów Jerzy Brzęczek ustawił go na lewej stronie (Kuba spowodował wówczas rzut karny), były jesienią 2018 roku mecze w których posyłał zespół bez skrzydłowych. Z Portugalią (2:3) ostatniego gola Błaszczykowski strzelił uderzeniem zamykającym akcję prawą stroną – on sam był ustawiony na lewej. W tamtym okresie i tak już był wyłącznie rezerwowym.

Tak więc boiskowa kariera Błaszczykowskiego w kadrze, choć zdecydowanie mniej skomplikowana niż ta poza murawą, też swoje zwroty miała. Po jej zakończeniu kibice będą mogli zatęsknić za wszystkimi naturalnymi piłkarskimi cechami skrzydłowego, lecz to, co wyróżniało Kubę – i z tłumu następców nadal wyróżnia – to boiskowa inteligencja, skuteczność "zarówno w defensywie, jak i ofensywie" oraz świadomość, że samotną szarżą bardzo rzadko można osiągnąć coś dobrego. Karierę kończy już drugi z dortmundzkiej trójki, ale nie da się uciec od wrażenia, że każdy z nich pozostanie wzorcem na swojej pozycji – i to na długie lata.

Więcej o:
Copyright © Agora SA