Hansi Flick, trener reprezentacji Niemiec, dał swoim rodakom gorący temat do dyskusji. Wszystko przez czwartkową konferencję prasową przed meczem z Polską. Według zapowiedzi niemieckiej federacji (DFB) szkoleniowiec miał na niej wystąpić w towarzystwie Joshuy Kimmicha. Pomocnik Bayernu pod nieobecność Manuela Neuera został kapitanem reprezentacji. Niemieckich dziennikarzy czekało jednak spore zaskoczenie, bo zamiast Kimmicha na salę wszedł jego klubowy kolega Jamal Musiala.
Zagadka czwartkowej konferencji szybko stała się tematem roztrząsanym przez niemieckie media. Kimmich nie miał bowiem ostatnio dobrej prasy. Kiepska końcówka sezonu sprawiła, że spłynęła na niego fala krytyki. - Ludzie grający obok niego ostatnio się pogarszają, ponieważ muszą wykonywać za Kimmicha pracę, do której nie przywykli. Kimmich czasami chce za dużo na boisku, a to szkodzi nie tylko jemu, ale także jego kolegom - krytykował go Lothar Matthaeus na łamach "Bilda". Podobnych głosów było ostatnio więcej. - Czy trener reprezentacji chciał go chronić? Nad żadnym nazwiskiem nie ma większych dyskusji w piłkarskich Niemczech niż nad Joshuą Kimmichem - zastanawiała się stacja Sport 1.
Według jej informacji piłkarz był gotowy zmierzyć się z trudnymi pytaniami i krytycznymi głosami na konferencji prasowej, ale w ostatniej chwili sprzeciwił się temu Hansi Flick. W niemieckiej kadrze panuje bowiem zwyczaj, że dział medialny DFB rekomenduje trzech potencjalnych kandydatów do wyjścia na konferencję, ale nad ostatecznym wyborem ostatecznie dyskutuje sztab trenerski.
W końcu i tak nie mogło zabraknąć pytania o Kimmicha, więc odpowiedział na nie sam selekcjoner. - On ma taką mentalność, że zawsze chce wygrywać. Robi wszystko, żeby to osiągnąć. Jego postawa jest czymś, co mieli Kobe Bryant i Michael Jordan. Przewodzi i jest wzorem do naśladowania dla wszystkich graczy. Dlatego chciałbym, żebyśmy wszyscy go wspierali. On też ma prawo mieć złą fazę sezonu - tłumaczył Flick.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl.
Dziennikarze twierdzili jednak, że opaska kapitańska bardziej niż Kimmichowi należy się Ilkayowi Guendoganowi. Flick odpowiedział na zarzut dość zaskakująco. - Gracze, tacy jak Guendogan, często są wychwalani pod niebiosa. A potem patrzymy, jak się tam spalają - stwierdził.