Fernando Santos wsadzony na minę. Przynajmniej poznał polską duszę

Michał Kiedrowski
*Mecz pilki noznej Czechy - Polska w Pradze
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

W najbliższych dniach reprezentacja Polski w piłce nożnej rozegra dwa mecze. Jeden bardzo ważny, drugi mało ważny. Obawiam się, że na pytanie, który jest który zdania byłyby mocno podzielone - pisze w komentarzu Michał Kiedrowski.

W piątek Polska gra z Niemcami w Warszawie, a we wtorek z Mołdawią w Kiszyniowie. Pierwszy jest towarzyski, w drugim drużyna trenera Fernando Santosa zagra o punkty w eliminacjach Euro 2024.

Zobacz wideo

 Santos wywołał burzę słowami, że mecz z Niemcami go nie interesuje

Który mecz jest dla portugalskiego trenera Polaków mało ważny, a który bardzo ważny, nie ma wątpliwości. W końcu kwietnia udzielając wywiadu TVP Sport, dał wyraźnie do zrozumienia, co myśli o graniu z Niemcami w przeddzień ważnego spotkania w eliminacjach Euro 2024: - Jeżeli teraz by mnie zapytano, czy mamy w nim zagrać, to odpowiedziałbym, że nie. Nie interesuje mnie tak naprawdę. Nie jest mi to potrzebne — stwierdził

No i rozpętała się burza. Co wyraźnie uświadomiło trenerowi wychowanemu w Lizbonie, że mecz z Niemcami dla Polaków nigdy nie będzie mało ważny. Ktoś musiał przywołać go do porządku. Widać to po udzielonym zaraz potem wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej.  

— Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, jakie są relacje Polski z Niemcami: historyczne, kulturalne, polityczne... Dlatego wiem, jaka jest waga tego meczu dla Polaków i to szanuję — podkreślił. 

I dodał: - Mecz z Niemcami był już planowany w momencie, kiedy mnie jeszcze tu nie było. To była decyzja federacji, którą respektuję w stu procentach. Po pierwsze, kiedy zakładamy koszulkę z godłem, reprezentujemy kraj i musimy dać z siebie maksimum. Dlatego podejdziemy do tego meczu z nastawieniem, żeby wygrać. Po drugie, nie lubię, wręcz nienawidzę przegrywać. Dla mnie nie ma meczów mniej lub bardziej oficjalnych, są tylko takie, w których reprezentuje się kraj. 

Kilka godzin wystarczyło, żeby Santos poznał polski mental

W kolejnym wywiadzie Santos dodał, że kupił sobie nawet książkę o historii Polski, aby jeszcze lepiej poznać kraj, w którym pracuje. Wydaje mi się jednak, że godziny po udzieleniu pierwszego wywiadu wystarczyły, żeby mental Polaków poznał lepiej niż z jakiejkolwiek książki. 

A ten nasz specyficzny duch narodowy oddał Franciszek Smuda w niedawnym wywiadzie dla Polsatu Sport. — Do czego to doszło, że my się boimy Mołdawii, no ludzie złoci! — peroruje były selekcjoner reprezentacji Polski. — Prezes Kulesza chciał meczu z Niemcami i powiem szczerze, że to bardzo dobra decyzja. Dla PZPN-u i dla wszystkich kibiców, a przede wszystkim dla Kuby Błaszczykowskiego, któremu należą się wielkie słowa podzięki za to, co zrobił dla polskiej piłki. 

No ludzie złoci, przecież tu jest wszystko. Obśmianie Santosa, że boi się jakieś tam Mołdawii, którą tak naprawdę powinniśmy położyć jedną ręką i to po nocy spędzonej na weselu najlepszego kumpla. Jest więc duma narodowa, jest poczucie naszej mocy sprawczej i siły. Ale idźmy dalej. Jest — pewnie niezamierzone — nawiązanie do naszej epopei narodowej — barejowskiego "Misia". Po zdaniu o bardzo dobrej decyzji naszego prezesa piosenka: "łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu", sama się śpiewa.

Wielkie święto przed egzaminem. Kto tak robi? No właśnie!

Oczywiście Smuda ma rację. Mecz z Niemcami to znakomita okazja dla PZPN, by podreperować budżet. Bilety od 140 do 280 złotych poszły jak świeże bułeczki, choć wszyscy klęli pod nosem, że drożyzna. No, ale i na to jest wytłumaczenie: inflacja dotknęła nawet mecze reprezentacji. 

No i na koniec jest wzruś. Kuba (koniecznie w zdrobnionej formie, nie jakiś tam Jakub) Błaszczykowski kończy karierę. Wystarczy wspomnieć tylko, ile zrobił dla naszej piłki, by łezka w oku się zakręciła. Chciałoby się powiedzieć: jesteśmy, k***a, narodem romantycznym.  

I nie chodzi mi o to, by obśmiać byłego trenera kadry. Powiem szczerze, że trafiłem na jego wypowiedź przypadkowo, ale wyjątkowo mi się spodobała. Chodzi mi o to, że to wszystko jest u nas postawione na głowie. Oczywiście, że Jakuba Błaszczykowskiego warto pożegnać. Oczywiście, że z Niemcami warto zagrać. Oczywiście, że w każdym meczu kadry trzeba grać z pełnym zaangażowaniem.  

A jednak duma narodowa, świadomość historyczna i romantyczne wzruszenia nie powinny nam odbierać rozumu. A on mówi, że najważniejsze są trzy punkty w Kiszyniowie. Że po porażce z Czechami w Pradze i niespecjalnie zachwycającym meczu z Albanią, awans na Euro 2024 nie jest formalnością. Kadra znajduje się na zakręcie. I naprawdę najmniejszy kamyczek na trasie — np. jakaś głupia kontuzja w meczu z Niemcami — może wysadzić ją z szyn. Jeśli trener mówi, że mecz z Niemcami nic mu nie da, to ja mu wierzę. I wierzę, że mówi tak nie dlatego, iż boi się Mołdawii, ale dlatego, że mecz mało ważny zabiera mu czas potrzebny na przygotowanie do meczu bardzo ważnego. Postawmy się w jego sytuacji: ma zawieść kibiców i wystawić na Niemcy na wpół rezerwowy skład, czy samemu wsadzić się na minę i zagrać w piątek w najsilniejszym zestawieniu?

Mecz z Niemcami będzie wielkim wspaniałym świętem dla polskiej piłki. Tylko, kto świętuje przed ważnym egzaminem? No racja. My! No to polejmy, egzamin jakoś się zda. 

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...