Zieliński i Zalewski poszli w patostreaming. Jakież to jest smutne. Nasi reprezentanci

Michał Kiedrowski
W oratorskim popisie Piotra Zielińskiego i Nicoli Zalewskiego najsmutniejsze nie jest to, że obaj zawodnicy tzw. reprezentacji narodowej dali próbkę prymitywnego zachowania, ale to, jak przyjęło to tzw. środowisko. Jakoś nikt nie pamięta, że w sport powinien nieść ze sobą jakieś wartości, a nie być patorozrywką - pisze Michał Kiedrowski ze Sport.pl

W przerwie meczu włoskiej Serie A między Napoli, w której to drużynie gra Piotr Zieliński i AS Roma Nicoli Zalewskiego, obaj polscy piłkarze ucięli sobie pogawędkę przed wyjściem na murawę. Odbyła się ona w tak rynsztokowym stylu, że wstyd cytować. Obaj reprezentanci Polski bez zażenowania okładali się grubym słowem, nie zważając na obecność kamer i mikrofonów. Zachowali się niczym początkujący patostreamerzy, którzy w internecie pokazują swoje społecznie nieakceptowane zachowania.

Zobacz wideo

Piłkarze i tak nie mają wysokich notowań. Zieliński i Zalewski tylko potwierdzili, że nie ma czego od nich oczekiwać

I wydawało mi się, że wszyscy, którzy obejrzeli tę scenę, powinni poczuć zażenowanie, że dwóch młodych sportowców zachowuje się tak prostacko i prymitywnie. Oczywiście nie to, żebym był zaskoczony, w końcu piłkarze nie mają najwyższych notowań w społeczeństwie. Nawet kibice nie cenią ich za intelekt i maniery. Jednak upewnianie wszystkich dookoła, że po reprezentantach Polski nie ma co oczekiwać minimalnego poziomu kultury, to jednak przesada.  

I właściwie nie miałem zamiaru dzielić się swoim smutkiem z powodu prymitywnego zachowania dwóch uprzywilejowanych młodych ludzi, którzy na arenie międzynarodowej reprezentują także mnie, gdyby nie reakcje, jakie pogawędka Zielińskiego i Zalewskiego wywołała w Polsce. Okazało się bowiem, że w sumie nic się nie stało. Dowiedziałem się np., że 70 proc. kumpli tak ze sobą gada grając w FIFĘ i na Orliku, że przecież tzw. trash-talking, czyli słowne prowokowanie rywala, to norma w zawodowym sporcie. I w ogóle Zalewski z Zielińskim to w sumie dobrzy kumple, więc mogą sobie bluzgać na lewo i prawo oraz wyzywać się od najgorszych nawet w miejscu publicznym. I nikomu nic do tego. 

Żenujące, prymitywne i odpychające. Od uprzywilejowanych młodych ludzi trzeba więcej wymagać

Przeczytałem i posłuchałem wielu opinii. Dosłownie nikt nie zwrócił uwagi, że jednak to zachowanie żenujące, prymitywne i odpychające. Już tak wszyscy przyzwyczailiśmy się do rynsztokowego języka w życiu publicznym, że nikogo nie razi wiązanka rzucona przez zawodnika, który w teorii powinien być wzorem dla innych? Tu chodzi o elementarną wrażliwość i poczucie odpowiedzialności za innych.

Przypomnę, że u źródeł sportu w starożytnej Grecji była idea kalokagatii, a etymologia tego słowa pochodzi od "kalos" i "kagatos", czyli "piękny" i "dobry". Sportowiec miał być nie tylko wzorem do naśladowania jako ten, który z uporem trenuje i umartwia swoje ciało, by osiągnąć sukces na stadionie, ale też jako ten, który jest etycznie nieskazitelny i rywalizuje z innymi w duchu wzajemnego szacunku i poszanowania reguł. I ten starożytny ideał odrodził się w XIX wieku najpierw na Wyspach Brytyjskich, a potem na całym świecie. Sport uzyskał wyjątkowo uprzywilejowaną pozycję społeczną właśnie z racji wartości etycznych, jakie ze sobą niesie. Bez nich jest wynaturzeniem, które powinno się raczej zwalczać niż promować. 

I nie chodzi o to, by Zielińskiego czy Zalewskiego wytykać palcami i piętnować, ale żeby przypomnieć, że tego typu zachowania są nie do zaakceptowania w duchu sportu. Sport to przecież fair play i szacunek dla przeciwnika. Żaden trash-taking – nawet taki dla tzw. beki jak w przypadku Zielińskiego i Zalewskiego – się w tych słowach nie mieści.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.