Zaczęło się od kuriozum. Potem była pompa, jakiej w PZPN nigdy nie było

Konrad Ferszter
Filipe, a nie Fernando Santosem nazwał Cezary Kulesza nowego selekcjonera reprezentacji Polski. I choć konferencja prasowa zaczęła się od kuriozalnego przejęzyczenia, to była dużo poważniejsza niż wszystkie poprzednie. Z taką pompą selekcjonera reprezentacji Polski PZPN jeszcze nie witał.

- Selekcjonerem reprezentacji Polski będzie Filipe Santos - powiedział Cezary Kulesza, zapowiadając nowego trenera najważniejszej drużyny w kraju. Przejęzyczenie prezesa PZPN spotkało się z konsternacją i śmiechem ze strony zgromadzonych dziennikarzy i gości. Ale to był jedyny moment, w którym w loży VIP Stadionu Narodowego zrobiło się trochę przaśnie, a trochę strasznie.

Zobacz wideo Santos zrezygnuje z Glika? Jest następca. "Drugi w rankingu"

Fernando Santos - bo tak nazywa się nowy selekcjoner reprezentacji Polski - został przywitany z pompą, jakiej wcześniej nie doświadczyliśmy. Konferencja prasowa Portugalczyka była inna niż te, na których witaliśmy jego poprzedników. 

Były nerwy, frazesy i sądowe groźby

W lipcu 2018 r., kiedy selekcjonerem reprezentacji Polski zostawał Jerzy Brzęczek, trudno było oprzeć się wrażeniu, że głównym bohaterem konferencji był ówczesny prezes PZPN Zbigniew Boniek. To on rozsiadł się pośrodku stołu w sali konferencyjnej Stadionu Narodowego, sadzając Brzęczka po swojej prawej stronie. To też on zaczął konferencję od monologu.

- Idziemy naprzód, a wybór Jurka na selekcjonera to krok w pewność, a nie w niepewność - mówił Boniek. - Ale nie będę przedłużał. Na pewno macie dziesiątki pytań do mnie... I oczywiście nowego selekcjonera - zakończył po kilku minutach, co najlepiej podsumowało tamtą konferencję prasową.

Fernando Santos i Cezary KuleszaPortugalczycy mówią o Santosie. I mają problem. "Źle"

Sam Brzęczek wyglądał na zdenerwowanego, kilka razy się przejęzyczył. Kiedy mówił, że jest pełen entuzjazmu i energii, robił to w taki sposób, że trudno było mu wierzyć. Podobnie było w styczniu 2021 r., kiedy w trakcie zdalnej konferencji prasowej prezentowany był jego następca - Paulo Sousa. Portugalczyk nie był jednak zdenerwowany. On rzucał tanimi frazesami, którymi szybko zapracował na miano "bajeranta".

- Modlę się z wami, abyście nigdy, ale to nigdy się nie poddawali, abyście nigdy nie tracili nadziei. Nie lękajcie się - to od cytatu z Jana Pawła II zaczął Sousa swoją wypowiedź. Potem opowiadał o naszej historii i wielkiej tradycji, ale konkretów na tej konferencji było mało. Portugalczyk powiedział, że zdecydował o tym, kto będzie numerem jeden w bramce, ale nazwiska nie podał. Wymijająco odpowiedział też na pytanie o boiskową rolę Piotra Zielińskiego i Roberta Lewandowskiego. 

Rok temu konkretniejszy był Czesław Michniewicz, ale jego konferencję zapamiętaliśmy przede wszystkim z uwagi na pytania o przeszłość związaną z szefem korupcyjnej mafii, z którym Michniewicz kontaktował się 711 razy.

Fernando SantosFernando Santos nowym selekcjonerem reprezentacji Polski

Selekcjoner w końcu wściekł się na zadającego mu pytania dziennikarza Szymona Jadczaka. - Pana wypowiedź nadaje się do prokuratury i to troszeczkę z innej strony niż pan myśli. To nie ja powinienem być oskarżony, tylko pan. Pan insynuuje, że uczestniczyłem w dwóch sprzedanych meczach, co jest totalną bzdurą - mówił Michniewicz, grożąc sądowym pozwem.

Loża VIP, zacni goście, efektowne wejście

We wtorek było inaczej. Zamiast sali konferencyjnej, w której prezentowano kolejnych selekcjonerów, była wielka loża VIP Stadionu Narodowego. Zamiast stołu i ścianki reklamowej, przy której słuchaliśmy trenerów, była scena i ekran. To na niej, przed LED-owymi reklamami usiedli Santos, Kulesza oraz team manager i rzecznik prasowy kadry - Jakub Kwiatkowski.

Konferencję prasową uświetniły najważniejsze osoby PZPN oraz otoczenia Kuleszy. W loży VIP Stadionu Narodowego pojawili się Dariusz Mioduski, Karol Klimczak, Wojciech Cygan, Henryk Kula, Paweł Wojtala, Radosław Michalski czy Marcin Dorna. Na konferencji był też niespodziewany gość Andrzej Bobowski, samozwańczy król polskich kibiców z charakterystyczną koroną na głowie.

Sama prezentacja Santosa też była efektowna, nietypowa. Portugalczyk nie pojawił się na scenie z Kuleszą i Kwiatkowskim. Nowy selekcjoner najpierw został przedstawiony i zapowiedziany przez prezesa PZPN. 

- Ostatnie dni, tygodnie były bardzo burzliwe. Poświęciliśmy wiele pracy, wybór był bardzo trudny, ale dotarliśmy do celu. Jako prezes PZPN uważam, że stać nas na wybór najlepszego selekcjonera, jaki był możliwy. Jako federacja jesteśmy na to gotowi - powiedział Kulesza.

Dopiero po tych słowach na scenie pojawił się Santos, wychodząc z rozstępującego się ekranu przy przygaszonych światłach. Portugalczyk otrzymał koszulkę reprezentacji Polski i gratulacje od Kuleszy, który wyściskał 68-latka. - Gdyby w poniedziałek Kacper Sosnowski nie zdradził, kto będzie selekcjonerem, niespodzianka naprawdę mogłaby wyjść efektownie - rzucił jeden z dziennikarzy.  

Spokojny i wyluzowany jak Santos

Zachowanie Santosa też było inne niż jego poprzedników. Portugalczyk nie był zdenerwowany jak Brzęczek, nie rzucał frazesami jak Sousa, nie wykłócał się z dziennikarzami jak Michniewicz.

Przeciwnie: Santos wygodnie rozsiadł się w fotelu z szeroko rozłożonymi nogami, a na pytania odpowiadał spokojnie i bez pompy, kilkukrotnie prosząc kibiców i media o zaufanie i wsparcie. Chociaż Portugalczyk pochwalił polską historię i powiedział, że od wtorku jest naszym rodakiem, to jednocześnie był skromny i ze spokojem oceniał możliwości drużyny i jej zawodników. 

- Chciałem podziękować za zaufanie do mnie i moich współpracowników. To dla nas zaszczyt, bo mówimy o wielkim kraju, który ma bogatą historię i kulturę. Reprezentacja Polski i jej futbol też mają wielką historię, która naznaczyła moje pokolenie. Pamiętam też bezpośrednie mecze z reprezentacją Polski. To kadra, która ma świetnych piłkarzy i należy do światowej czołówki. Od dzisiaj jestem Polakiem, jednym z was i zrobimy wszystko, by zapewnić nam wiele radości - zaczął z powagą Santos.

Ale im dłużej trwała konferencja, tym Portugalczyk był coraz bardziej wyluzowany. W pewnym momencie pozwolił sobie nawet na wybuch śmiechu i żart. - Oczywiście oglądałem mecze Polaków na mistrzostwach świata, ale na razie nie będę zdradzał żadnych wniosków. To tajemnica narodowa - odpowiedział z uśmiechem, kiedy został spytany o występ naszej drużyny na mundialu w Katarze.

Pierwsze wnioski z pracy Santosa wyciągniemy w marcu, kiedy reprezentacja Polski zacznie eliminacje do mistrzostw Europy w 2024 r. 24 marca zagramy w Pradze z Czechami, trzy dni później podejmiemy Albańczyków. Oby wtedy też nie zabrakło powodów do celebry.

Więcej o: