Jak prezes wybierał selekcjonera? W PZPN też byli zaskoczeni

Kacper Sosnowski
Cezary Kulesza chciał, aby kontrakt był krótki i zadaniowy. W grę wchodziła opcja umowy na eliminacje Euro 2024 oraz turniej w razie awansu. To, w przypadku niepowodzenia, mogło oznaczać jednak kontrakt do końca lipca 2024 r., czyli na półtora roku. Zbyt krótko. O tym, jak Portugalczyk Fernando Santos został selekcjonerem reprezentacji Polski pisze Kacper Sosnowski ze Sport.pl.

Fernando Santos miał we wtorek na konferencji zrobić efekt "wow". Zaskoczyć tych, którzy piłką zajmują się na co dzień, i tych, którzy kibicują od święta. Wśród kandydatów nazwisko Portugalczyka jest i  najmocniejsze, i najbardziej medialne. Choć tu doprecyzujmy - z tych dostępnych. Bo przecież prowadzący ostatnio Belgię Roberto Martinez też był na liście życzeń, ale został selekcjonerem Portugalii, zastępując właśnie Santosa. Inna sprawa, że Hiszpan pod względem finansowym gra w wyższej lidze niż Portugalczyk i dla PZPN jego zatrudnienie byłoby trudniejsze. A Santos? Media opiszą go jako zdobywcę mistrzostwa Europy, jako selekcjonera jednej z ośmiu najlepszych drużyny na mundialu i jako tego, który potrafił rządzić twardą ręką, przypominając, że posadził na ławce Cristiano Ronaldo. Tak, Kulesza jest zadowolony.

Zobacz wideo

Produkt, który da się obudować wyjątkowością

Nie lekceważyłbym tej "marketingowej" strony Santosa. To był ważny czynnik przy wyborze selekcjonera. W dzisiejszym świecie oferując coś, dobrze mieć do tego stworzoną całą historię i, jakkolwiek to zabrzmi, produkt obudować, dodać mu wyjątkowego wymiaru. Czy wybór selekcjonera łatwiej obudować mistrzostwem Portugalii ze Sportingiem (jak byłoby w przypadku Paulo Bento), czy zdobyciem Pucharu Włoch (inny mocny kandydat Vladimir Petković), czy jednak triumfem z reprezentacją na najważniejszej piłkarskiej imprezie w Europie (Fernando Santos)? Czy większe wrażenie zrobi prowadzenie Szwajcarii (gdzie oczywiście Petković wykonał kapitalną robotę, dając tej kadrze historyczny ćwierćfinał Euro i wychodząc z grupy z każdej innej imprezy), czy jednak triumfowanie na Euro 2016, obudowane wygraną w Lidze Narodów UEFA?

Bramka Kyliana Mbappe w Pucharze Francji / Kylian MbappeMbappe bawił się w Pucharze Francji. Wyśrubował historyczny rekord [WIDEO]

To są pytania retoryczne, a przecież pod względem wielokrotnie podkreślanego przez Kuleszę i wymaganego przez prezesa doświadczeniu w pracy z reprezentacją, Santos też bije konkurencję na głowę. Przy siedmiu latach Petkovica ze Szwajcarią, ośmiu latach Bento z Portugalią i Koreą Południową, 12 lat Santosa z reprezentacjami Grecji i Portugalii też ma być na wtorkowej konferencji istotnym czynnikiem w argumentacji. Przecież oprócz ośmiu lat pracy w krajowej federacji, Santos spędził cztery lata z "mniejszą" Grecją i też dostał się z nią na dwie imprezy, na których zresztą wychodził z grupy.  

Fernando SantosKulesza zaskoczył wszystkich. Tak Polska będzie grać pod wodzą Fernando Santosa

Santos to także nazwisko, które może być sporo warte w kontekście kontraktów reklamowych. Być może najwięcej w historii polskiej piłki. Czy pod tym względem nie jest ono gorętsze od Leo Beenhakkera? 

Santos na gębę, ale konkurenci czekali

Wracając do medialnego spektaklu z wyborem trenera Biało-Czerwonych - Petković i Bento byli Kuleszy potrzebni z dwóch powodów: po pierwsze, by podsunąć tropy dziennikarzom. Po drugie i ważniejsze, by mieć opcje różnych i dobrych wyborów. Prezes PZPN nie chciał takiej sytuacji, w jakiej znalazł się rok temu. Wtedy Kulesza na finiszu procesu wyboru miał swego faworyta - chciał człowieka z zagranicy, pasował mu Andrij Szewczenko, który akurat przestał być trenerem Genoi.

Swoją drogą - abstrahując od poziomu sportowego – to też było głośne nazwisko i postać rozpoznawalna. Kulesza rozmawiał z Ukraińcem nie tylko o pomyśle na kadrę, ale też o tym, czy jest gotów włączyć do sztabu Polaka. Szewczenko cały proces jednak przeciągał. Prezes PZPN stracił niemal tydzień, a próba porozumienia zakończyła się fiaskiem. Opcji rezerwowych było wtedy mniej, a Kulesza na końcu wybierał między Adamem Nawałką i Czesławem Michniewiczem. Teraz czasu na rozmowy i negocjacje było trochę więcej, a rezerwa była już tylko zagraniczna. Informację o pozostaniu w grze wyłącznie obcokrajowców, Kulesza potwierdził zresztą publicznie.

Tajne mecze z Rosjanami. Europejskie kluby grają, ale trzymają to w sekrecieTajne mecze z Rosjanami. Europejskie kluby grają, ale trzymają to w sekrecie

Tyle że od ponad tygodnia byli oni już raczej opcją rezerwową. Niekoniecznie zdawali sobie jednak z tego sprawę - z nimi też rozmawiano, oni też na swój sposób negocjowali warunki kontraktu, ale ciąg dalszy tej historii nie nadchodził. Kulesza zostawił sobie otwartą furtkę do ostatniego momentu, nawet gdy ustne porozumienie z Santosem było już pewne. Gdy w środę pytałem go, czy operacja z jego numerem jeden może nie wypalić, dość pewnie odparł: "Nie powinna".

Czerwona kartka Milana SkriniaraKlub Polaka sprawił sensację w Serie A. Bandytyzm Skriniara [WIDEO]

Santosowi ponoć też na tym kontrakcie zależało. Zmiana Cristiano Ronaldo na Roberta Lewandowskiego była kusząca. Wielki piłkarza za wielkiego piłkarza, ale zamiast ego w chmurach Portugalczyk dostanie gracza mocno stąpającego po ziemi - przy Ronaldo to nawet przyjemnie skromnego. W podjęciu decyzji pomogło też postrzeganie reprezentacji Polski jako drużyny dobrej, tej, która ciągle gra z najlepszymi w dywizji A Ligi Narodów i od niemal siedmiu lat dostaje się na najważniejsze imprezy. Zresztą eliminacje Euro 2024, od których Santos zacznie pracę w Polsce, nie wydają się zbyt trudne (gramy z Czechami, Albanią, Wyspami Owczymi i Mołdawią, a do turnieju zakwalifikują się dwie drużyny). Awans na mistrzostwa świata w 2026 roku też będzie prostszy, bo Europa na powiększony turniej dostanie o kilka miejsc więcej niż dotychczas. Może dzięki temu Santosowi było łatwiej zgodzić się na krótszy czy też zadaniowy kontrakt. Było w nim też wyzwanie. Dla Kuleszy nadal ważne są wyniki, ale Santos ma sprawić, by gra Polaków bardziej cieszyła oko. Nawet jeśli w Portugalii traktuje się go jako niedążącego do atrakcyjnej gry pragmatyka.

W PZPN też zaskoczeni

Wszystkie negocjacje, zagraniczne wyjazdy sekretarza PZPN Łukasza Wachowskiego, spotkania z Santosem i cała logistyka dotycząca jego warszawskiej wizyty, długo była trzymana w tajemnicy. Do tego stopnia, że kilka wydawałoby się ważnych i dobrze zorientowanych osób ze związku, po poniedziałkowej publikacji Sport.pl i zdjęć z Santosa z Warszawy, dzwoniło i podpytywało nas o szczegóły, trochę nie dowierzając w to, co widzą. Santos wylądował w stolicy w poniedziałek tuż po południu. Na warszawskie lotnisko Chopina po całą portugalską delegację nie wyjechał nikt ze związku, pewnie by nie wzbudzać podejrzeń. Nawet prowadzący sprawy formalne Wachowski wolał zostać w siedzibie. Santos ze swym prawnikiem został szybko odebrany ze strefy VIP, wsiadł w samochód i jak pisaliśmy, pojechał na spotkanie z Kuleszą.  

Wtorkowa konferencja prasowa i tak będzie ciekawa, bo, znając Kuleszę, w umowie z selekcjonerem starał się zawrzeć kilka korzystnych dla siebie i ważnych dla związkowych finansów aspektów. Jak usłyszeliśmy kilka dni temu - sporo czasu zajęło dogadanie długości kontraktu. Kulesza chciał, by był on krótki i zadaniowy. Idealna była dla niego opcja gratyfikacji i premii za zasługi. W grę wchodziła opcja kontraktu na eliminacje Euro 2024 plus sam turniej w razie awansu. To, w przypadku niepowodzenia, mogło oznaczać jednak kontakt do końca lipca 2024 roku, czyli na półtora roku. Zbyt krótko. Od takich umów trenerzy stronią - raz, że chcą czasu, dwa, że kontrakt jest też formą zaufania, trzy, że dłuższy kontakt, to lepsze zabezpieczenie finansów. Fabrizio Romano, włoski dziennikarz specjalizujący się w zakulisowych doniesieniach poinformował, że kontrakt obowiązywałby do połowy 2026 roku, czyli końca najbliższych MŚ. Według nas kontrakt będzie jednak mocno warunkowy. Miejmy nadzieję, że więcej o tym prezes Kulesza powie na konferencji.  

Poniedziałek asystentów

Polskich kibiców interesuje też kwestia członków sztabu czy też współpracowników nowego selekcjonera. Już w poprzednim tygodniu pisaliśmy o Polaku, który będzie działał u boku szkoleniowca. To nie był pomysł nowy. Kulesza chciał zrealizować go już po zastanym po poprzednim prezesie Zbigniewie Bońku Paulo Sousie. Ten się jednak na dołączenie Polaka do sztabu nie zgodził.

Potem polska opcja była też przygotowywana dla zagranicznego szkoleniowca, ale że selekcjonerem został Michniewicz, sprawę porzucono. Kto był teraz wśród kandydatów rozważanych do pracy z Santosem? Kilka tygodni temu informowaliśmy, że Kulesza cały czas miał w zanadrzu swoich ludzi. Swoich, to znaczy tych pracujących też w PZPN. Mowa tu o trenerach kadr młodzieżowych, Marcinie Broszu i Michale Probierzu. Co z innymi nazwiskami pojawiającymi się w mediach? Chodziło o byłego piłkarza Łukasza Piszczka, który jest na trenerskim kursie UEFA B+A i Tomasza Kaczmarka, niedawnego trenera Lechii Gdańsk, który kiedyś był też asystentem selekcjonera kadry Egiptu. Trudność rozmów z nimi polegała na tym, że Kulesza długo nie mógł im powiedzieć, z kim będą mogli ewentualnie pracować. Zrobił to niemal w ostatnim momencie. To dlatego Piszczek i Kaczmarek pędzili na spotkanie z prezesem dopiero w poniedziałek. Wtedy poznali konkrety. Piszczek ponoć chciał sobie to jeszcze wszystko przemyśleć. PZPN zależało na czasie. Jeśli dobrze pójdzie to kompletny sztab Santosa mamy poznać na wtorkowej konferencji zaplanowanej na godz. 13.

Więcej o: