Znamy faworyta na nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Z Polakiem u boku

Kacper Sosnowski
Temat wyboru selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski dość dyskretnie wchodzi w decydującą fazę. Prezes Cezary Kulesza nie chce powtórki sprzed roku i to również dlatego faworytem wyścigu o fotel wydaje się Vladimir Petković. Gra toczy się też o otoczenie tej kandydatury. Dotyczy Polaka.

Rok temu sytuacja była podobna. Cezary Kulesza był na finiszu procesu wyboru selekcjonera i miał swego faworyta. Chciał człowieka z zagranicy. Pasował mu Andrij Szewczenko, który akurat przestał być trenerem Genoi. Prezes rozmawiał z Ukraińcem nie tylko o pomyśle na kadrę, ale też o tym, czy jest gotów włączyć do sztabu Polaka. Szewczenko w odpowiedzi na najważniejsze kwestie cały proces przeciągał. Wyszło tak, że Kulesza na "operacji Szewczenko" stracił niemal tydzień, a próba porozumienia zakończyła się fiaskiem. Opcji było wtedy mniej, Kulesza na końcu wybierał między Adamem Nawałką i Czesławem Michniewiczem.

Zobacz wideo "Chcemy się połechtać, że rozmawiamy z Gerardem"

W stronę planu na polskiego pomocnika

Nie przedłużając kontraktu z Michniewiczem, Kulesza znów pomyślał o zagranicznym następcy. I znów ma plan, by obok niego umocować Polaka - trenera-asystenta, który będzie łącznikiem między kadrą a PZPN.

Kulesza starał się zastosować taki schemat już w chwili, gdy w spadku po Zbigniewie Bońku dostał Paulo Sousę. Prezes PZPN zaproponował Portugalczykowi polską pomoc, ale ten na układ nie przystał, odmówił kategorycznie. Teraz ma być łatwiej, bo - jak słyszymy - o obecności Polaka w sztabie rozmawiano już z kandydatami, a zapis o polskim asystencie można też zawrzeć w nowej umowie.

To dlatego nazwisk, którymi śmiało rzucał Kulesza w kilku wywiadach, nie ma co zupełnie skreślać, a bardziej traktować je jako listę kandydatów do pomocy. Co prawda ta lista była bardzo szeroka i zawierała Marcina Brosza, Jana Urbana, Piotra Stokowca, Jacka Magierę, Michała Probierza, Macieja Bartoszka czy Ireneusza Mamrota, ale poważniej należy traktować kogoś z kilku pierwszych kandydatów. Jeśli z różnych przyczyn plan z selekcjonerem zza granicy się wysypie, to polska lista zyska na znaczeniu.

Kto z Polaków mógłby współpracować z zagranicznym selekcjonerem? Tu zaczynają się domysły i gdybanie, ważne też są ramy i charakter współpracy. Część z wymienionych osób pracuje już w PZPN jako trenerzy kadr młodzieżowych (Brosz i Probierz), część jest zaś bez kontraktu. A może w roli członka sztabu selekcjonera procedowane jest zupełnie inne nazwisko? Najważniejsze w kwestii obsady ewentualnego współpracownika jest jednak to, kto zostanie pierwszym trenerem.

Wachowski lata, Petković na plus

Jeśli chodzi o zagranicznych szkoleniowców, prezes Kulesza jest już po rozmowach z - jak się wydaje - trzema głównymi kandydatami. Nie skończyło się na pojedynczych spotkaniach, Kulesza rozmawiał z nimi kilkukrotnie.

Jednego z kandydatów miał odwiedzić w zeszłym tygodniu sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski, który pilotuje proces rekrutacji. Czy chodziło bardziej o bałkański, arabski a może iberyjski kierunek? Tego można się już tylko domyślać. Zamiast wyraźnych głosów dochodzi do nas podszeptywanie, że w walce o posadę trenera  wysoko stoją notowania Vladimira Petkovica. 59-letni Bośniak pochodzenia chorwackiego miał zrobić dobre wrażenie na pierwszym spotkaniu. Zaplusował wiedzą, konkretami i entuzjazmem. Był otwarty na oczekiwania i model pracy zaproponowany przez prezesa. Poza tym Petković jest dostępny, bo obecnie nigdzie nie pracuje. Pieniądze jeszcze przez półtora roku ma dostawać od Girondins Bordeaux, bo choć rok temu stracił tam pracę, to kontrakt miał podpisany do czerwca 2024 r. W tej sytuacji szkoleniowiec musiałby dojść do porozumienia z klubem i rozwiązać kontrakt, ale grającye w Ligue 2 Bordeaux powinno z takiej opcji się cieszyć.

Niemal od ręki do wzięcia jest Paulo Bento. Portugalczyk do niedawna prowadził reprezentację Korei Płd., z którą niespodziewanie awansował do 1/8 finału mundialu w Katarze. Stracił tam pracę po czterech latach. Reprezentacyjne doświadczenie ma też dzięki takiemu samemu okresowi spędzonemu w roli selekcjonera Portugalii. Po tym, jak kadrę Polski rok temu zostawił Paulo Sousa, jego rodak hurraoptymizmu jednak nie wzbudza. Ale nie zaszłości czy uprzedzenia mają decydować o wyborze szefa kadry, choć kontrakt z Bento na początku z pewnością wzbudziłby sporo złośliwych komentarzy.

W Arabii Saudyjskiej kibice źli na Renarda

Na liście prezes Kulesza ma - czy może bardziej miał - Herve Renarda. Francuz ma spore doświadczenie z różnymi reprezentacjami. Dobre wyniki notował z Zambią i Wybrzeżem Kości Słoniowej, czy Marokiem. Na mundial wprowadził też Arabię Saudyjską, gdzie udało mu się wygrać w grupie z Argentyną.

Renard pracuje z Saudyjczykami od 2019 r. i ma kontrakt ważny jeszcze przez cztery lata. To stanowi dodatkowy znak zapytania i komplikacje przy rozmowach. Tym bardziej że Renard ma być zainteresowany też innymi reprezentacjami czy klubami. Niby zdementował, że wysłał podanie do belgijskiej federacji, ale właśnie pojawiła się informacja, że zainteresowana nim jest Nicea. Ponoć atmosfera na Półwyspie Arabskim wokół Renarda nieco się ostatnio pogorszyła. Nie tylko dlatego, że trener sprawia wrażenie, że chce zmienić otoczenie, ale niektórzy kibice nie rozumieją, dlaczego po macoszemu podchodzi do Arabian Gulf Cup i innych turniejów dla krajów Zatoki Perskiej. Na kończącym się właśnie pucharze Arabia Saudyjska grała drugim garniturem i była prowadzona przez trenera młodszej reprezentacji. "Czy on zadowala się trenowaniem kadry tylko na mundialu? Czy pracuje też przy okazji innych imprez? Gdzie jest ministerstwo sportu? - komentowali saudyjscy kibicie w mediach społecznościowych. Arabia Saudyjska z Arabian Gulf Cup odpadła już po fazie grupowej, na co fani kręcili nosem.

Kandydaci na selekcjonera polskiej kadryKandydaci na selekcjonera polskiej kadry MK, CC 3.0

Kolejnym z kandydatów na selekcjonera polski jest Steven Gerrard. Choć "Daily Mail" nazwał tę opcję "zdumiewającą", to o zbliżeniu się stron napisał ostatnio dobrze poinformowany włoski dziennikarz Fabrizio Romano. A dosłownie dzień później dobrze znający Anglika Jerzy Dudek na łamach "Przeglądu Sportowego" streścił sprawę krótko: "Steven otrzymał zaledwie jedną wiadomość, za którą dżentelmeńsko podziękował". Dodał, że trudno to było nazwać jakąś propozycją czy ofertą.  

Choć ostatecznej daty wyboru selekcjonera Polski nie ma, to nazwisko powinniśmy poznać do końca stycznia. Biało-Czerwoni swój pierwszy mecz w tym roku (el. ME 2024) zagrają z Czechami 24 marca.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.