Michniewicz przerywa milczenie na temat "afery premiowej". "Pomieszane jest kto, co i tak dalej"

- Pomieszane jest kto, co i tak dalej. Nie było żadnej kłótni. Byliśmy w Katarze 20 dni, o premii rozmawialiśmy przez pięć minut - tak Czesław Michniewicz skomentował tzw. aferę premiową w rozmowie z Radiem Zet. Selekcjoner reprezentacji Polski zdradził, co właściwie drużynie powiedział premier Mateusz Morawiecki i ile pieniędzy miało trafić do niego samego.

Reprezentacja Polski pod wodzą Czesława Michniewicza odniosła na mundialu w Katarze niemalże historyczny sukces. Pierwszy raz od 36 lat nasza drużyna awansowała do 1/8 finału. Dobre nastroje wśród kibiców zostały jednak szybko zmącone przez doniesienia na temat planowanej nagrody finansowej dla piłkarzy. Wynikało z nich, że drużyna za awans do fazy pucharowej otrzyma premię z rządowych środków w wysokości 30-50 milionów złotych. Taką obietnicę miał złożyć premier Mateusz Morawiecki.

Zobacz wideo Surma: W PZPN jest chaos. Kulesza chce się wycofać rakiem

Czesław Michniewicz przerywa milczenie na temat "afery premiowej". "Pomieszane jest kto, co i tak dalej"

Temat szybko przeistoczył się w tzw. aferę premiową. Wszystko przez to, że piłkarze i sztab szkoleniowy mieli spierać się o to, jak podzielić obiecane przez szefa rządu pieniądze. Wpłynęło to bardzo negatywnie na wizerunek kadry, jej liderów i Czesława Michniewicza. W mediach podawano różne wersje sporów, czy też negocjacji. Według informacji Krzysztofa Stanowskiego, selekcjoner nie chciał dla siebie żadnych pieniędzy, a jedynie dla swoich współpracowników.

Real MadrytReal Madryt wesprze Ukrainę. Przekaże ważny sprzęt

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Skończyło się na tym, że premii nie będzie, co otwarcie przyznał premier Mateusz Morawiecki. Niesmak jednak pozostał. Tłumaczyć musieli się piłkarze, premier, prezes PZPN. W czwartek głos postanowił zabrać natomiast Czesław Michniewicz. Jak wszystko wyglądało z jego perspektywy, zdradził w rozmowie z Radiem Zet.

- To była taka luźna rozmowa. Pan premier przemieszczał się po sali, gdzie jedliśmy posiłki. Zawodnicy siedzieli, sztab siedział. Każdy z kimś rozmawiał i żartów było dużo i przy niektórych stolikach z tego też żartowano. Padały pytania: w jakiej walucie [będzie premia - red.], bo ktoś zarabia w euro, ktoś w innej. I to była luźna, niewiążąca rozmowa - zaczął tłumaczyć selekcjoner. 

- Najważniejsze słowa zostały wypowiedziane przez pana premiera tuż przed pamiątkową fotografią. Otrzymał od nas upominek, wręczył mu go Robert Lewandowski, co jest uwiecznione na naszym vlogu. Tam premier powiedział, że jeśli wyjdziemy z grupy, co po 36 latach będzie można uznać za mały sukces, to pomyśli nad premią. Obiecał też, że jeśli awansujemy i będzie miał czas, i obowiązki mu pozwolą, to przyleci do nas na następne mecze w fazie pucharowej. Wtedy będzie czas by uściślić, co premier myśli o premiach - kontynuował selekcjoner.

Ostatecznie szef rządu jednak nie dotarł na mecz Polaków w 1/8 finału z Francją. Złożył jedynie gratulacje, które zawodnikom przekazał właśnie Michniewicz. Selekcjonera następnie zapytano, czy faktycznie pokłócił się z piłkarzami o to, jak podzielić premię. Z medialnych doniesień wynikało, że poróżnił się z Robertem Lewandowskim. - Nie chciałbym opowiadać o szczegółach - odparł krótko. 

Michniewicz przyznał, że ktoś podesłał mu nawet konkretny tekst Tomasza Włodarczyka z portalu Meczyki.pl, który informował o owej kłótni między selekcjonerem a kapitanem reprezentacji. Jaka była jego reakcja? - Odpisałem, że tam jest wszystko pomieszane. I tam nie ma prawdy. Pomieszane jest kto, co i tak dalej. Nie było żadnej kłótni. Byliśmy w Katarze 20 dni, o premii rozmawialiśmy przez pięć minut - powiedział Michniewicz. 

Selekcjoner raz jeszcze podkreślił, że rozmawiał z Lewandowskim na temat premii, ale nie było żadnej kłótni. W dyskusji brali udział też inni, było to wąskie grono. Nie chciał jednak zdradzić szczegółów. Ujawnił natomiast, ile miało trafić bezpośrednio do niego samego. Okazuje się, że Michniewicz nie chciał ani złotówki.

- Tak, to była konkretna kwota dla mnie i mojego asystenta. My tej premii nie chcieliśmy. Nie chcieliśmy uczestniczyć w tych premiach. Nie chciałem ani ja, ani mój asystent brać udziału w podziale. Uważam, że powinni ją dostać zawodnicy. Chciałbym, żeby te 65 osób, które tworzyło ten sztab [należy odjąć od tej liczby piłkarzy - red.], że im się należała ta ewentualna premia. Chcemy, żeby wszyscy ci, którzy nam pomagali, czuli się docenieni - powiedział Michniewicz. 

,Mecz pilki noznej Polska - Chile w WarszawieAgent Grosickiego uderzył w Michniewicza. "Został skrzywdzony"

Więcej o: