Wreszcie piłkarz pod nazwiskiem zabrał głos ws. "afery premiowej". "Temat żył 5 minut, góra 10"

Kolejne informacje na temat "afery premiowej" w reprezentacji Polski wychodzą na jaw. Krzysztof Stanowski w programie "Mundialowe Zero" na Kanale Sportowym zdradził, co powiedział mu na temat całego zamieszania Kamil Glik. "Temat był, ale żył może 5 minut, góra 10 i nie było żadnych kwasów wokół niego" - słyszymy.

Reprezentacja Polski odniosła na mundialu w Katarze największy sukces od 36 lat, awansując do 1/8 finału. Dobre nastroje wśród kibiców zostały jednak szybko zmącone przez doniesienia, które pojawiły się w poniedziałek. Wynikało z nich, że drużyna za awans do fazy pucharowej otrzyma premię z rządowych środków w wysokości 30-50 milionów złotych. Taką obietnicę miał złożyć premier Mateusz Morawiecki. 

Zobacz wideo Kamil Glik wrócił do domu. Nagrano reakcje jego córek, gdy go zobaczyły

Nowe informacje ws. "afery premiowej" w reprezentacji Polski. Krzysztof Stanowski ujawnia wypowiedź Kamila Glika

Co gorsza, piłkarze i sztab szkoleniowy mieli spierać się o to, jak podzielić obiecane przez szefa rządu pieniądze. Wpłynęło to bardzo negatywnie na wizerunek kadry, jej liderów, czy Czesława Michniewicza. Dopiero oświadczenie Mateusza Morawieckiego, który wprost powiedział, że ostatecznie nie będzie premii dla piłkarzy, ucięło dalsze spekulacje.

Piotr Zieliński, Robert Lewandowski oraz Czesław MichniewiczFrancuzi nie mają litości. Wyśmiali Polaków. Lewandowski dostał nowy pseudonim

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Można by przypuszczać, że na tym sprawa się zakończy. Nadszedł jednak kolejny dzień, a my poznajemy nowe fakty w tej sprawie. Tym razem za sprawą Krzysztofa Stanowskiego. Jeden ze współwłaścicieli Kanału Sportowego w swoim programie "Mundialowe Zero" zdradził, co o całym zamieszaniu powiedział mu Kamil Glik. Relacja prosto z szatni rzuca nowe światło na sprawę. Jak się okazuje, piłkarze rozmawiali o ewentualnym podziale pieniędzy dopiero po ostatnim meczu grupowym z Argentyną, a nie jak można było przeczytać w licznych źródłach, jeszcze przed nim. 

- Temat wrócił, ale po meczu z Argentyną, a nie przed meczem z Argentyną. Piłkarze awansowali do 1/8 i wtedy zaczęli ze sobą gadać: "Ty, ciekawe, czy ten premier Morawiecki, co mówił, że przyleci do nas do Kataru na 1/8, to faktycznie przyleci, a jak przyleci, to ciekawe, czy wywiąże się z tej obietnicy, którą nam dał" - zaczął swoją relację Stanowski. - I tak zaczęli rozmawiać między sobą. Zaczęli również ustalać, co z tą kasą zrobią, jeśli faktycznie im da. I część była za podziałem minutowym, czyli kto więcej gra, ten więcej zarobi, a część za tym, aby wszyscy dostali po równo - kontynuował. 

- Dzisiaj skontaktowałem się z Kamilem Glikiem i zapytałem, jak to tam było, bo wszyscy mówią jakoś, wiecie, jedna baba, drugiej babie i nikt pod nazwiskiem. A Kamil mi powiedział, że ten temat był, ale żył może 5 minut, góra 10 i nie było żadnych kwasów wokół niego - słyszymy. 

Z informacji przekazanych przez dziennikarza dowiadujemy się też, że selekcjoner chciał zrezygnować ze swojej ewentualnej "doli". Zależało mu natomiast, by wynagrodzono jego współpracowników. 

- Potem piłkarze skonsultowali swoje pomysły z trenerem Michniewiczem, tam sztab był trochę pominięty. Trener Michniewicz stwierdził, że on w takim razie nie chce partycypować w tych premiach. I on i Kamil Patrykus nie będą chcieli nic, natomiast, żeby reszta sztabu, a tu chodziło o jakieś 30 osób, o kit-manów, masażystów, fizjoterapeutów, kucharzy, ochroniarzy, nie wiem, ekipę "Łączy nas piłka", żeby oni dostali równo te premie, o ile do takich premii w ogóle dojdzie. I był krótki komunikat "Panowie, tylko nie skupiajcie się na tym, bo po pierwszy tych pieniędzy w ogóle na dzisiaj jeszcze nie ma, po drugiej nie dopuście, żeby pieniądze nas poróżniły, bo mamy za dobrą atmosferę" - zdradził. 

- Trener Michniewicz generalnie wolał, żeby piłkarze podzieli się po równo, bo wychodził z założenia, że rezerwowi też wnoszą dużo do zespołu. Chociażby na przykładzie Jana Bednarka, który wykonywał kapitalną robotę w szatni, co widać na filmikach "Łączy nas piłka" i pewien sposób też zasługiwał na to, żeby być doceniony - dodał Stanowski. - Ale minęło kilka chwil i przychodzi Wojciech Szczęsny i mówi: "Trenerze, już wszystko ustalone, nie ma żadnego problemu". Nawet nie było kiedy dopuścić do jakichś większych kwasów. - zakończył. 

 

Jak faktycznie było, tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Ilu zaangażowanych, tyle wersji prawdy. Zarówno piłkarze reprezentacji, jak i szef rządu uniknęli natomiast potężnego "strzału w stopę". 

Trener Czesław Michniewicz podczas meczu piłki nożnej Meksyk - Polska, Doha, 22.11.2022 r.Michniewicz chce raz na zawsze zamknąć temat premii. O wszystkim opowie w wywiadzie

Więcej o: