Polscy piłkarze wzywają do rewolucji. Lewandowski chce natychmiastowego działania

Dawid Szymczak
Słowa Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego były jak wotum nieufności wobec Czesława Michniewicza. Selekcjoner może uciekać od pytania o słowa kapitana reprezentacji, który potrzebuje radości i ofensywnej gry, bo "to ważny element nawet niedalekiej przyszłości". Ale to pytanie w końcu i tak dogoni Cezarego Kuleszę, prezesa PZPN, który będzie musiał zmusić selekcjonera do zmiany stylu, zmienić go albo poklepać po plecach, bo przecież wyniki się zgadzają - pisze Dawid Szymczak, korespondent Sport.pl w Katarze.

Najlepszy polski mundial od 36 lat ani spokojnie nie przebiegał, a spokojnie się nie skończył. Tuż po meczu z Francją w 1/8 finału, w którym Polacy wreszcie zagrali bez zaciągniętego hamulca, za mikrofon chwycił Robert Lewandowski - surowy recenzent selekcjonerów z dwiema ofiarami na koncie: Franciszkiem Smudą i Jerzym Brzęczkiem. Pierwszego przygniótł krytyką, dokonania drugiego wymownie przemilczał. Z Czesławem Michniewiczem tak jednoznacznie się nie obszedł, pozostawił pole do interpretacji. Ale dyskusję wywołał olbrzymią.

Zobacz wideo

- Radość z gry jest potrzebna. To będzie ważny element nawet niedalekiej przyszłości. Jak atakujemy, próbujemy, to jest inaczej. Jeśli gramy bardziej defensywnie, to takiej radości nie ma. Więc wiele czynników na to wpływa - powiedział.

I najwyraźniej o wywołanie dyskusji, przedstawienie głosu sprzeciwu wobec gry takiej, jak z Meksykiem czy Argentyną, mu chodziło. Pytanie dotyczyło przecież tego, czy zagra jeszcze kiedyś na mundialu, a on sam skręcił w stronę najbliższej przyszłości, co wygląda na wotum nieufności wobec selekcjonera i ultimatum: albo kadra będzie grała odważniej, albo będzie grała beze mnie. 

Michniewicz na konferencji prasowej nie chciał się do tych słów odnieść. Zapewnił jedynie, że nie widzi w nich przytyku wobec siebie, a z Lewandowskim i Piotrem Zielińskim, którzy po meczu najgłośniej apelowali o odważną grę, ma znakomite relacje. Pytającego o to dziennikarza natomiast pouczył, że takich pytań lepiej nie zadawać, bo warto wymyślić coś własnego niż cytować kogoś. Ale pressing na tych mistrzostwach zawsze wyższy był w konferencyjnej sali niż na boisku. Kilkadziesiąt minut później, w strefie wywiadów, Lewandowski ani tego ognia nie gasił, ani nie podlewał benzyną. Wybrzmiało, co miało wybrzmieć i poszło w świat. Musi więc skłonić do zmiany: albo na stanowisku selekcjonera, albo w podejściu tego aktualnego. 

Katar 2022. Robert Lewandowski i trener Czesław Michniewicz podczas meczu 1/8 finału.Lewandowski tłumaczy swoje głośne słowa. Żadnych wątpliwości. "To tak nie działa"

Lewandowski pod planem Michniewicza się podpisał. Ale przeraził się już po pierwszym meczu

Wizje gry Lewandowskiego i generalnie ofensywnych zawodników oraz Michniewicza i kilku obrońców rozjeżdżały się od dawna. Jeszcze zanim zaczęli ze sobą pracować, ścierali się co do gry młodzieżówki. Lewandowski twierdził, że tak defensywny styl nie rozwija piłkarzy, a Michniewicz podczas Euro we Włoszech dopisywał kolejne mecze do listy tych, w których w brzydki sposób ogrywał lepszych od siebie. Ostatecznie wysoka porażka w trzecim meczu z Hiszpanią pozbawiła go wyjścia z grupy.

W dorosłej reprezentacji dotychczas było nieco inaczej. Ten rok był absolutnie szalony i nawet nie było czasu o styl się pokłócić: odszedł Paulo Sousa, czekały arcyważne baraże, Liga Narodów i sam mundial. Wyniki były potrzebne na już. I Lewandowski początkowo wydawał się to akceptować. Jeszcze w Katarze, przed pierwszym meczem, mówił, że najważniejsze jest wyjście z grupy. Przybijał swoją pieczątkę pod pomysłem Michniewicza, co dobrze świadczyło o negocjacyjnych umiejętnościach selekcjonera, który przeciągnął na swoją stronę największą gwiazdę i ostatniego obrońcę ofensywnego stylu gry w kadrze. Najwyraźniej dopiero później - po meczu z Meksykiem - Lewandowskiego przeraziły środki, które mają do tego celu doprowadzić: ultradefensywność, przeostrożność, zero ryzyka i prymitywne wybijanie piłki. Nie spodziewał się najwyraźniej - jak chyba większość osób - że reprezentacja niemal całkowicie zrezygnuje z atakowania i nawet nie będzie szukała balansu, mając takich piłkarzy, jak Zieliński, Zalewski, Szymański, Kamiński, Milik czy Lewandowski właśnie.

Znaczące były słowa reprezentantów zwłaszcza po meczu z Argentyną, że chcą grać odważniej i woleliby eksponować zalety swoich najlepszych zawodników, a nie maskować wady tych najsłabszych. Awans nie cieszył ich w pełni, bo ostatni mecz zagrali wprost fatalnie - nie oddali nawet celnego strzału na bramkę rywala i zajęli drugie miejsce w grupie dzięki korzystnemu wynikowi w meczu Meksyk - Arabia Saudyjska. Nawet Kamil Glik, zaliczany do frakcji preferującej ostrożną grę, sugerował, że doszło do przesady. A przekaz ten został tylko podkręcony przez zawodników zaraz po odpadnięciu, jakby chcieli, by dźwięczał Cezaremu Kuleszy w głowie, gdy będzie podejmował decyzję, co dalej z selekcjonerem. A najwyraźniej decydował będzie, bo klauzuli automatycznego przedłużenia umowy po wyjściu z grupy w niej nie było, czego na początku ani selekcjoner, ani prezes PZPN nie potrafili ustalić.

Pewne jest jedno - piłkarze na co dzień grający w najlepszych klubach, pod okiem doskonałych trenerów, nie godzą się już na dalszą grę kadry w ten sposób. Oni wiedzą, że mogą zaproponować więcej i większe korzyści przyniesie kadrze ofensywna gra. Na pewno też nie zgadzają się, że to wybór: albo grasz ładnie i przegrywasz, albo grasz brzydko i do wygranej się zbliżasz. Ich zdaniem da się pogodzić odważniejszą grę z osiąganiem dobrych wyników. Wystarczy nie mówić o skrajnościach, a poszukać odpowiedniego wyważenia między atakiem a obroną. Lewandowski - detalicznie, daleko od banału - tłumaczył to tak:

- Ciężko jest z meczu na mecz, po tym, jak długo nie stwarzasz żadnych okazji, mieć ten feeling, wyczucie, spokój czy dobre wykończenie. Nie da się bronić kilka meczów z rzędu, nie stwarzać okazji i później wykorzystywać te sytuacje, które się pojawią. Nie da się przeskakiwać ze skrajności w skrajność i zachować przy tym zimną krew. To nie jest takie proste i oczywiste. Jeśli nie masz okazji przez kilka meczów i nagle one się pojawią, trudno zachować spokój. Nie wiesz, ile ich będziesz miał, czy to nie jest ta jedna jedyna, więc to już cię trochę usztywnia. Nie możemy przechodzić ze skrajności w skrajność. Każda drużyna, która stwarza sytuacje i jest przekonana, że je stworzy, jednocześnie lepiej broni. Od zawsze tak jest. Wszędzie tak jest. Jeśli się nie stwarza okazji, nawet się nie próbuje, to później każdy zawodnik mający piłkę nie czuje się z nią pewnie. Podejmuje złe decyzje, nie jest przekonany, popełnia błędy. Im więcej zespół atakuje, tym później lepiej broni, bo lepiej się czuje, bo ma więcej siły, więcej radości, lepsze czucie odległości, ten feeling - mówił, dobitnie wyjaśniając, czego od kadry oczekuje. 

WCup France Poland SoccerSłowa Lewandowskiego wywołały burzę. Uderzyła też w niego samego

Piłkarze wzywają do rewolucji. Cezary Kulesza musi wybrać 

Można było mieć nadzieję, że ten mundial - z pierwszym od 36 lat wyjściem z grupy - w tym będzie lepszy od poprzednich, kończonych w żałobie, że nie będzie po nim rewolucji, burzenia i budowania od nowa. Ale słowa Lewandowskiego i Zielińskiego, który stwierdził: "Musimy wykorzystywać umiejętności takich piłkarzy jak ja, ale też 'Lewy' czy Milik. Mamy do tego zawodników, mamy gaz. Dla mnie ta reprezentacja powinna grać tak, jak dzisiaj z Francją. Nie mamy się czego wstydzić i bać", taką rewolucję wieszczą. Oni nie mówią: nie będziemy pracować z Michniewiczem. Mówią: nie chcemy grać w ten sposób. A pytania, czy Michniewicz, który - podkreślmy - wypełnił wszystkie zadania, jakie stawiał przed nim PZPN, jest gotowy się zmienić, nasuwają się naturalnie. I on sam spieszy z odpowiedzią, mówiąc na konferencjach, że interesuje go w futbolu tylko jedna statystyka - ostateczny wynik. Michniewicz wydaje się prawdziwie i głęboko wierzyć, że najlepszą drogą do osiągnięcia celów z reprezentacją Polski jest właśnie defensywa i niepodejmowanie ryzyka. W innych drużynach, w których pracował, dochodził zresztą do podobnych wniosków i wydaje się pod tym względem wyjątkowo nieelastyczny. A trener, który realizowałby wizję piłkarzy, ale sam w nią nie wierzył, sukcesu by nie osiągnął.

Z jednej strony można powiedzieć - na obronę Michniewicza - że dotychczas nie miał niczego w kadrze budować, a jedynie realizować cele, bo przychodził do kadry jak nauczyciel na zastępstwo dwa tygodnie przed maturami: wciąż gonił, nadrabiał stracony czas, nie miał czasu na porządny trening, a mundial w Katarze był o tyle dziwny, że rozgrywany w środku ligowego sezonu. Został więc pozbawiony tradycyjnego zgrupowania. Z drugiej jednak - nie znamy Michniewicza od wczoraj. Czy gdyby tego czasu miał więcej, a piłkarze spotkaliby się dwa tygodnie przed wylotem na mistrzostwa i solidnie potrenowali, pokazaliby na nich coś innego? Prędzej udoskonaliliby realizację tych samych założeń i zaproponowali futbol równie niestrawny. 

Możliwe więc, że Michniewicz był selekcjonerem dobrym na ten szalony rok - zadbał o wyniki, wyszedł z grupy, przełamując bariery w głowach tych i przyszłych piłkarzy, którzy może za cztery lata nie będą już drżeć przed pierwszym meczem i zapomną o znanym w Polsce scenariuszu meczu otwarcia, o wszystko i o honor. Ale teraz potrzebny jest ktoś, kto tę drużynę rozwinie. Kulesza musi zdecydować, czy podziękuje Michniewiczowi lada chwila, czy lojalnie da mu szansę sprawdzić się w roli budowniczego i reformatora. Lewandowskiemu nie zostało jednak na boisku dużo czasu i najwyraźniej nie ma ochoty go tracić "nawet w niedalekiej przyszłości".

Katar 2022. Robert Lewandowski i trener Czesław Michniewicz podczas meczu 1/8 finału.Były reprezentant Polski o kadrze Michniewicza: Cieszmy się, bo o tym marzyliśmy

Więcej o: