Były reprezentant Polski o kadrze Michniewicza: Cieszmy się, bo o tym marzyliśmy

- Osiągnęliśmy na tych mistrzostwach świata cel, którym było wyjście z grupy. Cieszmy się, bo o tym marzyliśmy. A w niedzielę podjęliśmy rękawicę w meczu z faworytem - mówi Sport.pl Grzegorz Szamotulski po porażce Polaków 1:3 z Francją w 1/8 finału. Były reprezentacyjny bramkarz uważa, że tym turniejem Czesław Michniewicz pomógł sobie w tym, by kontynuować pracę z kadrą.

Po każdym z trzech meczów fazy grupowej w wykonaniu Polaków wśród kibiców następowało starcie narzekających na styl z tymi podkreślającymi, że choć może gra nie była piękna, to była skuteczna - przynajmniej jeśli chodzi o cel, jakim było wyjście z grupy. Już pierwsze minuty niedzielnego spotkania 1/8 finału z broniącymi tytułu Francuzami przyniosły miłą dla oka odmianę w grze ekipie Czesława Michniewicza. Skończyło się porażką, ale taką, którą można określić za honorową.

Zobacz wideo Sensacja w wyjściowym składzie Polaków? Raport z Kataru przed meczem z Francją

Styl dopasowany do celu. "Szkoda, że obrona się zdrzemnęła". Wejście smoka Grosickiego

W ostatnim meczu grupowym Biało-Czerwoni przegrali z Argentyną 0:2. Choć różnica bramkowa w niedzielę była taka sama, to gra różniła się znacząco i nie było chyba osoby, która by tego nie doceniła.

- Wywalczyliśmy awans z grupy, ale nie ukrywajmy - pod względem stylu nie wyglądało to za dobrze. On jednak jest dopasowany do celu, który sobie wyznaczyliśmy. Z Francją nie było już co kalkulować. Przegraliśmy, bo rywale byli lepsi, ale podjęliśmy rękawicę. Bramkarz Argentyny był praktycznie bezrobotny, a w niedzielę było odważnie. Już na samym początku mieliśmy okazje - ocenia Grzegorz Szamotulski.

Podczas pierwszej połowy niedzielnego meczu osoby mające w pamięci styl Polaków z trzech poprzednich spotkań, mogli przecierać oczy ze zdumienia. Radość trwała do 44. minuty, kiedy Wojciecha Szczęsnego pokonał Olivier Giroud.

- Szkoda tej pierwszej straconej bramki, bo wcześniej było całkiem nieźle. Oczywiście, nie ma co teraz gdybać. Szkoda, że nasza obrona trochę się wtedy zdrzemnęła. Złamaliśmy linię, Giroud został tam wpuszczony, a Wojtek nie miał szans - analizuje były kadrowicz.

Chwali zaś drużynę za wywarcie presji na "Trójkolorowych", którzy pod jej wpływem zaczęli się mylić.

- Mieliśmy swoje szanse, a Francuzi się bronili. Dwa-trzy razy sforsowaliśmy ich obronę. Nawet tak doświadczony bramkarz jak Hugo Lloris dwa razy popełnił błąd i stworzyliśmy sytuacje. Piotr Zieliński grał odważnie - szkoda tylko, że nieskutecznie. Warto odnotować też wejście Kamila Grosickiego, który dwa razy dośrodkował, pomógł m.in. przy wywalczeniu rzutu karnego. Wcześniej piłki kierowane do Roberta Lewandowskiego były trochę niedokładne. Szkoda też tej sytuacji Arka Milika, pięknie się złożył do przewrotki, ale bramkarz stanął na wysokości zadania - wylicza były zawodnik m.in. Legii Warszawa i Amiki Wronki.

Robert LewandowskiLewandowski wbił szpilkę w plan Michniewicza na MŚ? "To jasne ultimatum"

Szczęsny potwierdził klasę. Szamotulski apeluje: trzeba budować, a nie ciągle zmieniać

Jego zdaniem cały turniej należy oceniać pozytywnie. - Cel został osiągnięty, o tym marzyliśmy. Troszeczkę styl nie był taki, jakiego chcieliby kibice, ale mecz z Francją trochę to łagodzi. Nie lubię narzekać. Cieszmy się z tego awansu do 1/8 finału i z tego, że podjęliśmy rękawicę w meczu z jednym z faworytów turnieju - przekonuje Szamotulski.

Mundial bezsprzecznie zostanie zapamiętany jako turniej Szczęsnego. Bramkarz Juventusu, który w poprzednich kilku turniejach rangi mistrzowskiej grał słabo lub miał pecha, teraz błyszczał. Obronił m.in. dwa rzuty karne i znacząco przyczynił się kilkoma świetnymi interwencjami do wyjścia z grupy.

- To był bardzo dobry turniej w jego wykonaniu. Wcześniej miał pecha, ale wiedzieliśmy, że to świetny bramkarz. Był teraz w dobrej formie i potwierdził klasę - ocenia ekspert.

Chwali także obrońców. W perspektywie całego turnieju wyróżnia przede wszystkim Bartosza Bereszyńskiego, a niedzielnym występem - jego zdaniem - zaplusowali Matty Cash i Kamil Glik.

- Wcześniej Matty nie prezentował się zbyt dobrze. Dziś pokazał to, czego od niego oczekiwaliśmy. Co do Kamila, to wieku się nie oszuka, ale w niedzielę pokazał bardzo dobry poziom - zaznacza szkoleniowiec bramkarzy w Akademii Piłkarskiej Zagłębia Lubin.

O rozczarowaniach w polskiej ekipie nie chce rozmawiać. Przy pytaniu o dalsze losy Michniewicza stwierdza zaś, że Polacy to naród lubiący narzekać i zbyt szybko domagający się zmian.

- Widać to choćby w piłce klubowej, gdy już po dwóch, trzech porażkach od razu chcemy zmiany trenera. Na pewno prezes związku musi tu usiąść, porozmawiać ze szkoleniowcem i ocenić sytuację z chłodną głową. Nie znam też zapisów umowy Michniewicza. Ale pamiętajmy, że trzeba budować. Moim zdaniem tym turniejem trener sobie pomógł, a nie zaszkodził - podsumowuje Szamotulski.

Więcej o: