Taką Polskę chcemy oglądać zawsze. Przerwa meczu z Francją mówi najwięcej

Dawid Szymczak
Taką Polskę chcielibyśmy oglądać zawsze: odważną, ale nie naiwną, z pomysłem, chcącą atakować, gotową doskoczyć do rywali już na ich połowie, wymienić kilka podań pod presją, zaskoczyć nieoczywistym zagraniem. I aż szkoda, że to już koniec, bo apetyt rósł.

Najwięcej o przemianie reprezentacji Polski mówi to, że na drugą połowę czekało się z nadzieją. Było 1:0 dla Francji, po golu tuż przed przerwą, a jednak nikt nie spisywał tego meczu na straty, jak jeszcze kilka dni temu przeciwko Argentynie, gdy już pierwsza bramka odebrała wiarę. Zanim trafił Oliver Giroud, to Piotr Zieliński miał najlepszą sytuację w tym meczu. Sytuację, która nie spadła Polakom z nieba. Polacy najpierw zaatakowali pressingiem, później szybko rozegrali aut, przyspieszyli grę dwoma podaniami, minęli Julesa Kounde i dośrodkowali w pole karne. Uderzenie Zielińskiego z jedenastu metrów powinno skończyć się golem.

Zobacz wideo Polska - Francja. Live po meczu 1/8 finału

A to nie był koniec, bo tuż po stracie bramki Polacy odważnie zaatakowali prawą stroną i po chwili piłkę w polu karnym miał Jakub Kamiński, a jego strzał został zablokowany. Najważniejsze było to, że wreszcie gra reprezentacji nie polegała jedynie na czekaniu, wybijaniu i niepodejmowaniu żadnego ryzyka. Wreszcie piłkarze nie modlili się tylko o stały fragment gry albo jedną przypadkową kontrę, ale brali los w swoje ręce. Okazało się, że to nie jest wybór: ciekawa gra i porażka, brzydka gra i jakieś szanse na zwycięstwo. Polacy grali odważnie z mistrzami świata, zespołem pełnym gwiazd i technicznych wirtuozów, a jednak nie musieli drżeć o swój los w każdej akcji.  

To właśnie jest najbardziej imponujące i budujące: drużyna, która w ostatnich dniach wydawała się drżeć przed Meksykanami, Saudyjczykami, o Argentyńczykach nie wspominając, wyszła na Francuzów jak na równych sobie. Polacy udowodnili, że potrafią: zagrać piętą, okiwać, uciec spod pressingu, zaatakować na połowie rywala, nadążyć za szybszymi rywalami, wywalczyć rzut karny i go wykorzystać.

Polacy pokazali, że potrafią. Gdy przyspieszył Mbappe, uciekły marzenia 

Ten mecz oglądało się jak spektakl. Znakomici aktorzy, delikatny szmer wśród publiczności, wyczekiwanie indywidualnych popisów. Nie było czuć atmosfery typowej dla mundialu - ani przed stadionem, ani wewnątrz. Kibiców Polski i Francji było niewielu, już w meldunku przed meczem pisaliśmy, że organizatorzy rozdają miejscowym flagi, by dopingowali jeden z zespołów. Z trybun jeszcze większe wrażenie robi przyspieszenie Mbappe, maestria Tchouameniego czy niespotykana umiejętność dryblowania Dembele. Techniczną przewagę mieli oczywiście Francuzi, którym przyjmowanie i podawanie piłki wychodziło znacznie swobodniej. Ale już przed meczem było jasne, że taką przewagę będą mieli.

Skończyło się porażką 1:3 po golach Lewandowskiego, Giroud i dwóch Mbappe. I choć wynik jest podobny jak z Argentyną, to odczucia są znacznie lepsze. W końcu polscy kibice mogli doświadczyć emocji po kilku dobrych akcjach, a nie jedynie po udanych interwencjach Szczęsnego. To rzeczywiście wyglądało jak układ: faza grupowa na wynik według planu Czesława Michniewicza, a już pierwszy mecz w fazie pucharowej tak, jak chcieli najlepsi zawodnicy: Lewandowski i Zieliński. Francja tylko przez chwilę wydawała się w zasięgu, ale gdy przyspieszył Mbappe, Polakom uciekły marzenia. Jego dwóch doskonałych strzałów nie dało się zatrzymać.

Udało się za to zatrzeć złe wrażenie z trzech pierwszych meczów i Polska odleci z Kataru zadowolona - pierwszy raz od 36 lat wyszła z grupy, a w 1/8 przeciwko mistrzom świata pokazała, że potrafi grać w piłkę. Wywalczyła rzut karny, który na pocieszenie wykorzystał Lewandowski. Na Francję to nie wystarczyło, ale z wieloma lepszymi zespołami Polska już się nie zmierzy. A już na pewno nie spotka drugiego takiego jak Mbappe. Niech ten mecz wyznacza kierunek.

Więcej o: