Apel Roberta Lewandowskiego. Bezskuteczny. Michniewicz ma asa w rękawie

Michał Zachodny
Zwolnienie hamulca, odejście od zachowawczej obrony, wcale nie musi oznaczać wyłącznie ofensywy. Jest coś pomiędzy skrajnościami - doskok do rywala, agresywna walka o odbiór, ograniczenie rozgrywania akcji. W 1/8 finału mistrzostw świata trzeba być nieprzyjemnym - pisze przed meczem z Francją Michał Zachodny, ekspert Viaplay i autor książki "Polska Myśl Szkoleniowa".

Niech to będzie cel dla reprezentantów Polski: zaatakować Francję tak, jak do ofensywy na statystyki i kibiców-analityków ruszył dzień przed meczem Czesław Michniewicz. – Niedawno odbyła się konferencja miłośników statystyk, dyskutowano o xG [golach oczekiwanych – red.] i innych wskaźnikach. Zaproszono też uznanych trenerów, pracowali również w reprezentacjach. Po dwóch dniach namnożyło się tych wzorów, jak i na co zwracać uwagę, rozpoczęła się też dyskusja – opowiadał selekcjoner reprezentacji Polski. – Jeden z tych sławnych trenerów, mniejsza o nazwisko, przypomniał taką historię: "Kiedyś zapukał do mnie sąsiad i mówi, że zgubił kluczyki od samochodu i czy pomógłbym mu je znaleźć. Zgodził się, samochód stał pod lampą, szukają tych kluczyków, nie mogą znaleźć. I w pewnym momencie pyta: ‘A może pamiętasz, gdzie wypadły ci te kluczyki? On mówi: tak, tak, dwieście metrów stąd. "To dlaczego tu szukamy? Bo tu jest widno’". I tak samo jest z piłką oraz statystyką. Szukacie tam, gdzie jest widno, a trzeba tam, gdzie jest ciemno – zakończył swój wywód.

Zobacz wideo Co musi zrobić Michniewicz, żeby poprawić swój wizerunek? „Demony wrócą"

Michniewicz patrzy tam, gdzie kibice nie patrzą

Przekaz jest jasny: osoby przywołujące statystyki świadczące o problemach reprezentacji w mundialu, uderzają w to, co dla selekcjonera jest oczywiste. Michniewicz nie potrzebuje wiedzieć, że ledwie cztery oddane celne strzały w fazie grupowej to fatalny wynik, skoro zawodnikom na odprawach wypomina, że mają problem z pierwszym podaniem po przechwycie i dlatego nie tworzą sytuacji. Dla niego – choćby w meczu z Argentyną – było to źródłem tego wszystkiego, co można przytoczyć za sprawą ogólnodostępnych statystyk: braku kluczowych podań, progresywnych wprowadzeń piłki, jakościowych szans itd. On to przecież widział, nie musi tego nazywać, klasyfikować.

Może więc warto skupić się na tym, co naprawdę miał do przekazania. Skoro kibice skupiają się na zauważalnych ułomnościach drużyny, to może rozwiązań poszukać tam, gdzie jest "ciemno", czyli z dala od latarni.

Takim składem Polska ma zagrać z Francją. Zmiana!Takim składem Polska ma zagrać z Francją. Zmiana!

Z Michniewiczem trzeba się zgodzić: reprezentacje, które mundial rozpoczęły bez odpowiednio zorganizowanej defensywy, już z niego wyjechały. To jednak żadne odkrycie, bo przecież dbałość o obronę łączy outsiderów z faworytami – po prostu zmieniają się akcenty. Cztery lata temu Francja zwyciężyła w mistrzostwach, ponieważ Didier Deschamps potrafił umiejętnie wyważyć talent w ofensywie z odpowiedzialnością w tyłach. Selekcjonerowi Anglików Garethowi Southgate’owi co rusz zarzuca się, że nie chce - lub nie potrafi - wykorzystać i wyswobodzić graczy atakujących, z kolei zaburzone proporcje i ogromna nieskuteczność pod bramką rywali kosztowała odpadnięcie z turnieju Niemców.

Futbol w wydaniu reprezentacji jest różny od tego klubowego. W tym sezonie w fazie grupowej Ligi Mistrzów – wybranej ze względu na identyczny format oraz dysproporcje jakościowe uczestników – średnio zdobywano 3,17 bramek na mecz, gdy po pierwszym etapie mundialu było to tylko 2,5 goli na spotkanie. Różnica jest więc zauważalna, właśnie ze względu na poszukiwanie równowagi. Na mundialu robią to najlepsi, w Lidze Mistrzów potęgi rzadko się hamują.

Bezskuteczny apel Roberta Lewandowskiego

O równowagę w kontekście gry reprezentacji apelował już także Robert Lewandowski, bezskutecznie, po meczu z Meksykiem. Nie chciał skrajności – zapewne gry opartej na posiadanie piłki – lecz prosił, by częściej w atakach i utrzymaniu akcji pomagało mu kilku kolegów. Udało się w ostatnich 30 minutach z Arabią Saudyjską, lecz przeciwko Argentynie napastnik znów był osamotniony. To jednak każdy widział, a nam zależy na odkryciu tego, co mogło umknąć tym patrzącym na nasze niedostatki w statystykach ofensywnych. I odpowiedź jest dosyć oczywista: problemem była defensywa.

Taki mecz nie zdarzył się reprezentacji od wyjazdu do Astany. W 2016 roku kadra Adama Nawałki zebrała się po raz pierwszy od udanych mistrzostw Europy i od razu udała się w najdalszy wyjazd eliminacji mundialu – do Kazachstanu. Tam prowadziła już dwiema bramkami, ale w drugiej połowie została przez gospodarzy wytrącona z równowagi. To zresztą mało powiedziane: rywale skopali Biało-Czerwonych na sztucznej murawie, popełnili aż 26 fauli, a piłkarze Nawałki ledwie sześciokrotnie łamali przepisy. Wówczas był to sygnał, jakim sposobem można zatrzymać ćwierćfinalistów Euro: agresywnością. Wykorzystali to także Duńczycy, którzy rok później zwyciężyli w Kopenhadze czterema bramkami, ciesząc się z nietypowej strategii wywołania boiskowego chaosu.

Tymczasem w meczu z Argentyną reprezentanci Polski też popełnili tylko sześć przewinień, złapali jedną żółtą kartkę. Powód był dosyć prosty: od straty gola zaraz po przerwie najważniejsza była klasyfikacja fair play, która dawała Biało-Czerwonym przewagę nad Meksykiem. Kontakt z rywalem stał się niechciany, próby odbioru – nieliczne, w ostatnich 30 minutach podjęli się ledwie dwóch, żadnej udanej. Gdy Grzegorza Krychowiaka sędzia napomniał żółtą kartką, to Michniewicz niemal od razu dokonywał zmiany, choć jego plany były inne. Wolał jednak nie ryzykować.

To właśnie jest kluczem znalezionym w ciemnościach. Wszyscy uznali, że skoro Polacy i tak większość meczu spędzili w defensywie, to najbardziej przykuwa uwagę to, jak bezzębni byli w ataku. Tymczasem to właśnie element bronienia ucierpiał przez okoliczności najbardziej: jak nie dopuścić rywali, w tym Lionela Messiego do strzałów, gdy każdy kontakt, wślizg, pojedynek może przynieść niechciane konsekwencje? I to nie tylko gola dla Argentyny, ale też kartę pokazaną przez sędziego.

Polska jak Australia. Potwierdza regułę

Rywale byli bardziej zdecydowani, popełnili niemal dwa razy więcej fauli (11), a ekspert The Athletic Michael Cox pisał, że tak agresywnej w odbiorze drużyny jeszcze w mundialu nie oglądał. Z kontrpressingu Argentyńczyków brały się nie tylko kolejne akcje, ale też brak ataków Polaków. Piłkarze Michniewicza zostali ograniczeni w zasadzie do tego, co znalazło się w opisie stylu gry kadry na mundial autorstwa Krychowiaka: przesuwania się formacjami.

Z Michniewiczem można się też spierać: selekcjoner mówi, że jego zespół w obronie spisywał się dobrze, ale to tylko, gdy w to grono włączy się zasługi Wojciecha Szczęsnego. Nie wliczając rzutów karnych, to z innych akcji tylko siedem drużyn pozwoliło rywalom na stworzenie bardziej jakościowych szans, niż Polska. Z tego grona jeszcze tylko Australia znalazła się, chwilowo, w fazie pucharowej i są to dwie kadry, które będąc wyjątkiem potwierdzają regułę – bez obrony nie zajdzie się w mundialu daleko.

Konferencja Czesława Michniewicza i Robert LewandowskiFrancuzi wypytują polskich dziennikarzy, ale Michniewicza się boją. "Czy to prawda?"

Jednak problem Polski z defensywą dotyczy właśnie agresywności. W fazie grupowej tylko co trzecia akcja pressingowa Biało-Czerwonych była udana – to czwarty najgorszy wynik w turnieju. Co prawda Kostaryka rzadziej odzyskiwała piłkę na połowie przeciwnika, gdy jednak spojrzymy w tę klasyfikację dla całego boiska – jesteśmy na jej szarym końcu. Analizując mecze Polaków od 2015 roku można też zauważyć, że przeciwko Argentynie zanotowaliśmy najniższe posiadanie piłki, tylko trzykrotnie zdarzyło się, że rzadziej ją odzyskiwaliśmy, był to też jeden z sześciu wyników o najmniejszej skuteczności pojedynków w obronie.

Fizyczność jest częścią futbolu, choć z czasem i zaostrzeniem przepisów gry obrońcom jest coraz trudniej zapanować nad atakującymi. Jednak nie trzeba popadać w skrajność: nie każde starcie to faul, nie każdy wślizg jest brutalny, nie każdy doskok musi skończyć się odbiorem. Pressing nie ma na celu skopania przeciwnika, lecz odzyskania piłki skoordynowanym ruchem drużyny, zamknięciem wszystkich opcji i wymuszeniem błędu. Zupełnie tak, jak w drugiej połowie z Meksykiem, gdy Robert Lewandowski z Piotrem Zielińskim dopadli rywali w ich polu karnym, po przechwycie drugiego z nich ten pierwszy był faulowany. Tego "złotego momentu" Polacy nie wykorzystali, lecz z Arabią Saudyjską nawet dość bierna postawa napastnika wystarczyła, by odebrać piłkę, gdy źle przyjmował ją Abdulelah Al-Malki. Skończyło się golem.

Udane odbiory szansą Polaków. As w rękawie Michniewicza

Chociaż Polacy spędzają ten mundial głównie w niskiej obronie, to akurat pod względem odbiorów piłki w strefie wysokiej nie mają się czego wstydzić. Gdy już próbują, to są konkretni – tylko cztery zespoły więcej razy próbowały odbierać piłkę w strefie ataku, a 19 odzyskanych posiadań (poprzez m.in. interwencję, przechwyt) bliżej bramki przeciwnika miała też Francja.

Najbliżsi rywale Polaków częściej ustawiają się w środkowej strefie i tam doskakują do przeciwnika, bo wiedzą, że będą mieli więcej przestrzeni na wykorzystanie szybkości swoich skrzydłowych. Do pewnego momentu pozwalają rywalom rozgrywać piłkę, by następnie doskokiem wymusić błąd – i akurat w tym elemencie są najbardziej powtarzalni w mundialu. Polaków, jeśli już, wyróżnia to, że są wiceliderem klasyfikacji wybić piłki z głębokiej obrony lub własnej "szesnastki" – zaraz za Australią.

Udane odbiory Polski na MŚ w Katarze; fot: Michał ZachodnyUdane odbiory Polski na MŚ w Katarze; fot: Michał Zachodny Michał Zachodny

Znów jednak spójrzmy na to, czego nie ma. Otóż dwa mecze Francji z fazy grupowej należą do trzech o najniższej liczbie fauli. Przeciwnicy byli bardziej aktywni, otrzymywali żółte kartki, lecz bronili głównie strefowo. Ciężko jest się zbliżyć do Kyliana Mbappe, gdy ten ma piłkę, bo ryzyko, że minie obrońcę zwodem jest zbyt duże. Interwencja często oznacza, że defensor opuszcza swoją pozycję, nieudane wślizgi dodatkowo wyłączają z dalszego udziału w akcji. Dodatkowo, Francuzi pokazali, że sami należą do ekip fizycznie mocnych: z Duńczykami wygrali 58 proc. pojedynków, z Australijczykami – 60 proc. Wciąż jednak ich liczba była niższa od średniej mundialu.

To jednak nie mówi całej prawdy o grze Francuzów. Michniewicz podkreślał, że w każdym z dotychczasowych meczów MŚ tracili gole. Z Tunezją po doskoku Ellyesa Skhiriego do Youssoufa Fofany, który dłużej protestował u sędziego, niż myślał o odzyskaniu piłki. Outsider zwyciężył z rezerwowym składem Deschampsa, lecz postawił zmiennikom zupełnie inne warunki: mecz miał trzecią najwyższą liczbę pojedynków oraz szósty wynik odbiorów. W tegorocznej Lidze Narodów Austriacy zremisowali z mistrzami świata, a gola strzelili dzięki większemu zdecydowaniu w środkowej strefie. Dania zwycięstwo w tych samych rozgrywkach i to w Paryżu zawdzięczała atakom, które zaczęły się od bardziej agresywnego pressingu – wysokiego (gol na 1:0) i niskiego (2:1).

Szymon Marciniak poprowadził też mecz Argentyny z AustraliąTrybuny zagrzmiały po decyzji Marciniaka. A po chwili brawa. "Zaryzykuję: półfinał"

Nie jest to główny sposób, ale może od niego warto zacząć planowanie cudu, wykorzystania tego jednego procenta szansy, jaki przyznaje się Biało-Czerwonym. Do poprawy w kilka dni było wiele elementów, nowych schematów nie dało się wypracować, ale tak analitycznie pracujący trener musi wiedzieć, w których strefach większa agresywność, intensywność obrony będzie najbardziej uzasadniona. Kiedy należałoby wyjść z obroną wyżej, a kiedy wrócić pod własne pole karne. Skoki pressingowe również mogą być tymi "złotymi momentami", które reprezentacja wykorzystuje i przekłada na szybszą, bardziej sprawną ofensywę. Oko kibica z pewnością nie analizuje meczów tak wprawnie, jak robi to Michniewicz – może stąd ta chęć podpierania się statystykami? – ale taką różnicę w podejściu zespołu po pasywnym i nieskutecznym przesuwaniu się z Argentyną na pewno dostrzeże. Co więcej: doceni.

Więcej o: